czwartek, 23 lipca 2015

Czy warto było??? 7.

Ułożył zziębnięte ciało na kanapie, okrył wszystkim co nawinęło się pod rękę i mogło do tego celu posłużyć. Tirstan namolnie kręcił się pod nogami, uniemożliwiając dojście do chłopca.
- No, dalej mały! - ponaglał nastolatka, rozcierając mu ramiona i próbując napoić czymś ciepłym. Spojrzał na psa i uśmiechnął się. Jego kożuch zwisał z psiej paszczy niczym martwe zwierzę. Odebrał przyjacielowi futrzany płaszcz i nakrył nim nieprzytomnego.
- Tirst... gdzie telefon? - Timothy rozejrzał się za komórką. Zwierzak posłusznie podreptał po poszukiwaną rzecz. Delikatnie niczym jajko, upuścił urządzenie na dłoń opiekuna i położył się u jego stóp.
- ...dodzwoniłeś się do przychodni weterynaryjnej "Caring Hands", teraz nie mogę...- wcisnął czerwony przycisk. "- Ma pilny zabieg..."-pomyślał. Szybko przesłał wiadomość sms.
- Szpital Ruby Memorial, w czym mogę pomóc?
- Proszę przysłać karetkę do chaty za miastem Davis, około 60 km od miasta jest zjazd do Parku Stanowego, tą drogą jeszcze 30 km. Mój dom stoi po lewej stronie, otoczony drewnianym płotem...
- Przyjęłam, wysyłam ambulans.


***

Jack Quartphan stał oparty plecami o ścianę, przysłuchując się rozmowie. Camelham od ponad pół godziny składał raport z ich dochodzenia w sprawie młodocianej uciekinierki z "bóg wie skąd"... Albo małolata wodziła bandę dorosłych facetów za nos albo oni nie mięli pojęcia z czym mają do czynienia... Oderwał się od swojej podpórki i poczuł mrowienie w okolicy łopatek. Szybko pomasował sobie dłonią kark, marząc by znaleźć się choć na moment z żoną w sypialni. "- O tak... Ty masujesz najlepiej..."- rozmarzył się.
Brutalna rzeczywistość otrzeźwiła go w trybie natychmiastowym. Szef właśnie skończył rozmawiać z jego partnerem, teraz obaj kierowali się do drzwi.
- Bry...- stęknął przez zęby. Nie lubił gburowatego, wiecznie pretensjonalnego mężczyzny. Zimny wzrok tamtego powstrzymał go od jakichś komentarzy. Mrugnął pytająco do Aarona. Partner potrząsnął głową jakby odganiał natrętnego owada, ale milczał. Przełożony wybierał się na umówiony lunch z jakąś ważną szychą, prawdopodobnie sponsorem ich posterunku. Przed drzwiami, zanim wyszedł, dokładnie wyprostował na sobie idealnie skrojoną marynarkę, poprawił krawat i zerknął na buty. Po chwili namysłu wreszcie opuścił komisariat.
Spojrzeli na siebie i jak na rozkaz odetchnęli z pewną ulgą, śmiejąc się.

niedziela, 19 lipca 2015

Czy warto było??? 6.

Uciec... jak najdalej i zapomnieć... Oddech prawie zamarzał w płucach, nogi słabły, a przed oczami pojawiała się niebezpieczna czerń... Jemu także się uda!!! Wierzył w to, tak jak wierzyła ona... W myślach przywołał jej obraz. Zjawiła się w ciepłym słonecznym blasku, z rozwianymi włosami i tym czarującym uśmiechem idealnych ust...
- Boni... po... Poczekaj...!!! Po...aj na mnie...
Jeszcze chwilę napawała jego zamglone oczy swoim obrazem, aż nagle ciemność spowiła wszystko dokoła. Upadł, jego bezwładne ciało stoczyło się do sporej głębokości parowu, okryły je opadające do ziemi gałęzie drzew.

***

Olbrzymi pies, mieszaniec briarda i bernardyna, biegł z nosem przy ziemi. Zapach, woń ludzka ledwo znaczyła się na poszyciu leśnym, ale zmysł wyraźnie odbierał każdy sygnał.
- Tirstan!!! - przeciągły gwizd nie dał rezultatu, zwierzak nadal niespokojnie biegł w kierunku "dołu samobójców". Potężny łeb zwiesił do ziemi i nie odrywał go już od dłuższego czasu. Coś też kazało mu iść za psem.
- Tirstan!!! Wróć!!!
- Uuuu...!!! Aauuu!!! - zbolała nuta przecięła powietrze.
Szybko ruszył przyjacielowi na ratunek, zastanawiając się, co mu się przydarzyło?
Zobaczył go. Siedział przy czymś i zarzuciwszy głowę na grzbiet, wył.
Timothy Silverno, po przejściach jakie zgotowało mu życie, postanowił przeprowadzić się gdzieś, gdzie będzie mógł w spokoju wszystko sobie na nowo poukładać. Chata w lesie za bezcen, praca od rana do chwili, w której kawa przestawała działać na zmęczone ciało, przy remoncie nowego, własnego domu. Potem, któregoś dnia, na rybach znalazł w wodzie poruszający się worek... Okazało się, że to szczenię, zapakował malucha do auta i pojechał do lecznicy dla zwierząt. Lekarka była bardzo miła dla nich obu. Seria zastrzyków, kroplówki i wizyty co parę dni, na kontrolę. Całą trójkę jakoś połączyło to szczenięce szczęście w nieszczęściu. Tim z zaskoczeniem stwierdził, że zakochał się w uroczej pani weterynarz. Byli już z sobą kolejny rok...
- Buuu...!!! Uuuu...!!!
Przyspieszył. Gdy dotarł do psa, przytulił olbrzyma do siebie, sprawdzał łapy, kark, całe ciało, nic nie znalazł, ale Tirsti nie przestawał skomleć, próbując odkopać coś spod opadłych liści. Silverno począł także odgarniać ściółkę w miejscu gdzie psiak zanurzał co chwilę zimny nos, parskając głośno.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...