"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..."
Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciągnięty przez piękne, czarne jak atrament konie, terkotał na drewnianych kołach, zaś stangret kiwał się na ławeczce w ten dziwaczny rytm. Nie popędzał swych koni, spał od pół godziny, nie zwracając uwagi na drogę. Jego pasażer również nie miał zbyt wiele do powiedzenia, leżał w swojej trumnie, wsparty głową na atłasowej poduszce. Dopiero, kiedy jego majdan zatrzymał się pod starą kamienicą, powożący ocknął się i spełzł z siodełka. Wszedł do swego domu, a za moment wybiegł stamtąd młody chłopak i zajął się końmi.
Całemu temu widowisku przyglądał się księżyc w pełni.
Tymczasem zostawiony sam sobie nieboszczyk otworzył oczy. Nieporadnie uniósł się i usiadł w trumnie, zwieszając nogi przez krawędź drewnianej skrzyni. Rozejrzał się.
- Gdzie ja do diaska jestem...? Zaraz, zaraz... Co ja robię w tej trumnie? - nie mógł sobie przypomnieć co się wydarzyło przez ostatnie dwanaście godzin jego życia. Drapał się w głowę, usiłując przywołać w pamięci dawne dni...
Nagle ktoś otworzył drzwi karawanu. Syn właściciela zakładu pogrzebowego blady jak ściana, wpatrywał się w niego zdumionymi oczami, wielkimi jak spodki. Zmarły poczuł głód, ale wraz z tym uczuciem przyszło też inne..., o wiele bardziej dokuczliwe, niż sam brak pożywienia. Na samą myśl o tym, na co przyszła mu ochota, roześmiał się głośno. Wyszedł z trumny, w której siedział i podszedł do przerażonego chłopaka...
Po nasyceniu się, odzyskał siły. Ukrył w trumnie martwe ciało nastolatka i czym prędzej oddalił się od tego miejsca. Za dwie godziny miało wzejść słońce.
niedziela, 26 stycznia 2014
sobota, 25 stycznia 2014
Jest takie miejsce... cz.:4
Weronika z każdym dniem zwlekała z powrotem do domu. Czuła się szczęśliwa i nawet nie zauważyła, jak przestała tęsknić do mamy. Krasnoludki cieszyły się bardzo z nowej gospodyni, a dziewczynka uczyła się pilnie obowiązków domowych. Żyło im się zgodnie.
Tak płynęły dni, miesiące i lata...
Kiedy w jakiś zimowy wieczór, Straszek zapytał swoja przyjaciółkę, czy chciałaby wrócić do swojego domu, Weronka zdziwiona powiedziała:
- Straszku, dlaczego miałabym wracać do domu, skoro jestem w domu? - roześmiała się szczerze, przytulając do siebie ulubieńca. - Mój dom jest tu, nie chcę mieszkać z dala od moich kochanych przyjaciół! - dodała.
I tak Weronika już na zawsze została w bajkowej krainie, żyjąc pośród krasnali...
***
-Nadio stało się coś strasznego!!! - powitała młodą dziewczynę, zapłakana kobieta. - Weronika...!!! Ona obudziła się na moment, a potem zaczęło się całe to zamieszanie...zabrali ją na blok operacyjny... - dokończyła, szlochając.
- Proszę się uspokoić... Teraz musi pani być bardzo silna dla Weroniki. - Nadzieja delikatnie posadziła roztrzęsioną matkę dziecka na krześle. - Pójdę po kawę albo wodę, co pani sobie życzy?
- Poproszę gorącą herbatę... - szepnęła przez łzy.
Opiekunka odeszła.
Różne myśli przychodziły do głowy matce. Nie potrafiła zapanować nad emocjami. Czarny scenariusz jakoś nie opuszczał jej umysłu ani na chwilę. Była bliska załamania.
-Proszę, pani herbata. - wyrwał ją ze złych rozmyślań miły głos. Wzięła ciepły plastykowy kubeczek i upiła łyk, nie zważając na piekący ból na ustach.
- Dziękuję...
Nadia przysiadła obok niej. Była cicha, opanowana, matka Weroniki również, powoli zaczęła się uspokajać. W ich sercach tliła się nadzieja, że wszystko będzie w porządku.
