"Niech to co kryje się w ciszy, ukaże się naszym oczom..." (A.C.)
Przesłonił oczy dłonią i rozglądnął się. Wszyscy tu byli podobnie ubrani, dezorientowało go to trochę. Ktoś podjechał do ogrodzenia.
- Co ty tu robisz? - zapytała Inga.
Sławek przyjrzał się osobie dosiadającej konia. Poznał swoją przyjaciółkę.
- Cześć! Nie wiedziałem, że jeździsz konno...-zamigał.
Zsiadła z wałacha i podprowadziła go do kolegi.
- Poznaj mojego ukochanego Hiszpana. - koń sięgnął pyskiem do Sławka, ale on przestraszył się i odsunął od zwierzęcia. Kuc podrzucił łbem.
Inga uśmiechnęła się.
- Jesteście do siebie podobni...- powiedziała gestami.
- Co?! - oburzył się chłopak. - Ja nie jestem koniem!
Dziewczyna roześmiała się szczerze.
- Nie. - zaczęła tłumaczyć. - Wiesz, zachowujecie się podobnie w kontaktach z obcymi! Rozumiesz?
Nastolatek kiwnął głową. Wiedział co Inga ma na myśli. Przypomniał sobie z jakiego powodu tu jest.
- Słuchaj...- powiedział, nie używał języka migowego. - Czy ty, wtedy w Związku... Jesteś o mnie zazdrosna? - ostatni wyraz z trudem przeszedł przez gardło.
Jego koleżanka zarumieniła się. Odwróciła głowę do konia, który znudzony, skubał trawę. Nie odpowiadała. Sławek odwrócił ją do siebie, zobaczył, że unika jego spojrzenia.
- O co ci tak na prawdę chodzi? - tym razem pokazał pytanie znakami.
- Ty nic nie rozumiesz!!! - zaczęła iść w kierunku stajni. Nie miała ochoty tłumaczyć mu najprostszych rzeczy. Nie jej wina, że nie potrafił się domyślić...
- Inga...! - udało mu się powiedzieć wyraźnie jej imię. Ona jednak nie zareagowała, była zła na niego, na siebie i... chyba na wszystkich w około...
niedziela, 29 marca 2015
piątek, 27 marca 2015
Szyfr do mojego serca... odc: 12
" "Szyfr" do mojego serca..." (A.C.)
Weekend dopiero się zaczynał, a Inga nie miała pomysłu jak spędzić wolny czas. Komórka wybawiła ją z kłopotu.
- Hej! Wpadniesz do stadniny? - powitała ją Roksana.
- Cześć. Tak, myślę, że to jest wspaniała myśl! - na prawdę ucieszyła się Inga. - Będę za godzinę! - powiedziała na pożegnanie i dotknęła czerwonej ikony na ekranie. Wyjęła z szafy strój jeździecki. Poszła wziąć szybki prysznic i mogła zacząć się szykować.
Sławek ślęczał nad zadaniem z historii. Nie szło mu ono, chociaż lubił ten przedmiot. Zastanawiał się nad wydarzeniem w Związku Głuchych. "- Co ta Inga sobie wyobraża?" - nie dawało mu to spokoju. "- Co Natalia miała na myśli, mówiąc, że Inga jest zazdrosna...?" Nieodrobiona historia przegrała z ponurymi myślami chłopaka.
"Hiszpan" zarżał na widok dziewczyny. Wyciągnęła dłoń i dała mu smakołyk, trzy spore kostki marchewki. Kuc rasy Pottok, którego dostała od rodziców, był jej oczkiem w głowie. Gdy była w szkole, jej ojciec pomagał w opiece nad zwierzęciem. Inga jeździła konno od siódmego roku życia.
Wyczyściła konia i chwilę pozwoliła mu na zaczepki z jego strony. Koń lubił jej towarzystwo i nie omieszkiwał tego okazać.
- Hiszpan...- opiekunka wtuliła twarz w grzywę wałacha. - Hiszpanku, chciałabym, żebyś poznał pewnego chłopaka... Jest fajny i na pewno zaprzyjaźnilibyście się...- przyjaciel wetknął nos w fałdy kurtki i po chwili parsknął głośno. Inga roześmiała się. - Oj, ty żarłoku! Mam dla ciebie marchewkę, ale to na potem! - odpychała delikatnie natrętny pysk zwierzęcia. Kuszący zapach zmuszał konia do poszukiwań. Wepchnął łeb pod pachę przyjaciółki. Inga pieszczotliwie głaskała czoło uwieńczone czarną grzywką. Hiszpan przymknął na moment oczy. Raptownie odrzucił głowę, przewracając dziewczynę. Zastrzygł niepewnie uszami i zarżał groźnie. Inga czuła wibrowanie komórki w kieszeni. Aparat spłoszył jej konia i przerwał zabawę. spojrzała na wyświetlacz, a potem na wałacha, grzebiącego przednim kopytem. Nadal czuł lęk. Wstała i podeszła do niego, odsunął się, był podenerwowany. Odebrała.
- Słucham?
- To ja, matka Sławka. Prosił, bym zadzwoniła w jego imieniu...- Inga poznała głos pani Kótryńskiej.
- Dzień dobry. Odejdź! - wyrwało się jej zbyt głośno, wprost do słuchawki.
- Przepraszam, ale nie rozumiem? - odezwała się Izabella.
- To ja przepraszam! Mój koń zaczepia mnie...-sprostowała nastolatka. - Czy coś się stało Sławkowi?
- Nie... Chciał cię tylko zapytać, czy dasz się zaprosić do nas na herbatę...?
Zamurowało ją. Sławek chce zaprosić JĄ do siebie...
- Jesteś tam? - pani Izabella czekała na odpowiedź.
- Ależ z ogromną przyjemnością przyjdę!
- To... może jutro o godzinie 16?
- Tak. Będę.
- Przepraszam cię za pytanie, ale Sławek chciałby wiedzieć, czy dziś też możecie się spotkać?
- Dzisiaj jestem w stadninie za miastem...- odpowiedziała niemal ze smutkiem.
- Aha... rozumiem... Do zobaczenia!
- Do widzenia.
Inga szczęśliwa, wytarła porządnie grzbiet Hiszpana do sucha, narzuciła lekką derkę i założyła siodło. Wyprowadziła kuca przed budynek stajni i dosiadła go. Delikatnie dała znak by ruszył. Kiedy kłusem przemierzała kolejny okrąg ujeżdżalni, niespodziewanie w bramie stadniny pojawił się znany tylko jej samochód. To było auto ojca Sławka...
Weekend dopiero się zaczynał, a Inga nie miała pomysłu jak spędzić wolny czas. Komórka wybawiła ją z kłopotu.
- Hej! Wpadniesz do stadniny? - powitała ją Roksana.
- Cześć. Tak, myślę, że to jest wspaniała myśl! - na prawdę ucieszyła się Inga. - Będę za godzinę! - powiedziała na pożegnanie i dotknęła czerwonej ikony na ekranie. Wyjęła z szafy strój jeździecki. Poszła wziąć szybki prysznic i mogła zacząć się szykować.
Sławek ślęczał nad zadaniem z historii. Nie szło mu ono, chociaż lubił ten przedmiot. Zastanawiał się nad wydarzeniem w Związku Głuchych. "- Co ta Inga sobie wyobraża?" - nie dawało mu to spokoju. "- Co Natalia miała na myśli, mówiąc, że Inga jest zazdrosna...?" Nieodrobiona historia przegrała z ponurymi myślami chłopaka.
"Hiszpan" zarżał na widok dziewczyny. Wyciągnęła dłoń i dała mu smakołyk, trzy spore kostki marchewki. Kuc rasy Pottok, którego dostała od rodziców, był jej oczkiem w głowie. Gdy była w szkole, jej ojciec pomagał w opiece nad zwierzęciem. Inga jeździła konno od siódmego roku życia.
Wyczyściła konia i chwilę pozwoliła mu na zaczepki z jego strony. Koń lubił jej towarzystwo i nie omieszkiwał tego okazać.
- Hiszpan...- opiekunka wtuliła twarz w grzywę wałacha. - Hiszpanku, chciałabym, żebyś poznał pewnego chłopaka... Jest fajny i na pewno zaprzyjaźnilibyście się...- przyjaciel wetknął nos w fałdy kurtki i po chwili parsknął głośno. Inga roześmiała się. - Oj, ty żarłoku! Mam dla ciebie marchewkę, ale to na potem! - odpychała delikatnie natrętny pysk zwierzęcia. Kuszący zapach zmuszał konia do poszukiwań. Wepchnął łeb pod pachę przyjaciółki. Inga pieszczotliwie głaskała czoło uwieńczone czarną grzywką. Hiszpan przymknął na moment oczy. Raptownie odrzucił głowę, przewracając dziewczynę. Zastrzygł niepewnie uszami i zarżał groźnie. Inga czuła wibrowanie komórki w kieszeni. Aparat spłoszył jej konia i przerwał zabawę. spojrzała na wyświetlacz, a potem na wałacha, grzebiącego przednim kopytem. Nadal czuł lęk. Wstała i podeszła do niego, odsunął się, był podenerwowany. Odebrała.
- Słucham?
- To ja, matka Sławka. Prosił, bym zadzwoniła w jego imieniu...- Inga poznała głos pani Kótryńskiej.
- Dzień dobry. Odejdź! - wyrwało się jej zbyt głośno, wprost do słuchawki.
- Przepraszam, ale nie rozumiem? - odezwała się Izabella.
- To ja przepraszam! Mój koń zaczepia mnie...-sprostowała nastolatka. - Czy coś się stało Sławkowi?
- Nie... Chciał cię tylko zapytać, czy dasz się zaprosić do nas na herbatę...?
Zamurowało ją. Sławek chce zaprosić JĄ do siebie...
- Jesteś tam? - pani Izabella czekała na odpowiedź.
- Ależ z ogromną przyjemnością przyjdę!
- To... może jutro o godzinie 16?
- Tak. Będę.
- Przepraszam cię za pytanie, ale Sławek chciałby wiedzieć, czy dziś też możecie się spotkać?
- Dzisiaj jestem w stadninie za miastem...- odpowiedziała niemal ze smutkiem.
- Aha... rozumiem... Do zobaczenia!
- Do widzenia.
Inga szczęśliwa, wytarła porządnie grzbiet Hiszpana do sucha, narzuciła lekką derkę i założyła siodło. Wyprowadziła kuca przed budynek stajni i dosiadła go. Delikatnie dała znak by ruszył. Kiedy kłusem przemierzała kolejny okrąg ujeżdżalni, niespodziewanie w bramie stadniny pojawił się znany tylko jej samochód. To było auto ojca Sławka...
piątek, 20 marca 2015
Szyfr do mojego serca... odc: 11
"Dotknąć ciszy, zatopić się w niej i... usłyszeć..." (A.C.)
- Mam dzisiaj dla Ciebie niespodziankę! - w autobusie powitał Ingę uśmiechnięty Sławek.
- Jaką? - zamigała szybko.
- Pójdziesz ze mną do Związku Głuchych? - zapytał.
- Z miłą chęcią! - ucieszyła się. - Ale, mam do ciebie prośbę...- spojrzała na przyjaciela z tajemniczą miną. Podchwycił jej wzrok i zamigał:
- Co się stało? Dlaczego masz dziwną minę?
- Bo... moja, nasza koleżanka też chciałaby pójść z nami...- odparła Inga.
- Kto to? Znam ją?
- Tak. To Natalia.
- Jasne, że tak! A, już myślałem, że ktoś inny.
- Widzimy się o 17:00 dobrze? - zapytał jeszcze,a na pożegnanie pokazał znak "cześć!"
- Będziemy na pewno! Cześć!
W Związku jak zwykle panował spory ruch. Niesłyszący rozmawiali ze sobą, oglądali telewizję lub grali w gry. Przy komputerach tłoczyli się nastolatki i dorośli. Panowała rodzinna atmosfera. Dla słyszących dziewcząt było to coś niesamowitego. U nich w szkole panował zupełnie inny klimat, a tu wszyscy byli dla siebie uprzejmi i nikt na nikogo się nie złościł. Ktoś podszedł do nich, zaprosił by usiedli przy stoliku. Zajęli miejsca przy oknach.
- Znasz tu wszystkich? - spytała Inga.
- Nie. Sporo osób jest nowych i ciągle ktoś dochodzi. - uśmiechnął się do ładnej brunetki. - Przepraszam was na moment.
- No ładnie...- Inga widząc jak Sławek przywitał się z dziewczyną, poczuła ukłucie zazdrości. - A to kto znowu?
Za chwilę Sławek ze swoją znajomą dołączyli do koleżanek chłopaka.
- Poznajcie się: to Inga, a to Natalia. To jest moja koleżanka ze szkoły - ma na imię Justyna. - migał tak szybko, że Inga z ledwością nadążała. Przetłumaczyła wszystko Natalii.
Inga z niechęcią wyciągnęła rękę do nowej. Była trochę zła. Natalia jednak, czuła się mniej skrępowana, niż przedtem. Justyna przysiadła się do ich stolika i o czymś ze Sławkiem rozmawiała. Chłopak migając - tłumaczył pokrótce o czym mówią. Temat dotyczył głównie wieści ze szkoły, Inga straciła zainteresowanie. Miała ochotę wyjść. Natalia próbowała włączyć się do żywej dyskusji, a chłopak widząc to, pomagał jej w nawiązaniu dialogu. Po pewnym czasie, Justyna pożegnała się i wyszła. Sławek rozmawiał z Natalką. Koleżanka widząc, zachowanie Ingi, zagadnęła ją:
- Inga co się stało?
