Była ósma rano, kiedy pojechali dokonać transakcji. Wjechali windą na dwunaste piętro, Jones zapukał do drzwi. Nie było żadnej odpowiedzi.
- Zapomniał? - spytał raczej sam siebie James. Z ciekawości nacisnął na klamkę. Drzwi otworzyły się.
- Co teraz? - zwrócił się do przyjaciółki. O'Hara nie czekając na zaproszenie, ostrożnie weszła do środka, Jones podążył w ślad za nią.
Szła powoli, zaglądnęła do kuchni i cofnęła się o krok.
- Nie wchodź tam James! - ostrzegła. Zanim zdążył zapytać, przeszła dużym krokiem nad czerwonym śladem do pokoju i już rozmawiała przez komórkę.
- ...policję i pogotowie... Tak, natychmiast. Adres...
Patrzył na pas krwi od kuchni do pokoju, po którym Linda krzątała się obok poszkodowanego.
Zabiegi policjantki przyniosły pożądany skutek i mężczyzna odzyskał przytomność. O'Hara wciąż była przy nim.
- Dzień dobry. Czy pan wie kim jestem? - spytała. Pokręcił głową. - Przyjechałam do Pana, żeby odkupić monetę, którą wystawił pan na aukcji. Pamięta pan?
W odpowiedzi kiwnął głową.
- W księdze... Starej, zielonej... Mmoneta...
- Proszę już się nie przemęczać. Zaraz znajdę, a tu są pieniądze. - pokazała sporej grubości kopertę.
Nagle leżący na podłodze gospodarz, chwycił kobietę za dłoń, w której miała banknoty, przyciągnął ją do siebie i ostatkiem sił powiedział:
- Nie potrzebuję pieniędzy... Nie będą mi już potrzebne... Tu był L ... Fery...
- Nie rozumiem. Kto tu był? - Linda była zszokowana zachowaniem rannego.
Jones stał oniemiały. Jedynie ostatnie słowa mężczyzny powtórzył głośno: - Tu był Luc Fery!
Właściciel mieszkania kiwnął głową i stracił przytomność, w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
Linda po okazaniu dokumentów i legitymacji, poszła po książkę, o której wspominał ciężko ranny. Pokazała ją policjantom i oboje z Jonesem wyszli do samochodu.
- Nie powiedziałaś im o Ferym? - zdziwił się James.
- W tej pracy nauczyłam się, by nie paplać jęzorem o sprawach, które i tak nie będą rozwiązane. A na to wskazuje, iż kiedy ten człowiek zezna, kto mu zadał rany, nikogo takiego nie znajdą! Nigdy!
Już następnego dnia, poinformowano ich, że przyjęty do szpitala mężczyzna, z powodu obrażeń, zmarł. Jeszcze raz opowiedzieli po co i dlaczego przylecieli do New York, a po potwierdzeniu zeznań przez policję w Saint Paul, ruszyli w drogę powrotną.
Czekając na swój lot, Linda zainteresowała się podarowaną książką.
- Pokaż...- Jones przyłączył się do oglądania prezentu.
Mocno żółte kartki mieściły teksty po łacinie. Na niektórych, ktoś równym pismem napisał krótkie notki po angielsku. Nie było ich zbyt wiele.
- A gdzie jest moneta? - zaniepokoiła się O'Hara. Zaczęła szybciej przewracać strony. Nic...
- Jestem skończoną idiotką!!! - krzyknęła zrozpaczona, zepchnęła zielony tom z kolan i rozpłakała się. Kilka osób spojrzało zaciekawionych w ich stronę.
Jones szybko podjął księgę z posadzki. Pod okładką leżał dziwnych kształtów przedmiot. Uniósł go i chwycił Lindę za ramię.
- Zobacz!!! - stawiała opór, przytrzymał mocniej, i obrócił w swoją stronę. Pokazał otwartą dłoń.
- A jednak! - ulga malowała się na twarzy kobiety. Z radości objęła Jamesa za szyję.
Ukrył lepton razem ze srebrnikami w szarej tkaninie.
- Znam kogoś, kto pomoże nam odczytać książkę. - powiedział.
- A kto to? Jeśli to nie żadna tajemnica? - uśmiechnęła się.
- W moim mieście, mieszka ksiądz. To mój przyjaciel... - Linda spojrzała na niego nieco zaskoczona. Wyjaśnił jej szybko:
- Nie, nie miałem w planach zostać księdzem! - roześmiał się, - Zaprzyjaźniliśmy się na pewnym przyjęciu charytatywnym... - chrząknął znacząco i dokończył: - Gdyby nie ten ksiądz, to zostałbym nie tylko okradziony z pieniędzy, ale nie uszedł bym z życiem... Księżulo zna sztuki walki, niegorzej od ciebie!
- O! Chcesz powiedzieć, że klecha, potrafi kilka sztuczek...?
- Nie takie znów sztuczki! Ja nie miałem najmniejszych szans, pijany w sztok, ledwo widziałem na oczy, a on... No cóż... Znalazł się we właściwym miejscu, o właściwej porze!
- Masz fajnych znajomych! Ksiądz, władający pięścią i łaciną!
Roześmiali się. Nadszedł czas na odprawę lotniczą.
Powrócili do Saint Paul. O'Hara oddała należność komendantowi. Wyjaśniła pokrótce, że kasa nie przydała się, ponieważ sprzedający zmarł. Kiedy załatwili wszystkie formalności, pożegnali się z naczelnikiem Lascala i ruszyli w dalszą drogę.
********************
- Chcesz już wracać do Reno? - zapytała sierżant.
James kiwnął głową i wsiadł do samochodu. Skierował się na drogę międzystanową.
- Jak myślisz, gdzie jest drugi lepton? - zamyśliła się.
Obserwował drogę i milczał. Miał odrobinę nadzieji, że ksiądz Thomas Diameter będzie znał odpowiedź na niejedno pytanie.
Dotarli na miejsce po północy. Zaproponował przyjaciółce nocleg u siebie, przystała chętnie na jego gościnę.
Dzień zapowiadał się ciekawie.
- Zapomniał? - spytał raczej sam siebie James. Z ciekawości nacisnął na klamkę. Drzwi otworzyły się.
- Co teraz? - zwrócił się do przyjaciółki. O'Hara nie czekając na zaproszenie, ostrożnie weszła do środka, Jones podążył w ślad za nią.
Szła powoli, zaglądnęła do kuchni i cofnęła się o krok.
- Nie wchodź tam James! - ostrzegła. Zanim zdążył zapytać, przeszła dużym krokiem nad czerwonym śladem do pokoju i już rozmawiała przez komórkę.
- ...policję i pogotowie... Tak, natychmiast. Adres...
Patrzył na pas krwi od kuchni do pokoju, po którym Linda krzątała się obok poszkodowanego.
Zabiegi policjantki przyniosły pożądany skutek i mężczyzna odzyskał przytomność. O'Hara wciąż była przy nim.
- Dzień dobry. Czy pan wie kim jestem? - spytała. Pokręcił głową. - Przyjechałam do Pana, żeby odkupić monetę, którą wystawił pan na aukcji. Pamięta pan?
W odpowiedzi kiwnął głową.
- W księdze... Starej, zielonej... Mmoneta...
- Proszę już się nie przemęczać. Zaraz znajdę, a tu są pieniądze. - pokazała sporej grubości kopertę.
Nagle leżący na podłodze gospodarz, chwycił kobietę za dłoń, w której miała banknoty, przyciągnął ją do siebie i ostatkiem sił powiedział:
- Nie potrzebuję pieniędzy... Nie będą mi już potrzebne... Tu był L ... Fery...
- Nie rozumiem. Kto tu był? - Linda była zszokowana zachowaniem rannego.
Jones stał oniemiały. Jedynie ostatnie słowa mężczyzny powtórzył głośno: - Tu był Luc Fery!