Nie wiedziały, która była godzina, gdy z sali wyszedł chirurg, prowadzący operację.
Pamiętała, jak Nadia wzięła ją delikatnie za rękę...
- Przykro nam... ale dziecko było zbyt słabe, by przeżyć tak skomplikowany zabieg... Robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, aby dziewczynka żyła.
Obie przytuliły się do siebie, matka płakała, opiekunka musiała powstrzymać swoje łzy. Kiedy odwieziono kobietę do jej domu, Nadia weszła na chwilę do sali operacyjnej. Na zimnym stole leżało małe, wątłe ciało dziecka, okryte prześcieradłem. Dziewczyna podeszła tam, ujęła w dłoń rączkę Weronki i szepnęła:
- Twoja mama bardzo cię opłakuje, ale ja wiem, że teraz jesteś w lepszym świecie... Pamiętaj proszę o swojej mamusi, bo my też nigdy o tobie Weroniko nie zapomnimy... Spoczywaj w pokoju.
Koniec...
niedziela, 5 stycznia 2014
Jest takie miejsce... cz.:3
***
Słońce świeciło, ptaki śpiewały a wkoło było zielono. Weronika szła przez łąkę w towarzystwie krasnoludka. Straszek nie był tego ranka zbyt rozmowny, więc postanowiła zebrać kwiaty na wianek dla siebie. Kiedy zrobili mały postój, aby odpocząć, splotła giętkie łodyżki i włożyła kwiecisty wianek na głowę.
- Teraz wyglądasz jeszcze ładniej, niż kiedy cię znaleźliśmy! - zachwycił się krasnal.
- Znalazłeś mnie? - zdziwiła się Weronka. - Jak?
- Oh! To było zupełnie przypadkowe... - żachnął się. - Ja i moi bracia nie mięliśmy w tamtym dniu w planie kogokolwiek znaleźć...
- Ale znaleźliście mnie! Dziękuję! - odpowiedziała.
- To nic takiego! Bracia powiedzieli, żebym się tobą zaopiekował, kiedy oni pójdą do pracy.
- Twoi bracia poszli do pracy? Straszku, musimy koniecznie wrócić już do twojego domu! - zawołała dziewczynka. - Jak wrócą z pracy do domu, będą na pewno bardzo głodni. Umiem zrobić kanapki i kakao!
- Nie musisz się o nic martwić Weronko! - rzekł krasnoludek. - Nie trzeba się nigdzie spieszyć, na prawdę!
Z oddali dobiegł ich czyjś śpiew. Zbliżyli się i zobaczyli sześciu mężczyzn, wzrostem podobni byli Straszkowi.
- A oto moi bracia! - wskazał zapracowanych krasnali, towarzysz Weroniki. Zawołał w ich kierunku: - Hej, hej! Witajcie!!!
Szóstka dzielnych robotników, przerwała na chwilę zajęcia, wszystkie głowy odwróciły się w kierunku nawoływania.
- Hej! - zawołali w odpowiedzi bracia.
- Co cię tu sprowadza Straszku? - zapytał Żartowniś.
- Dziewczynka poprosiła mnie, żebym ją odprowadził do jej mamy... Tylko... Tylko, że ja nie wiem gdzie jest jej mama, więc wolałem przyjść z nią tutaj. - w skrócie opowiedział Straszek.
- No dobrze. Pomyślimy jak pomóc dziecku wrócić do domu, ale kiedy sami uporamy się z naszymi obowiązkami! - mądrze odparł Roztropek. - Obiecaliśmy pomóc Zwierzętom z tym powalonym, starym drzewem.
- Tak, tak racja! - wtrącił swoje trzy grosze Spryciarz.
I tak, po przywitaniu się i wymienieniu swoich rad, całą siódemką powrócili do pracy. Weronika usiadła na trawie i przyglądała się, jak jej przyjaciele pomagają mieszkańcom łąki i lasu.
***
- Dzień dobry Nadio. - przywitała się z opiekunką.
-Dzień dobry pani. Dziś w nocy zauważyłam, że Weronika jakby się uśmiechała. To dobry znak. Myślę, że może śniła o czymś przyjemnym.
