niedziela, 5 stycznia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ PIĄTY»

* Tydzień później*
Nadkomisarz rzuciła gazetę na blat.
- Co to jest?! - jeszcze panowała nad sobą. Nie chciała robić publicznych awantur pracownikom.
- Kto mi powie, co to jest???!!! - powtórzyła głośniej pytanie. Odpowiadała jej uparta cisza. Rozejrzała się po policjantach.
- Gdzie jest Trójecki?!
- U siebie... - odpowiedział ktoś nieśmiało.
- Zawołajcie go do mnie, natychmiast!!!
Policjant, który był się odezwał, ruszył do biura detektywa. Zastał Sebastiana przy podajniku wody.
- Masz wezwanie! - klepnął porucznika lekko w plecy. Trójecki dokończył pić wodę, i spojrzał zaciekawiony na kolegę.
- Mówiła czego znów chce?
- ...nie jest dobrze... - odparł zdawkowo policjant i szybko oddalił się.
Zmusił się, by wyglądać na obojętnego. Dawało to zawsze ciut przewagi nad rozsierdzoną przełożoną.
Już od progu wiedział, że nie będzie lekko, czekała go długa reprymenda, na którą nie będzie miał żadnej riposty...
- Co to jest?! - palec na nagłówku, ostry ton. Patrzył posłusznie na czarne litery, powoli składające się w jego umyśle w tytuł:
"Spalone zwłoki dziecka wyłowione z rzeki Szarki!"
- Nie wiem co odpowiedzieć. Byłem pierwszy, nikt z ekipy nie widział żadnych reporterów... Może to sam morderca, podaje szczegóły zbrodni, i gra na nosie gliniarzom?
- Jak to "morderca"??? Przecież w areszcie siedzi facet, którego podejrzewasz o wszystkie te makabryczne czyny!!! To co? Nagle się rozdwoił? Od samego początku mówiłeś, że ten sadysta działa w pojedynkę! Czyżbyś mylił się, co do winy tamtego człowieka? Mów!
Sebastian zdał sobie sprawę, że aresztując Bogdanowa, popełnił błąd. Trzy dni temu otrzymał telefon o następnym dziecku, zamordowanym w okrutny sposób, pojął, iż zatrzymał nie tego co trzeba. Ale ten gość, wiedział wcześniej o tym zabójstwie, więc jak to możliwe?
Teraz nie chciał przyznawać się, co powodowało nim gdy dokonywał aresztowania. Winera i tak nie uwierzyła by mu, tak jak on nie wierzył sam sobie.
- Pani nadkomisarz, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, to nie ja podałem informacje do szmatławców!
- Co ze śledztwem? Są już wyniki sekcji? - zapytała już nieco spokojniej.
- Kiedy przybyłem na miejsce, ciało dziecka było już w worku. Ten skur... skurczybyk, próbował zatrzeć ślady! Poprzednie ciała nie były palone! Wyniki sekcji dostałem dziś rano. Patolog nie miał dla mnie dobrych wieści... Spalono ją...
- To była dziewczynka? - Melania otworzyła szeroko oczy. - Zgwałcił ją i spalił jej ciało, bo myślał, że zatrze ślady?! Kurwa... jak tak można... - łzy same pociekły po twarzy kobiety. Przetarła policzki i szepnęła: - Wiem, przepraszam...
Trójecki widział przed sobą inną osobę. Zawsze uważał, że jego przełożona, to najtwardsza suka, jaką kiedykolwiek znał. A teraz, martwa dziewczynka przyprawiła ją o łzy... Przestąpił z nogi na nogę, nie wiedząc jak się zachować.
- Już mi lepiej. - powrócił władczy ton głosu. - Mam rację, prawda?
W odpowiedzi jedynie pokiwał głową.
- Zabijał do tych czas tylko chłopców, wiek od 3 do 6 lat. Najmłodsza ofiara miała 2,5 roku, płeć męska, żadnych oznak gwałtu. U tej dziewczynki nie znaleziono śladów biologicznych...
- Domyśliłam się. - powiedziała szorstko. - Co z jej rodzicami?
- To rodzice zastępczy. Rodzice biologiczni nie byli w stanie się nią zajmować, mieli co innego na głowie...
- A jaśniej?
- Narkotyki, wódka... - odparł.
