W pałacu スサノオ Susanō cz: 1.
Spędzili noc w wykrocie pod korzeniami drzewa.
Świt zastał ich już w drodze.O poranku dotarli do jakiejś wioski. Shisetsu rozejrzał się za wierzchowcem.Spostrzegł dwa konie w zagrodzie.Były wypoczęte,zadbane a pracownicy uwijali się skrzętnie przy innych zwierzętach,należących do małego gospodarstwa.
Podszedł bliżej i zapytał:
-Ile chcecie za te konie i uprząż?
Mężczyźni przerwali pracę i patrzyli na Wysłannika.Zastanawiali się zapewne,czy ubogi mnich będzie miał dość monet na tak piękne stworzenia.
-Zapytajcie gospodarza.-niechętnie odparł jeden z nich.-Jest w domu.
Poszli w kierunku wskazanym przez człowieka.
U progu,uklęknęli oboje a Shisetsu odsunął wejściową ścianę.Czekali na pojawienie się pana domu. Przyszedł po krótkim czasie.
-Ohayōgo zaimasu (jap. dzień dobry). -rzekł Wysłannik.-Proszę o te dwa wierzchowce w twojej zagrodzie!
Gospodarz zaprosił niespodziewanych gości do środka.Niegrzecznym było rozmawiać o interesach przez próg.
Sutorenjā zachwycił wystrój domu.Siedziała na aksamitnej zafuton (jap.poduszka) przy cedrowym,niskim kotatsu ( jap.stolik).Wszystko pięknie pachniało nowością.Przypomniał się jej dom Rodu Hayabusa.Przez ułamek sekundy znów była małą dziewczynką.Szybko jednak odrzuciła te wspomnienia.Zwróciła uwagę na rozmowę obecnych.Jej,jako że była obcą,nie wypadało wtrącać się.
-Co masz mi do zaoferowania za konie?-zapytał właściciel.
-Mam to...-jej towarzysz położył na stoliku sporą sakiewkę.-Mam zamiar utargować jeszcze uprząż i trochę żywności...-uśmiechnął się nieznacznie,widząc reakcję mężczyzny.
Oczy tamtego zrobiły się okrągłe ze zdumienia.Wyciągnął chciwie rękę po zawiązany na supeł materiał.
-Chwileczkę!-chłopak był szybszy.Schwycił pieniądze,jakby z zamiarem schowania ich z powrotem.-Najpierw powiedz ile!-krzyknął.
Wiedział aż za dobrze co się stanie.Chwilę trwało,żeby pokusa bogactwa wzięła górę.Wreszcie gospodarz odezwał się:-Tyle co masz powinno wystarczyć na oba rumaki,wikt i siodła.-sięgnął w kierunku zawiniątka.Jednym ruchem rozplątał węzełek i zajrzał do wewnątrz.Szeroki,zachłanny uśmiech rozjaśnił mu twarz.Nie było mowy o wyjawieniu prawdy Wysłannikowi,że monet jest o wiele za dużo.Odprawił ich,obawiając się,że mnich zażąda zwrotu reszty pieniędzy.
Przyniesiono im jedzenie na drogę.Właściciel nakazał aby dano też wodę pitną.Spakowali wszystko do toreb.Dosiedli wierzchowców i ruszyli w drogę do Pałacu Susanō.
Bóg Wichrów i Burzy oczekiwał Nieznajomej w swoich komnatach.Miał co do dziewczyny pewien plan,dlatego kazał Wysłannikowi odszukać ją i być na usługi jako obrońca.Tyle,że Opiekun nie przewidział uczucia jakim on obdarzył Sutorenjā.Jako słudze,nie wolno mu było jej kochać ale w chwili,gdy ją ujrzał,skuloną pod drzewem,serce zabiło mu mocniej.A potem ten pocałunek...
***
-Pani? Konie tracą siły,musimy się zatrzymać.-zrównał swego konia z jej,przytrzymał wodze.
Zeskoczył z siodła i objąwszy kobietę w talii,pomógł zsiąść.Zanim odeszła,musnął wargami jej usta.Odpowiedziała mu długim,namiętnym pocałunkiem.
Chwilę stali przytuleni do siebie.Zdawali sobie sprawę z tego,że Los nie będzie przychylny temu co zaczynało ich łączyć.
Milczenie przerwał Shisetsu:
-Dlaczego jesteś smutna,moja pani?
-Teraz tobie również grozi niebezpieczeństwo...Ninja,który zabił moich przybranych Ryōshin (jap. rodzice),mógł nas śledzić?Kiedy nadarzy się odpowiedni moment,nas też zabije!-drżała.Pamiętała złe oczy człowieka w czerni i szept..."-Śmierć..."
-Niepotrzebnie naraziłeś się dla mnie na zemstę tego wojownika.Mogłeś odejść...-podeszła do swojego konia i zajęła się nim.Chciała odgonić złe przeczucia krążące w myślach.
Wysłannik wiedział,że jego ukochana nie chciałaby,żeby wrócił sam do pałacu.Uprzedził ją przecież jaką kare za nieposłuszeństwo przygotował Opiekun. Nie to jednak budziło jego obawy.Dręczyła go myśl o spotkaniu Sutorenjā z Susanō.
-Jutro,około południa dotrzemy do Pałacu Boga Wichrów i Burz...-zagadnął.
-Nie rozumiem,co,tak potężne bóstwo chce ode mnie?-Nieznajoma patrzyła na mnicha pytająco.
-Nie powiedział mi.Odkąd zobaczył cię w Studni Pragnień,chciał,żebyś do niego przybyła.-odparł mężczyzna.
-W Studni Pragnień?
-Gromowładny,ujrzał w niej ten dzień,kiedy twój ojciec podarował ci Smoczy Medalion.Od tamtej pory postanowił abym został twym sługą i sprowadził cię bezpiecznie do niego.-spuścił oczy.Nie mógł sobie wyobrazić,co się stanie jak przekroczą próg pałacu.Kobieta zauważyła jego smutek.
-Trapi cię to?-usiadła obok niego.Patrzył na płomienie,igrające,jak wielobarwne istoty po czerniejącym chruście.Ognisko,które rozpaliła,ożywało przy wrzucaniu nowych gałązek.Już teraz wyobrażał sobie różne wyjścia z sytuacji.Porwanie Nieznajomej,też było jakimś rozwiązaniem.
-Gotów jestem walczyć o ciebie pani na śmierć i życie!-odezwał się.-Jeśli chce cię poślubić najpierw będzie musiał mnie zabić!
-Proszę...nie mów tak.Przecież nie wiesz co zamierza Susanō.Może chce tę monetę i ja mam mu ją dostarczyć...?-zastanawiała się głośno.-Ten srebrny pieniążek,chyba odstraszył mojego niedoszłego kata...-przypomniała sobie nagle.
-To nie jest moneta,jak powiedział ci twój dobroczyńca.W tym Talizmanie drzemie ogromna siła! Mając go,nie trzeba się obawiać żadnego zła.-powiedział Shisetsu.-Posłuchaj mnie! Ukryj go dobrze i nie oddawaj Bogowi nawet,jeśli będzie ci groził! Ze Smoczym Talizmanem stanie się nie do pokonania.
Dziewczyna zdjęła z szyi rzemyk.Rozłożyła niewielki skrawek jedwabiu,zawinęła srebrny wisiorek,przewiązała sznurkiem i tak zabezpieczony schowała w wewnętrznej kieszonce iromuji.
Noc otuliła czarnym kirem wszystko dokoła.
Ognisko zgasili przed zmrokiem,dla bezpieczeństwa.Leżeli,ogrzewając się ciepłem swoich ciał.Następny dzień szykował dla każdego z nich inną próbę sił.
Zza wzgórz widać było piękne odblaski tęczy.Jadąc dalej,oczom jeźdźców ukazał się Pałac ,wzniesiony na wzór olbrzymiej fontanny.Trzy kolumny wody opadały i unosiły się,prawie dosięgając koron rosnących nieopodal drzew.Całości dopełniały siedmiobarwne refleksy tworzone przez blask słoneczny. Shisetsu zatrzymał konia.
-Czy coś się stało?-zapytała chłopaka Nieznajoma.
Nie odpowiedział,spiął wierzchowca do szybszego truchtu.Ciężko mu było na sercu,wspominając chwile spędzone z Sutorenjā. Kres ich podróży własnie się zbliżył.
Bóg Burzy już się niecierpliwił.Kiedy weszli,poirytowany podszedł zaraz do dziewczyny i przedstawił się:
-Jak zapewne wiesz pani,jestem sam bóg Susanō.-ukłonił się jej a ona odwzajemniła gest.
Wysłannik chciał coś powiedzieć,ale Opiekun nie był w nastroju.Odprawił go skinieniem dłoni.Był zmuszony posłuchać rozkazu.Odszedł,zostawiwszy ukochaną ze swoim władcą.
-Żebyś tylko nie zrobiła czegoś nieroztropnego...-ostrzegł kobietę w myślach.
W tym samym czasie Opiekun oprowadzał Nieznajomą po swojej posiadłości.