- Ja też. Czytasz jej tyle pięknych baśni. Jeśli cię słyszy, tak jak mówią lekarze, to być może, śnią się jej same cudne, bajkowe krainy i przyjaźnie nastawione stwory?
Delikatny, przelotny uśmiech zagościł na moment na zatroskanym obliczu matki.
- Czy pani wie?...-zagadnęła ją Nadzieja. - Czy pani wie, że właśnie ten sam cień uśmiechu miała również Weronka?
Kobieta popatrzyła na swoją koleżankę z wdzięcznością.
- Dziękuję...-szepnęła w odpowiedzi.
Słońce świeciło, ptaki śpiewały a wkoło było zielono. Weronika szła przez łąkę w towarzystwie krasnoludka. Straszek nie był tego ranka zbyt rozmowny, więc postanowiła zebrać kwiaty na wianek dla siebie. Kiedy zrobili mały postój, aby odpocząć, splotła giętkie łodyżki i włożyła kwiecisty wianek na głowę.
- Teraz wyglądasz jeszcze ładniej, niż kiedy cię znaleźliśmy! - zachwycił się krasnal.
- Znalazłeś mnie? - zdziwiła się Weronka. - Jak?
- Oh! To było zupełnie przypadkowe... - żachnął się. - Ja i moi bracia nie mięliśmy w tamtym dniu w planie kogokolwiek znaleźć...
- Ale znaleźliście mnie! Dziękuję! - odpowiedziała.
- To nic takiego! Bracia powiedzieli, żebym się tobą zaopiekował, kiedy oni pójdą do pracy.
- Twoi bracia poszli do pracy? Straszku, musimy koniecznie wrócić już do twojego domu! - zawołała dziewczynka. - Jak wrócą z pracy do domu, będą na pewno bardzo głodni. Umiem zrobić kanapki i kakao!
- Nie musisz się o nic martwić Weronko! - rzekł krasnoludek. - Nie trzeba się nigdzie spieszyć, na prawdę!
Z oddali dobiegł ich czyjś śpiew. Zbliżyli się i zobaczyli sześciu mężczyzn, wzrostem podobni byli Straszkowi.
- A oto moi bracia! - wskazał zapracowanych krasnali, towarzysz Weroniki. Zawołał w ich kierunku: - Hej, hej! Witajcie!!!
Szóstka dzielnych robotników, przerwała na chwilę zajęcia, wszystkie głowy odwróciły się w kierunku nawoływania.
- Hej! - zawołali w odpowiedzi bracia.
- Co cię tu sprowadza Straszku? - zapytał Żartowniś.
- Dziewczynka poprosiła mnie, żebym ją odprowadził do jej mamy... Tylko... Tylko, że ja nie wiem gdzie jest jej mama, więc wolałem przyjść z nią tutaj. - w skrócie opowiedział Straszek.
- No dobrze. Pomyślimy jak pomóc dziecku wrócić do domu, ale kiedy sami uporamy się z naszymi obowiązkami! - mądrze odparł Roztropek. - Obiecaliśmy pomóc Zwierzętom z tym powalonym, starym drzewem.
- Tak, tak racja! - wtrącił swoje trzy grosze Spryciarz.
I tak, po przywitaniu się i wymienieniu swoich rad, całą siódemką powrócili do pracy. Weronika usiadła na trawie i przyglądała się, jak jej przyjaciele pomagają mieszkańcom łąki i lasu.
***
- Dzień dobry Nadio. - przywitała się z opiekunką.
-Dzień dobry pani. Dziś w nocy zauważyłam, że Weronika jakby się uśmiechała. To dobry znak. Myślę, że może śniła o czymś przyjemnym.
- Ja też. Czytasz jej tyle pięknych baśni. Jeśli cię słyszy, tak jak mówią lekarze, to być może, śnią się jej same cudne, bajkowe krainy i przyjaźnie nastawione stwory?
Delikatny, przelotny uśmiech zagościł na moment na zatroskanym obliczu matki.
- Czy pani wie?...-zagadnęła ją Nadzieja. - Czy pani wie, że właśnie ten sam cień uśmiechu miała również Weronka?
Kobieta popatrzyła na swoją koleżankę z wdzięcznością.
- Dziękuję...-szepnęła w odpowiedzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...