O'Hara wstała dopiero przed południem. Była przekonana, że obaj mężczyźni już zjedli śniadanie i czekają na nią, zajmując sobie czas choćby rozmową. Nikogo nie zastała. Poszła po swoją komórkę, sprawdziła wiadomości i rejestr połączeń, nic...
- Gdzie wy jesteście? - zapytała ciszę w domu. Postanowiła, że poczeka na swoich towarzyszy do wieczora. Następnym posunięciem, miało być zgłoszenie zaginięcia na posterunku.
Fery triumfował. On także zaczynał wierzyć w swoje zwycięstwo. Podszedł do bezwładnego ciała i wymierzył mu sążnego kopniaka.
- Tak powinienem był potraktować ciebie, kiedy odmówiłeś mi posłuszeństwa! Przez ciebie zostałem pozbawiony należnej mi władzy!!! - krążył nad Michałem.
- Ej, Luc! Łap!!! - Jones tym razem jemu, rzucił szare zawiniątko z pieniędzmi.
Lucyfer chwycił tkaninę. Nie spodziewał się tego, co się stanie, gdy to uczyni...
W tej samej chwili, zmarły, jak im się zdawało Michael, zaczął recytować słowa egzorcyzmu. Ich wspólny wróg wydobył z siebie nieludzki ryk.
- Mike, co mam zrobić? - krzyknął Jones. Nie doczekał się odpowiedzi. Michał nie mógł przerwać zaczętej modlitwy. Lucyfer zachowywał się tak, jakby opuścił go zupełnie zdrowy rozsądek. Miotał przekleństwa, by po nich, błagać obu o przebaczenie. Kiedy nic nie skutkowało, śmiał się z Mike'a, albo z Lindy, czy Jonesa. Egzorcyzm wciąż trwał.
Nikt nie uprzedził Jonesa o tym, co może się zdarzyć podczas takich modlitw. Fery oszalał! Rzucił się na Mike'a, zacisnął mu ręce na szyji. Nie udało mu się pozbawić go życia. Swoją wściekłość skierował na Jamesa. Dopadł go i zdławił tak silnym chwytem za gardło, że oczy zaczęły wychodzić z oczodołów. Twarz Jonesa zsiniała. Michał nie czekał na tragiczny koniec ofiary Szatana. Nawet na chwilę nie przerywając modłów, zebrał z podłogi rozsypane leptony i dotknął nimi Luca. Żeby się obronić, przed Michael'em, Fery musiał puścić Jonesa, który klapnął na posadzkę jak sflaczały balon. Z trudem łapał powietrze niebieskimi wargami. Szatan w napadzie szału, wbił swoją rękę w ranę Michaela. Krew cieknąca z żywego ciała, sprawiła, że w sadystę wstąpiła jakaś nadprzyrodzona moc. Mike tracąc siły, szeptał swój egzorcyzm. Dopiero utrata świadomości zamknęła mu usta. Luc natychmiast dopadł Jamesa.
Stało się coś nieoczekiwanego! Modlitwa rozbrzmiała z nową siłą. To ksiądz Thomas Diameter, stał na stopniach domu Fery'ego. O'Hara była z nim. Chciała wbiec do środka, ale ksiądz ją powstrzymał.
Jednak tym razem Luc nie zostawił Jonesa w spokoju. Cisnął nim o podłoże jak zabawką.
Ksiądz Thomas wyjął z kieszeni kropidło. Fery zaczął się śmiać. Wystarczyło parę kropel poświęconej wody, by śmiech przerodził się w gniewne ryczenie. Kapłan, wygłaszając łacińskie formuły, obszedł dookoła Lucyfera, wylewając wokół niego krąg wody święconej. Lindzie wydało się, że Fery nieco osłabł. Niespodzianie do modlitw księdza Diameter'a dołączył znów Michael. Razem, stojąc, nad klęczącym w poświęconym kręgu Lucyferem, błagali Boga, by w swej litości odesłał spowrotem Szatana do piekła, tam gdzie jego miejsce. Nagle, ponownie silne, jasne światło rozbłysło i zgasło w tym samym czasie. W oznaczonym wodą miejscu nie było już nikogo...
********************
- Mike, błagam, zrób coś! On nie może umrzeć!!! - Linda zalewała się łzami. Przytulała do siebie ciało Jamesa.
- Ja nie mogę nic już zrobić. Uratowałem go, gdy był martwy, po spaleniu przez Luca. Drugi raz nie mogę tego powtórzyć! Mogę przywracać do życia jeden, jedyny raz...
O'Hara nie wypuszczając swojego przyjaciela z objęć, patrzyła przez zniszczone drzwi na zachodzące słońce. Dzień, który miał nadejść, nie przynosił ze sobą ulgi, którą powinna poczuć, po dobrze wykonanym zadaniu...
>>>>>KONIEC<<<<<
sobota, 30 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz