niedziela, 9 czerwca 2013

Opowiadanie 1:

Jakby tu zacząć?
Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą.
Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, nie jakieś tam wydumane ale zwykłe,jak na zwykłego śmiertelnika przystało.
Jeśli lubicie Zwierzęta to równolegle do tego nowego bloga prowadzę jeszcze inny,właśnie o Zwierzętach,tak że tu będzie o Nich mało.Zainteresowanych odsyłam do adresu: "Co słychać w świecie zwierząt?"-bloa.pl
A teraz do rzeczy ;-)


OPOWIADANIE 1:
Zapomniane Miasto. cz.1
Stał w deszczu.Mokry podkoszulek nieprzyjemnie lepił się do zziębniętego ciała.Co robił w centrum miasta,którego nazwy nie znał, bo tylko mignęła mu przed oczami,kiedy jego samochód z dużą prędkością mijał znak informujący,że właśnie tu dojechał?
-Cholera! -przeczesał nerwowo włosy ociekające deszczem.-Jak się nazywam?!Gdzie jestem?! Pamiętam wypadek ale to jest jedyny moment jaki utkwił mi w pamięci!
Kilka postaci zamajaczyło w światłach latarni po drugiej stronie ulicy.
-Hej! Przepraszam! Poczekajcie!!!
Przechodnie zatrzymali się,zaskoczeni.Wyglądali nie lepiej niż on.Ich także zaskoczyła ulewa.Podszedł do nich i powstrzymując szczękanie zębami,wykrztusił:
-Co to za miejsce?
-Jest pan w Zapomnianym Mieście.-padła odpowiedz.
 Jego oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.Jeszcze bardziej niewyraźnie odparł:
-To żart,prawda?To jakiś nienormalny żart!!!-Zaczepieni ludzie spojrzeli po sobie i pokręcili głowami.
-Co się panu stało?-dziecięcy głos wyrwał go z letargu. -...mmiałem wypadek...o tam... -wskazał głową w kierunku,z którego przyszedł.
-Mój Boże!-kobieta przyjrzała mu się uważniej-przecież pan ma ranę na głowie!
I nagle zapadł w nicość...wszystkie dźwięki ucichły.Rodzina, którą zaczepił,wezwała pomoc.
W skromnym szpitalu został opatrzony i zarejestrowany jako NN-nikt nie poznał personaliów Człowieka Z Ulicy.Dokumentów również nie znaleziono,
Mijały kolejne dni a On nadal nie odzyskiwał przytomności.W ciągu tego czasu żandarmi znaleźli jego samochód,strzaskany o drzewo.Niedaleko od tego miejsca leżało ciało chłopaka.Jemu nie udało się przeżyć...

Po miesiącu otworzył oczy,po raz pierwszy od zdarzenia na drodze do Zapomnianego Miasta.Niczego nie potrafił rozpoznać.Dziwne urządzenia,pomieszczenie,nawet zapach wydawał się dziwny.Próbował się podnieść ale członki odwykłe od ruchu nie reagowały na żądania woli.Był przerażony!
-Co...? ...to sen...muszę się obudzić! Chcę się obudzić!-pomimo bezwolnego ciała,szamotał się w myślach z samym sobą.wyczuł czyjąś obecność.Ktoś chodził obok jego łóżka.Pielęgniarka,która usłyszała sygnał w swoim pokoju,przyszła sprawdzić co się stało.Dotarł do niego jej głos:
-Jak pan się czuje? Proszę poczekać na lekarza,musi zadecydować czy można już pana odłączyć od respiratora.
Jeszcze raz spróbował dźwignąć się z łóżka.Może udałoby się chociaż usiąść? Siostra widząc jego wysiłki zaprotestowała: -Nie,nie może pan wstawać! Miał pan poważny wypadek,omal nie stracił pan życia.Jest pan przypięty pasami do łóżka.To dla bezpieczeństwa-żeby nie zerwał pan aparatury kiedy odzyskał świadomość.To często się zdarza pacjentom po wybudzeniu ze śpiączki-koniecznie chcą się uwolnić i uciec...-westchnęła jakby z żalem.
Zrezygnował z dalszych prób.-Może...to tylko te pasy?To one mnie trzymają.-płomyk nadziei zabłysnął na moment w jego umyśle i zasnął.
Oprzytomniał,poklepany lekko po twarzy przez starszego mężczyznę w białym kitlu.-No,jak tam?-zagadnął.
Bezgłośnie poruszył spieczonymi ustami: -...ic...-Słucham?-doktor pochylił się ku niemu.-Co pan mówi?
Wysilił się:-P...p i cc ...cę ic...-Słyszał wydawany z siebie ni to charkot,ni jęk.Był zły na siebie,że nie umie po prostu powiedzieć,że chce czegoś do picia. Pielęgniarka domyśliła się jego prośby. -Proszę.-delikatnie,wilgotną łyżką zwilżyła mu wargi.Oblizał je łakomie,jak ktoś,kogo poczęstowano dobrym winem.Kobieta uśmiechnęła się i dodała: -Za parę dni będzie pan mógł pić jak dawniej,teraz musi wystarczyć zwilżenie.W odpowiedzi wychrypiał: -Dzi..ę...
Zrozumiała.Pokiwała głową: -Proszę. Zebrała rurki, przyrządy i wyszła. 
Tak jak powiedziała-z każdym dniem,spędzanym głównie na rehabilitacji,wracały mu siły.To,co po obudzeniu tak bardzo go wystraszyło,rzekomy paraliż,teraz było niemiłym wspomnieniem.Cieszył się jak dziecko,gdy zaczął samodzielnie chodzić.Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku.
-Oto pański wypis,leki i recepty.-Takie powitanie zaskoczyło go.
-Jak to?Wypis...Musiał zabawnie wyglądać z miną zdziwionego dziecka,bo uśmiechnęła się, tak jak lubił. -No,przecież to szpital,a tu nie zostaje się na zawsze.-Odparła i podała mu wszystko,co z sobą przyniosła.
-Zanim opuści pan szpital,lekarz zalecił wizytę u psychoterapeuty...musi pan się o czymś dowiedzieć ale ani ja,ani lekarz prowadzący nie możemy z panem o tym rozmawiać.-Spoważniała,a on nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. Pokiwał głową na znak,że się zgadza,choć w głębi duszy czuł narastający odnowa niepokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...