- Jak zginęła? - padło pytanie, którego nie chciał usłyszeć.
- Wszyscy chłopcy, umarli w ten sam sposób: skręcił im kark...- zaczął wymieniać.
- Detektywie, ja nie o nich pytam! - prawie krzyknęła na mężczyznę.
- Została ogłuszona, a potem... Potem, już po wszystkim... spalił ją... - dokończył ściszonym głosem.
Nadkomisarz ukryła twarz w dłoniach. Wyszedł, bezgłośnie zamykając drzwi.

sobota, 4 stycznia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ CZWARTY»

W drodze na policję, zadzwonił do doktor Agaty Jeryskiej, umówił się z nią przed budynkiem. Bogdanow był świadomy tego, że to co ma do powiedzenia detektywowi, może rzucić podejrzenie na niego, a chciał tego koniecznie uniknąć. Kiedy dotarł na miejsce, lekarki jeszcze nie było. Zaskoczyło go to trochę, ale musiał porozmawiać z człowiekiem, który zajmował się tą sprawą. Już bez zastanawiania się, wszedł do środka.
- Dzień dobry. - miły głos powstrzymał Michała przed wejściem do holu.
- Dzień... dobry... - spojrzał na policjantkę. - Ja chciałem porozmawiać z detektywem Trójeckim...
- Chwileczkę. - parę kliknięć, i miła dziewczyna oznajmiła, że niestety, ale porucznik jest w terenie, i jeśli chce, może poczekać na niego w kawiarni ulicę dalej.
Odwrócił się do drzwi z zamiarem wyjścia i wpadł na kogoś. Okazało się, że była to doktor Agata, która akurat dotarła na posterunek. Przekazał jej, iż nie ma pana Trójeckiego, i zaprasza lekarkę na kawę. Zgodziła się. Udali się razem do małej kawiarenki.
******
- Pies tej kobiety wyczuł zwłoki dzieciaka, bo były zakopane w płytkim grobie. - lekarz sądowy zbierał z rozkopanej gleby, ważne dla siebie i śledztwa, próbki, coś co przypominało resztki suchych liści, ściółki i... ostatnie, co przyszło mu na myśl, Sebastian wolał nawet nie nazywać. Nie potrafił sobie wyobrazić zwłok dziecka w ziemi.
- Jak długo tu przebywał? - zapytał.
- Rozkład był już znaczny. Jakiś miesiąc, na pewno.
- Jezu... To ostatnia ofiara... Jego rodzice byli święcie przekonani, że syna porwano dla okupu. Nie było żadnych telefonów... Wszystkie ślady kończyły się na taśmach z monitoringu!
- Resztę o denacie powiem, jak zrobię sekcję. Zbieram się!
Patolog dźwignął się z kolan. Porucznik spojrzał na niego i zagadnął:
- Marcin, mam małą prośbę...
- Tak?
- Nie nazywaj przy mnie tego chłopaka denatem, dobrze?
- A co, zwłoki, brzmi ładniej? - zażartował, jednak widząc reakcję detektywa, przestał. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Pieprzony burak! - rzucił obelgę, za oddalającym się autem.
******
Detektyw pojawił się nareszcie na komendzie. Michał i Agata czekali na niego już dość długo, zostali poinformowani, że właśnie wszedł i zmierza do swojego gabinetu.
- Dzień dobry, czy detektyw Trójecki? - spytał Bogdanow.
Mężczyzna zatrzymał się, przyglądając się pani psycholog, ledwo zerkając na Michała.
- Tak, a kto pyta?
- Przepraszam, to doktor Agata Jeryska, ja jestem Michał Bogdanow. Przyszliśmy, to znaczy... Ja przyszedłem, w sprawie, którą pan szanowny prowadzi...
- Nie zajmuję się zdradami małżeńskimi! Musieli się państwo pomylić!
- Ależ to pan się myli! - zaoponowała doktor. - Pan prowadzi śledztwo w sprawie dzieciobójcy...
Nagle Sebastian chwycił kobietę za łokieć i poprowadził do swojego biura. Zdziwiony Bogdanek podążył za nimi.
- Panie poruczniku, co się stało? - zapytał wchodząc.
Mężczyzna posadził lekarkę na krześle, Michałowi nakazał zamknąć drzwi, i usiąść obok Agaty, sam zaś zajął miejsce za biurkiem.
- Co państwo wiedzą na temat mordercy? - bez ogródek zaczął porucznik.
- Ja nie jestem pewien... - odparł Bogdanek. - Czy zechciałby mnie pan wysłuchać?
- Człowieku, nie pieprz! Zacznij wreszcie gadać, nie mam całej doby na wysłuchiwanie twoich wahań!
Michał opowiedział detektywowi wszystko, z dziwnym snem o zabitej dziewczynce włącznie. Kiedy skończył, lekarka i policjant byli zdumieni. Psycholog, zaskoczył jedynie następny sen-wizja jej niedawnego pacjenta, poprzednie opowiadania znała z wizyty Michała w jej gabinecie. Pierwszy odezwał się Sebastian:
- Czy to wszystko, co miał pan mi do powiedzenia?
- Tak.
- Przekazano mi, że jest pani z zawodu lekarzem psychologii, czy może pani zatem potwierdzić prawdomówność tego człowieka?
- Przyznam się szczerze, że sama na początku w to wszystko nie wierzyłam. Teraz jednak, jestem przekonana, że to prawda...
- Co panią przekonało?
- Nagłówki gazet...
- OK... Zatem, jest pan zatrzymany, pod zarzutem morderstwa pięcioletniego dziecka. Ma pan prawo zachować milczenie!
- Zaraz! Chwileczkę!!! - Bogdanek poczuł ucisk na obu nadgarstkach. - Nie ja zabiłem te dzieciaki!!! To nie ja!!!
Trójecki otworzył drzwi i wyszarpnął z pomieszczenia aresztowanego. Za chwilę przekazał Bogdanowa innym funkcjonariuszom, którzy odprowadzili Michała do aresztu.
Doktor Agata wróciła na dyżur do szpitala.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ TRZECI»

Porucznik Sebastian Trójecki został wezwany do swojej przełożonej. Po komendzie krążyły plotki, jakoby miał zostać odsunięty od sprawy, ponieważ nie było, jak dotąd, żadnych nowych zwrotów i wszystko utknęło w martwym punkcie. Cholernie martwym!
Zapukał i wszedł. Nadkomisarz Melania Winera, siedziała przy biurku, gdy wszedł, prawie natychmiast odłożyła komórkę.
- Dzień dobry. Niech pan siada poruczniku.
Z grzeczności usiadł. Patrzył na czubki swoich adidasów.
- Czy są postępy w sprawie, którą panu poleciłam?
- Ten skurwiel nie zostawia żadnych śladów, ale to już pani wie...
- Niech pan nie będzie ordynarny! Za sam język, powinnam pana nie tylko nie dopuścić do tej sprawy, ale wywalić na zbity pysk! - uniosła się.
- Jesteś pod tym względem nie lepsza...- wymruczał pod nosem Sebastian.
- Co proszę?! Jakieś uwagi? - pokręcił głową, a ona kontynuowała: - Jest pan jednym z moich najlepszych detektywów, studiował pan kryminologię i nie tylko, co się stało, że nagle ta sprawa zaczęła pana przerastać? Przecie...
- Pani nadkomisarz, to nie sprawa mnie przerosła! - przerwał przełożonej detektyw. - Ten... Ten sadysta, mordując dzieciaki, robi wszystko, żeby policja go nie namierzyła! Nie ma odcisków palców, cholernego DNA, NIC!!! - Trójecki, aż ochrypł. Melania patrzyła na swojego pracownika zdziwiona jego wybuchem. Jeszcze tak wściekłego nie widziała go nigdy. Odchrząknęła dyplomatycznie i odezwała się:
- Jak już wcześniej powiedziałam, wypraszam sobie traktowanie mnie w ten sposób! Co do prowadzonej przez ciebie sprawy, jestem zmuszona...
- Nie! Nie pozwolę jej sobie odebrać!!! Zacząłem ją, i ja ją skończę!!! - zaprotestował.
Winera nie zwracając uwagi na krzyki podwładnego, dokończyła zaczęty wątek:
- ...przydzielić ci kogoś do pomocy. Może we dwóch, podołacie temu zwyrodnialcowi! A teraz, zajmij się wreszcie swoją robotą, bo przestanę być tak uprzejma, i wyślę cię na zieloną trawkę, gdzie od dawna jest twoje miejsce! Możesz odejść!