Właściciel mieszkania kiwnął głową i stracił przytomność, w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
Linda po okazaniu dokumentów i legitymacji, poszła po książkę, o której wspominał ciężko ranny. Pokazała ją policjantom i oboje z Jonesem wyszli do samochodu.
- Nie powiedziałaś im o Ferym? - zdziwił się James.
- W tej pracy nauczyłam się, by nie paplać jęzorem o sprawach, które i tak nie będą rozwiązane. A na to wskazuje, iż kiedy ten człowiek zezna, kto mu zadał rany, nikogo takiego nie znajdą! Nigdy!
Już następnego dnia, poinformowano ich, że przyjęty do szpitala mężczyzna, z powodu obrażeń, zmarł. Jeszcze raz opowiedzieli po co i dlaczego przylecieli do New York, a po potwierdzeniu zeznań przez policję w Saint Paul, ruszyli w drogę powrotną.
Czekając na swój lot, Linda zainteresowała się podarowaną książką.
- Pokaż...- Jones przyłączył się do oglądania prezentu.
Mocno żółte kartki mieściły teksty po łacinie. Na niektórych, ktoś równym pismem napisał krótkie notki po angielsku. Nie było ich zbyt wiele.
- A gdzie jest moneta? - zaniepokoiła się O'Hara. Zaczęła szybciej przewracać strony. Nic...
- Jestem skończoną idiotką!!! - krzyknęła zrozpaczona, zepchnęła zielony tom z kolan i rozpłakała się. Kilka osób spojrzało zaciekawionych w ich stronę.
Jones szybko podjął księgę z posadzki. Pod okładką leżał dziwnych kształtów przedmiot. Uniósł go i chwycił Lindę za ramię.
- Zobacz!!! - stawiała opór, przytrzymał mocniej, i obrócił w swoją stronę. Pokazał otwartą dłoń.
- A jednak! - ulga malowała się na twarzy kobiety. Z radości objęła Jamesa za szyję.
Ukrył lepton razem ze srebrnikami w szarej tkaninie.
- Znam kogoś, kto pomoże nam odczytać książkę. - powiedział.
- A kto to? Jeśli to nie żadna tajemnica? - uśmiechnęła się.
- W moim mieście, mieszka ksiądz. To mój przyjaciel... - Linda spojrzała na niego nieco zaskoczona. Wyjaśnił jej szybko:
- Nie, nie miałem w planach zostać księdzem! - roześmiał się, - Zaprzyjaźniliśmy się na pewnym przyjęciu charytatywnym... - chrząknął znacząco i dokończył: - Gdyby nie ten ksiądz, to zostałbym nie tylko okradziony z pieniędzy, ale nie uszedł bym z życiem... Księżulo zna sztuki walki, niegorzej od ciebie!
- O! Chcesz powiedzieć, że klecha, potrafi kilka sztuczek...?
- Nie takie znów sztuczki! Ja nie miałem najmniejszych szans, pijany w sztok, ledwo widziałem na oczy, a on... No cóż... Znalazł się we właściwym miejscu, o właściwej porze!
- Masz fajnych znajomych! Ksiądz, władający pięścią i łaciną!
Roześmiali się. Nadszedł czas na odprawę lotniczą.
Powrócili do Saint Paul. O'Hara oddała należność komendantowi. Wyjaśniła pokrótce, że kasa nie przydała się, ponieważ sprzedający zmarł. Kiedy załatwili wszystkie formalności, pożegnali się z naczelnikiem Lascala i ruszyli w dalszą drogę.
********************
- Chcesz już wracać do Reno? - zapytała sierżant.
James kiwnął głową i wsiadł do samochodu. Skierował się na drogę międzystanową.
- Jak myślisz, gdzie jest drugi lepton? - zamyśliła się.
Obserwował drogę i milczał. Miał odrobinę nadzieji, że ksiądz Thomas Diameter będzie znał odpowiedź na niejedno pytanie.
Dotarli na miejsce po północy. Zaproponował przyjaciółce nocleg u siebie, przystała chętnie na jego gościnę.
Dzień zapowiadał się ciekawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz