poniedziałek, 11 listopada 2019

Rozdział 14.

Lascala zaparkował na podziemnym, szpitalnym parkingu. Czekał na niego policjant, który skończył zmianę, pilnując więźnia w szpitalu.
- Obudził się? - spytał, nie odpowiadając na przywitanie.
- Nie, proszę pana. Lekarka mówiła, że stracił sporo krwi...
- Jakoś mi go nie szkoda! - burknął szef policji. Przywołał windę. Młody funkcjonariusz miał jeszcze coś do przekazania:
- Tego faceta otruto... - dodał niepewnie. Zack Lascala cofnął stopę z progu windy.
- Co powiedziałeś??? - złapał za łokieć chłopaka. Odeszli na bok. - Jak to: otruty??? Kiedy, czym?!
Posterunkowy nie wiedział. Pozostawało dowiedzieć się samemu.
Wyszedł z windy i natychmiast poszedł do lekarki prowadzącej leczenie jego więźnia. Zastał ją w gabinecie. Zapukał w futrynę i wszedł.
- Witam. Ja w sprawie Jonesa.
Pani doktor, była drobną kobietą, trzydziestoparoletnią. Blond włosy spięte spinką i okulary, dodawały powagi twarzy. Podniosła wzrok z nad dokumentów, wszechobecnych na jej biurku.
- Co pana interesuje komendancie? - zapytała.
- Jestem Zack Lascala. - przedstawił się, - Dla przyjaciół, Zack. - dodał.
- Doktor Ellen Perry. Jakie informacje są potrzebne policji? - ponowiła pytanie.
Lascala zmieszał się nieco na służbowy ton kobiety.
- Dowiedziałem się, że ten Jones został otruty. - odparł.
- Owszem. We krwi, waszego więźnia wykryto bardzo silną truciznę, na którą nie ma żadnej odtrutki...
- On umrze? - przerwał lekarce.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby nie umarł, panie Lascala. Kiedy tylko odzyska przytomność, wykonamy serię dializ, aby poprawić jego stan. Na chwilę obecną, musi zostać w naszym szpitalu, inaczej grozi mu śmierć.
**********
- Cieszę się, że już dochodzi pani do siebie. Jeszcze tydzień i będzie mogła pani stąd wyjść o własnych siłach. - lekarz stał obok łóżka Lindy. - Wykonaliśmy kawał dobrej roboty! - uśmiechnął się szeroko.
- Doktorze, czy miałam przy sobie rzeczy osobiste? Telefon, torebkę...? - zapytała.
- Szanowna pani, przyślę pielęgniarkę, która była podczas przyjęcia pani na oddział. Na pewno będzie wiedziała więcej niż ja. Do zobaczenia, pani O'Hara.
Oparła głowę o poduszkę. Martwiła się o Jonesa. Co zrobił, kiedy nawet nie zadzwoniła, że nie będzie wieczorem w hotelu. Czy pojechał dalej?
- Pani O'Hara...? - z rozmyślań wyrwała ją pielęgniarka. - Doktor prosił, abym do pani przyszła.
- Siostro, proszę mi powiedzieć wszystko od początku... Będę wdzięczna... - poprosiła.
- Trzy dni temu, nad ranem, przyjęłam zgłoszenie od mężczyzny. Nie przedstawił się. Podał szczegóły, gdzie ma przyjechać pogotowie, powiedział, też jakie miała pani obrażenia. Gdy przywieźli panią do nas, nie miała pani telefonu, ani torebki, dokumentów również. Identyfikacji dokonał policjant. Podał pani imię i nazwisko do rejestracji.
- Kevin... - pomyślała Linda. Kumpel z dzieciństwa, jako pierwszy miał marzenie, by zostać gliną, lub strażakiem. Uśmiechnęła się do wspomnień.
- Operacja trwała pięć i pół godziny... - zakończyła relację pielęgniarka. O'Hara została sama.
- Nie wspomniała o Jonesie... Powiedziała o glinie, który mnie rozpoznał, o nieznanym mężczyźnie, dzwoniącym po pomoc, ale nikogo u mnie nie było... - łzy, jakoś tak same popłynęły po policzkach. - Na prawdę odjechał! - załkała, - Na prawdę...
**********************
Komendant był zły. Podwładni, widząc niezadowolenie szefa, schodzili mu z drogi. Przed wejściem do swojego biura, zawołał jednego z policjantów.
- Przyprowadź do pokoju przesłuchań, faceta, co był zamknięty z Jonesem!
- Na kiedy? - spytał starszy posterunkowy, i pożałował.
- Na wczoraj, głupcze!!! - usłyszała połowa posterunku.
Po półgodzinie, Zack siedział w pomieszczeniu razem ze współwięźniem Jamesa.
- Powiedz mi Flex... Jak to było z tą trucizną...? Wziął ją sam, czy może ty mu ją zaaplikowałeś?
- Myślicie, że wrobicie mnie w to?! Skąd miałem mieć truciznę? Obszukał mnie nie jeden z was, nie znaleźli niczego, więc jakim cudem, miałem ją przy sobie?! - mężczyzna był zdenerwowany.
- Dość tej czczej paplaniny!!! - wrzasnął na niego Lascala. - Jak to się stało, że aresztowaliśmy faceta, podejrzanego o usiłowanie morderstwa policjantki, a on o mały włos by się przekręcił?! Odpowiadaj! - nie panował nad sobą Zack.
Więzień odparł:
- Spałem, jak wszedł do celi. Trzasnęła krata, otworzyłem oczy, a on siedział na pryczy. Zagadałem do niego. Nie wiem, czy odpowiedział, ale po chwili, złapał się za brzuch. A potem razem ze strażnikiem ratowaliśmy go... I tyle...
Szef posterunku sapnął głośno. Aresztant spojrzał na niego, widać było, że emocje zaczęły opuszczać komendanta. Polecił strażnikowi odprowadzenie Flex'a spowrotem.
Gdy szedł do gabinetu, otrzymał wiadomość, że sierżant O'Hara zgodziła się na przesłuchanie.
*************
Do sali Jonesa weszła doktor Ellen. Siostra, czuwająca przy nim, zdała relację ze stanu pacjenta, z całego dnia.
- Około godziny drugiej po południu, miał gorączkę: 39,9 stopni. Pojawiła się nagle. Zlecono mi podanie, przepisanych przez panią leków. Po czwartej po południu już było dobrze. Czy to normalne, przy zatruciu? - zaciekawiła się kobieta.
Doktor Perry zmierzyła leżącemu temperaturę, zajrzała do dokumentacji. Już przy drzwiach, odpowiedziała:
- Siostro, przy takiej truciźnie, możemy spodziewać się wszystkiego...
Pielęgniarka znów usiadła na krześle. Z kieszeni fartucha wyjęła małą książkę i zatopiła się w lekturze. Spokój nie potrwał jednak długo. Leżący w łóżku Jones, poruszył się gwałtownie, a aparatura mierząca procesy życiowe oszalała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...