wtorek, 5 listopada 2019

Rozdział 5.

Jego telefon znów ożył. Fery był wściekły.
- Posłuchaj mnie uważnie...- zaczął, cedząc słowa. - Jak na razie, nikt nie skojarzył śmierci doktorka z tobą... A sekcja zwłok tej starej wywłoki, pokaże tzw: "przyczyny naturalne śmierci", czyli... Oba zgony nie obciążą ciebie... Jeżeli tylko, przyjdzie ci do łba, w jakiś sposób mnie wykiwać, zdechniesz w więzieniu, bez lekarstwa swojego zmarłego lekarza!!! Zrozumiałeś?!
Jones zbladł.
- Co mam robić? - rzucił nerwowo.
- Przeszukaj bibliotekę, naszego drogiego Boba... Powinna tam znajdować się skrytka, zawierająca srebrnik i dane, gdzie jest kolejny... I tym razem nie zchrzań zadania, bo pozbędę się ciebie jak darmozjada!!!
Przerwana rozmowa przyniosła ulgę Jamesowi.
Przeszedł do biblioteki. Regały wypełnione książkami, pachniały starością i wilgocią. Na solidnym biurku ułożono trzy stosy grubych ksiąg. Podszedł do nich. Odkurzył grzbiety dłonią i odczytał tytuły. Zainteresowały go. Dżwignął jeden z nich i położył na kawałku wolnego miejsca. Strony kurzyły się przy każdym ich poruszeniu, aż dostał ataku kaszlu. Na ilustracji jednej z kart widniał wizerunek diabła. Obok treść, oznajmiająca odbiorcy, że oto szatan zawsze ponawia próby zawładnięcia tym światem, a najbardziej zależy mu na opętaniu jak największej ilości dusz.
"A oto Szatan próbuje od zarania zjawić się na tej ziemi, by swymi czynami zatruwać życie ludzkie. Dokładajmy więc bracia i siostry wszelkich starań, ażeby do wcielenia ów nie doszło!
Już nawet za czasów Jezusa, gdy Judasz zdradził swego Mistrza, zapłata za Jego wydanie została rozproszona! Trzydzieści srebrników udało się naszym magom rozbić po świecie, aby już nikt, i nigdy nie zdołał ich użyć do zdrady, a co idzie za tym, przywołać na ten świat Księcia Ciemności, samego Lucyfera! (Kazanie do ludu, autor nieznany. Anno Domini 1666)"
James wrócił do wątku o srebrnych pieniądzach. "Została rozproszona..."- zamyślił się. - Dlatego ich szuka... To był zapewne powód, dla którego Bob, tak zaciekle postawił się Fery'emu! I Luc postanowił dać mu taką nauczkę! Ale, po jaką cholerę, Luc chce przywołać na ziemię diabła? On sam doskonale go przypomina! - uśmiechnął się do swoich rozmyślań.
O mało nie dostał zawału przez następny telefon. Tym razem była to pani sierżant.
- Cześć! Z czym...
- James?! - zbyt głośno wypowiedziane jego imię, sprawiło, że odchylił komórkę od ucha.
- Tak, Linda, wszystko ok???!!! - prawie odkrzyknął.
- James, gdzie jesteś?! Muszę się z tobą zobaczyć! Teraz!
Wpadł w panikę. Jeżeli O'Hara zobaczy zwłoki staruszki, posądzi go o morderstwo! A on nawet nie odnalazł drugiego pieniądza. Musiał zyskać na czasie na tyle, by wszystko wykonać! W innym razie... Poczuł znajomy ogień w żołądku i jelitach. Szybko przełknął zawartość fiolki. Powrócił do rozmowy z policjantką:
- Słuchaj, spotkamy się za godzinę, w restauracji w mieście, tej, zaraz obok hotelu! Kojarzysz?
- Dobra! Masz godzinę!
- Ufff... - chwilę patrzył na księgę, wydarł po prostu interesujące go strony, i jego wzrok spoczął na największej z wszystkich ułożonych książek. Kurz osłaniał sporą ilość liter tytułu na jej grzbiecie.
Wydobył dzieło, szybko otworzył na byle której stronie i przeczytał:
"Zaklęcia, czary, biała magia, czarna magia, egzorcyzmy świeckie..."
- To przyda mi się całe. - zdecydował od razu. - Teraz muszę poszukać tego przeklętego srebrnika. - ponaglił się. Zaczął przeszukiwać najpierw stary mebel.
Srebrny krążek, jak przypuszczał, był ukryty w biurku, w ostatniej szufladzie, pomiędzy dwiema dyktami jej dna. Rysunek czegoś w rodzaju mapy, leżał obok.
Jones spojrzał na zegarek. Był bardzo spóźniony.
Zapakował tomisko do jakiejś torby, schował do wewnętrznej kieszeni marynarki drugi srebrnik, i zadzwonił po taksówkę. Miał nadzieję, że Linda czeka na niego w restauracji...
***************
Czekała, zdenerwowana jak nigdy. Kiedy pojawił się w lokalu, podbiegła do niego.
- Gdzie byłeś do cholery?! - tłumiła złość, aż oczy jej błyszczały.
- Hola, pani sierżant! Nie wiedziałem, że jest w tobie tyle ognia! - chciał jakoś udobruchać przedstawicielkę władzy. Lecz Linda nie reagowała na jego starania.
- Czy wiesz, że lekarz, który rozmawiał z tobą, nie żyje? Ty byłeś z nim sam, w zamkniętym pokoju pielęgniarek! Co mu zrobiłeś? Mów!!!
- Wiem, że mi nie uwierzysz, ale to nie ja. - nie patrzył na kobietę. Za to ona patrzyła na niego, i miała zamiar aresztować go, tylko dlatego, iż był wtedy w złym miejscu, o złej porze.
- Masz kurewską rację Jones! Nie wierzę ci! Nie wierzę, że uratowałam dupsko mordercy!!! - tak bardzo powstrzymywane łzy, pociekły strugami po pięknych rysach twarzy. Z bezsilności zaczęła tłuc go pięściami po klatce piersiowej. Nie oponował. Sam nie miał żadnego pomysłu, jak wyplątać się z tego wszystkiego. Gdy już trochę ochłonęła, posadził ją przy stoliku, usiadł na przeciw. Postanowił, że teraz nadszedł moment, na zwierzenie się choć jednej osobie, ze skrywanych sekretów.
**************
Skończyła czytać "Kazanie" i dotknęła monet leżących przed nią. Zdziwienie, pomieszane ze strachem nie znikało z jej oczu.
- Nie mogę tego przekazać mojemu szefowi... W sumie, nie mam nic... A ty pozostajesz podejrzany o morderstwo lekarza... - przykro mi... Jeżeli moi koledzy z pracy, dotrą do domu tej kobiety, postawią ci zarzuty i... - urwała.
Jones wpatrywał się w lśniące krążki. Teraz już był pewien, że śmierć depcze mu po piętach. I nie ważne było dla niego z czyjej to będzie ręki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...