Siedział jeszcze kilka sekund, nie wierząc, w to, co usłyszał. Chciał wyjaśnić nadkomisarz, że on pracuje sam, że żaden partner, partnerka tym bardziej, nie wchodzi w grę! Ale widząc nieubłaganą minę kobiety, machnął tylko dłonią i trzasnął drzwiami.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Przedszkolaki bawiły się za ogrodzeniem placówki. Wszystkie dzieci, takie niewinne i śliczne. Obserwował je. Nie był nachalny, nie wisiał na siatce, nie próbował przekupić słodyczami. Miał swój wypróbowany sposób, aby taki mały człowiek robił co mu się każe. Teraz także zadziała, musi tylko poczekać.
Jakaś dziewczynka, ciemne, długie włosy, związane gumką, z różowym motylem, zwróciła na niego uwagę. Tak po prostu, jak to dzieciarnia potrafi, podniosła się z piasku, na którym pracowicie wyklepywała piach z foremek, wstała i pomachała do niego. Nie od razu, ale odmachał jej, dał znak, że i on ją widzi. Szeroki, szczerbaty uśmiech zagościł od razu na pulchnej twarzyczce. Aż oblizał usta końcem języka, na jej widok. Była doskonałością w każdym calu! Jej obraz zapadł na zawsze w jego pamięci. Plan zaczynał się realizować.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Bogdanek długo nie mógł zasnąć. Ciągle wracał do seansu hipnotycznego. Jego umysł pracował bezbłędnie, wiedział, że on tego nie zrobił. To nie on był zabójcą, ale gdzieś podświadomie czuł, iż to co widzi, to prawda, i, że jemu przyszło tą prawdę jakoś wyjaśnić! Nie wiedział jedynie od czego ma zacząć? Sen w końcu nadszedł.
"Płacz dziecka... Cichy, wystraszony... Niebieska sukienka, sandałki... Długie włosy z motylkiem. Tak, z motylkiem, różowym... O! Odleciał...! Nie! Wcale nie odleciał...! To ona upadła. Upadła, wkoło nieduża kałuża, ciemne coś wypływa z szyi, tak dziwnie skręconej... Pochyla się na nią, przygląda... Zabiera motylka. Na pamiątkę! Bierze dziewczynkę na ręce..."
Michał poderwał się z pościeli. W panice zaczął szukać swoich leków nasercowych. Wziął tabletkę, i czekał, aż wszystko wróci do normy. Poszedł do łazienki, wszedł pod prysznic, i puszczając strumień zimnej wody, usiadł w brodziku i rozpłakał się.

Kupił poranną gazetę. Nie czytał do tej pory zbyt wiele, ponieważ jego umysł nie zawsze potrafił dobrze zinterpretować treść, a i litery nie dawały się "przeczytać". W obecnej sytuacji, postanowił sobie, że będzie starał się czytać jak najwięcej, chciał nadrobić, to co wcześniej tak okrutnie zostało mu ograniczone.
Położył prasę na stole i zaparzył sobie kawę. Nowa kawalerka, którą załatwili mu pracownicy MOPS-u, była przytulna. Dopóki nie znalazł sobie pracy, nie szukał niczego drogiego. Cieszyło go, że ma dach nad głową. Skromna renta wystarczała prawie na wszystko. Usiadł. Popatrzył na pierwszą stronę gazety, i gorąca kawa, zamiast do jego ust, zaczęła płynąć po spodniach na podłogę... Nagłówki przekazywały straszną tragedię.
"ZNALEZIONO ZWŁOKI MAŁEGO CHŁOPCA!
CZY TO KOLEJNA OFIARA SADYSTYCZNEGO MORDERCY DZIECI???"
"Wczoraj w godzinach popołudniowych, kobieta spacerująca po lesie, zaalarmowana szczekaniem swojego psa, poszła za głosem pupila, i znalazła zwłoki 5 -letniego dziecka, płci męskiej. Jak mówi detektyw Trójecki, policja nadal prowadzi sprawę dzieciobójcy..."
Przestał czytać. Ból poparzonego uda dał się we znaki. Posprzątał bałagan, opatrzył sobie jak potrafił oparzenie, i wyszedł. Już wiedział co ma zrobić. Udał się na posterunek policji.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...