Z oporem, ale wydukała z siebie odpowiedź:
- Nic takiego, nie wiedziałam, że tak będzie...
- Będzie co? - zamigał Sławek.
- Nie wiedziałam, że masz dziewczynę! - dość głośno odpowiedziała Inga. - Muszę już wracać do domu. Cześć!
Chłopak ze zdziwienia zrobił wielkie oczy.
- Natalia, co ją ugryzło? - zapytał trochę niewyraźnie.
- Myślę, że jest zazdrosna...- powiedziała koleżanka.
- Jak to? - z niedowierzaniem zapytał Sławek, wciąż wpatrzony w drzwi, za którymi znikała właśnie Inga...
- Mam dzisiaj dla Ciebie niespodziankę! - w autobusie powitał Ingę uśmiechnięty Sławek.
- Jaką? - zamigała szybko.
- Pójdziesz ze mną do Związku Głuchych? - zapytał.
- Z miłą chęcią! - ucieszyła się. - Ale, mam do ciebie prośbę...- spojrzała na przyjaciela z tajemniczą miną. Podchwycił jej wzrok i zamigał:
- Co się stało? Dlaczego masz dziwną minę?
- Bo... moja, nasza koleżanka też chciałaby pójść z nami...- odparła Inga.
- Kto to? Znam ją?
- Tak. To Natalia.
- Jasne, że tak! A, już myślałem, że ktoś inny.
- Widzimy się o 17:00 dobrze? - zapytał jeszcze,a na pożegnanie pokazał znak "cześć!"
- Będziemy na pewno! Cześć!
W Związku jak zwykle panował spory ruch. Niesłyszący rozmawiali ze sobą, oglądali telewizję lub grali w gry. Przy komputerach tłoczyli się nastolatki i dorośli. Panowała rodzinna atmosfera. Dla słyszących dziewcząt było to coś niesamowitego. U nich w szkole panował zupełnie inny klimat, a tu wszyscy byli dla siebie uprzejmi i nikt na nikogo się nie złościł. Ktoś podszedł do nich, zaprosił by usiedli przy stoliku. Zajęli miejsca przy oknach.
- Znasz tu wszystkich? - spytała Inga.
- Nie. Sporo osób jest nowych i ciągle ktoś dochodzi. - uśmiechnął się do ładnej brunetki. - Przepraszam was na moment.
- No ładnie...- Inga widząc jak Sławek przywitał się z dziewczyną, poczuła ukłucie zazdrości. - A to kto znowu?
Za chwilę Sławek ze swoją znajomą dołączyli do koleżanek chłopaka.
- Poznajcie się: to Inga, a to Natalia. To jest moja koleżanka ze szkoły - ma na imię Justyna. - migał tak szybko, że Inga z ledwością nadążała. Przetłumaczyła wszystko Natalii.
Inga z niechęcią wyciągnęła rękę do nowej. Była trochę zła. Natalia jednak, czuła się mniej skrępowana, niż przedtem. Justyna przysiadła się do ich stolika i o czymś ze Sławkiem rozmawiała. Chłopak migając - tłumaczył pokrótce o czym mówią. Temat dotyczył głównie wieści ze szkoły, Inga straciła zainteresowanie. Miała ochotę wyjść. Natalia próbowała włączyć się do żywej dyskusji, a chłopak widząc to, pomagał jej w nawiązaniu dialogu. Po pewnym czasie, Justyna pożegnała się i wyszła. Sławek rozmawiał z Natalką. Koleżanka widząc, zachowanie Ingi, zagadnęła ją:
- Inga co się stało?
Z oporem, ale wydukała z siebie odpowiedź:
- Nic takiego, nie wiedziałam, że tak będzie...
- Będzie co? - zamigał Sławek.
- Nie wiedziałam, że masz dziewczynę! - dość głośno odpowiedziała Inga. - Muszę już wracać do domu. Cześć!
Chłopak ze zdziwienia zrobił wielkie oczy.
- Natalia, co ją ugryzło? - zapytał trochę niewyraźnie.
- Myślę, że jest zazdrosna...- powiedziała koleżanka.
- Jak to? - z niedowierzaniem zapytał Sławek, wciąż wpatrzony w drzwi, za którymi znikała właśnie Inga...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...