czwartek, 7 listopada 2019

Rozdział 8.

Mężczyzna przeglądał stary tom, zabrany z biblioteki zmarłego Boba. Powracał co jakiś czas do spisu rozdziałów, aż znalazł to, czego szukał.
- Drodzy państwo! Otóż, odszukałem tekst, traktujący o rytuale, do którego potrzebne są srebrniki. One właśnie, dlatego, iż były zapłatą za niewinne życie ludzkie, mają moc sprowadzenia anioła ciemności. Dlatego byłem nieufny, kiedy wspomnieliście o starej monecie, a potem zobaczyłem tę księgę.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, pan jest kimś w rodzaju strażnika tego pieniążka? - zapytał Jones.
- Srebrnik, na którym panu tak zależy, otrzymałem od mojego zmarłego ojca. Kazał mi przyrzec sobie, że nigdy go nie sprzedam. Jak łatwo się domyślić, ten stary kawałek srebra, jest w mojej rodzinie od zawsze... Założę się, że pierwsze dwa, także były strzeżone przez ich, zmarłych już, właścicieli.
- Czy zatem, możemy prosić o wydanie nam srebrnika? - zagadnęła Linda.
Pan domu przeprosił ich, wyszedł do innego pokoju. Wrócił z szarą szmatką w dłoniach. James od razu rozpoznał tkaninę. Na spracowanej ręce błysnął metalowy krążek.
- Nie oddam wam go, mili moi... Nie mogę! - kaszlnął nagle. Zdziwiony swoim stanem, poluźnił ubranie pod szyją.
Reakcja Jonesa była natychmiastowa.
- O'Hara! Dzwoń pod 911!!! On znowu to robi!!!
Linda natychmiast wykonała polecenie. James już zaczynał reanimację mężczyzny, z którego uchodziło życie. Gdy tylko w domu pojawili się ratownicy, oboje odjechali, najszybciej jak tylko się dało.
*************
- James, Fery go zabił!!! Powiedz mi, to zrobił Fery?!
- Linda, mam nadzieję, że facet przeżyje! Pogotowie przyjechało do niego bardzo szybko! Czy teraz mi wierzysz?! Czy dotarło do ciebie, że ja nikogo nie zabiłem?!
- Nic z tego nie rozumiem! Mógłby spowodować tyle śmierci... na odległość?! To przecież nie możliwe!!!
- Od pierwszej chwili wydał mi się dziwny. A teraz, teraz okazuje się, że posiada jakieś super moce!!! Luc Fery, to jakiś pierdolony Superman!!!
Żadne z nich nie zaśmiało się z żartu.

W hotelu w Saint Paul, w Minnesocie, podali w meldunku nieprawdziwe dane. Policjantka miała świadomość, że przecież ratownicy z pogotowia zapamiętali ich, i jeśli ten obcy człowiek umarł, zawiadomili tamtejsze władze. Przez jedno zdarzenie, z praworządnej pani sierżant, stała się podejrzaną tak samo jak Jones... Oboje musieli mieć się na baczności.

Obudził go własny krzyk bólu. Miotał się po materacu, lecz żadna pozycja ciała, nie przynosiła ulgi. O'Hara była przy nim.
- Gdzie masz lek? Pomogę ci, ale gdzie są fiolki? James! - szarpnęła go za ramię, - James!
Nachyliła się do jego ust, wyłapując urywany szept. Za chwilę wróciła z pudełkiem. Okazało się, że zostały dwie ostatnie dawki. Podała mu obie.

Zapach kawy przyjemnie łechtał nozdrza. W półśnie delektowała się nim przez chwilę. Przypomniała sobie nagle o chorym i poderwała się na nogi.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się do niej, wgryzając się w rogalik. - Mmm... Akurat taki, jak lubię! - zachwycił się. - Dołączysz do mnie?
- Ja chyba jeszcze śnię... - spojrzała na okno potem znów na Jonesa.
- Jeśli śni nam się to samo, to jest to pyszny sen! - zażartował.
- W nocy miałeś atak, pamiętasz? Nie masz już lekarstwa... Możesz nie przeżyć następnego...
Sprawdził pudełko i zakrztusił się kęsem ciastka.
- O cholera!!! Muszę zadzwonić!
Fery odebrał chyba po setnym sygnale.
- Czego chcesz? - warknął od razu. - Przerwałeś mi przednią zabawę!
- Potrzebuję mojego leku, i to na już! Inaczej nie dostaniesz swoich krwawych monet! Zabiłeś następnego niewinnego człowieka!
- Ja nie zostawiam po sobie śladów! Ci strażnicy byli już zbędni! To co należało kiedyś do mnie, niedługo odzyskam! Podtrzymywanie twojego żywota, to mała cena za to, co otrzymam, kiedy tu do mnie wrócisz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...