- Mogę sobie tylko wyobrażać jaki ten chłopak przeszedł koszmar, zanim ten sadysta pozwolił mu skonać...
Azato spojrzał na lekarza sądowego. Mężczyzna ciągnął dalej:
- Przyczyną śmierci było to... - uniósł nieco przykrycie i wskazał na niewielki otwór w okolicy serca denata. - To ślad wiercenia, długie wiertło, prawdopodobnie do wykonywania trepanacji...
- A kastracja i te... oczy? - zapytał Francisco.
- Nie czuł tego. Morderca najpierw znęcał się nad nim, liczne obrażenia brzucha, połamane żebra, krwotok wewnętrzny. Lista tortur i bólu tego biedaka jest długa.
- Kiedy zginął?
- Spójrz tutaj. - uniósł ręce i stopy nieboszczyka. Widniały tam sine, gdzieniegdzie krwawe otarcia.
- Pęta... - porucznik przygryzł dolną wargę. - Kiedy umarł? - powtórzył pytanie.
- Około 9 lub 11 w nocy.
- Cholera... Czy masz jeszcze coś, co może pomóc w śledztwie?
- ... jeśli pozwolisz... Ostatnie co na pewno czuł nasz denat, to powoli wwiercające się w jego serce wiertło...
- ...ten kto to zrobił, będzie mnie błagał, żebym jak najprędzej skrócił jego mękę!!!
Zebrał dokumenty z autopsji i wyszedł. Życzył sobie teraz spotkać tego typa, aby mógł wywrzeć na nim swoją złość.
wtorek, 30 grudnia 2014
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Zbrodnicza natura. odc.:10
Odwrócił głowę akurat w momencie, gdy coś ciężkiego opadło na niego, pozbawiając czucia.
- MAM CIĘ!!! - okropny śmiech rozległ się w małym mieszkaniu. Sven przewiesił sobie przez plecy związanego pracownika. Pieniądze za milczenie wcisnął za pasek od spodni, ukrywając pod ubraniem.
- Widzisz synu... - poprawił sobie nieprzytomny ciężar na barkach. - ...tak to już jest, jak się zaczyna grę, w której wygrana nie jest tobie przeznaczona... - klepnął chłopaka w pośladek i znów się zaśmiał.
Zwyrodnialec miał już plan. Jego niedawny współpracownik nie był przecież piękną kobietą, proszącą o jego względy i miłość... Ten sukinkot nie powinien nawet dzwonić do niego i żądać czegokolwiek! A teraz, skoro już tu jest, trzeba dać mu solidną lekcję pokory!
Enrique odzyskiwał świadomość. Leżał na dywanie, spętany i zakneblowany. Na tyle na ile mógł, uniósł głowę i rozejrzał się trochę. Ktoś wszedł do pokoju.
- Gadałeś z glinami?! - wrzasnął na niego dawny pracodawca.
Pokręcił głową. Kopniak wycelowany w klatkę piersiową odciął na moment dopływ powietrza. Chrapliwy kaszel skutecznie oszołomił leżącego.
- Łżesz!!!
Łzy i spieniona ślina pomieszana z krwią wsiąkły w knebel. Już nie protestował, chciał tylko żeby ten kat go wypuścił... Gemütlich wyszedł.
W środku nocy obudził go telefon. Podniósł niezadowolony słuchawkę i sapnął zaspany:
- Azato przy telefonie, w czym mog...
- Panie poruczniku!!! Niech pan natychmiast tu przyjedzie!!!
Ocknął się na tyle, żeby odłożyć słuchawkę, nie odpowiadając nawet na wezwanie. Po omacku ubrał się i po niespełna pół godzinie był w drodze. Zadzwonił do swoich ludzi i dowiedział się dokąd ma się udać i co to za pilna sprawa.
- Na szosie prowadzącej do drogi K28 porzucono ciało młodego mężczyzny. Nasi już nim zajęli, ale jak to jest w takich przypadkach, sekcja wykaże co mu się stało. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Szefie to co zobaczyli chłopaki jak przyjechali na miejsce, było obrzydliwe i straszne...
- Serio??? - Frank był zniecierpliwiony, że dał się wciągnąć w czczą gadaninę policjanta. - Wy jak zwykle lubicie kolorować to co zastajecie na miejscu zbrodni... ehh!
- Ale szefie...! Tym razem nie koloruję! Przysięgam! Ten facet miał swoje oczy i... jądra...
- Co?! - Azato aż się zachłysnął. - Co ty wygadujesz!!!
Zdający raport przerwał mu:
- Jądra i oczy miał powieszone na szyi jak jakiś pieprzony naszyjnik... - dokończył relacje policjant.
- To jakiś koszmar... - dodał porucznik, skręcając w leśną drogę.
- MAM CIĘ!!! - okropny śmiech rozległ się w małym mieszkaniu. Sven przewiesił sobie przez plecy związanego pracownika. Pieniądze za milczenie wcisnął za pasek od spodni, ukrywając pod ubraniem.
- Widzisz synu... - poprawił sobie nieprzytomny ciężar na barkach. - ...tak to już jest, jak się zaczyna grę, w której wygrana nie jest tobie przeznaczona... - klepnął chłopaka w pośladek i znów się zaśmiał.
Zwyrodnialec miał już plan. Jego niedawny współpracownik nie był przecież piękną kobietą, proszącą o jego względy i miłość... Ten sukinkot nie powinien nawet dzwonić do niego i żądać czegokolwiek! A teraz, skoro już tu jest, trzeba dać mu solidną lekcję pokory!
Enrique odzyskiwał świadomość. Leżał na dywanie, spętany i zakneblowany. Na tyle na ile mógł, uniósł głowę i rozejrzał się trochę. Ktoś wszedł do pokoju.
- Gadałeś z glinami?! - wrzasnął na niego dawny pracodawca.
Pokręcił głową. Kopniak wycelowany w klatkę piersiową odciął na moment dopływ powietrza. Chrapliwy kaszel skutecznie oszołomił leżącego.
- Łżesz!!!
Łzy i spieniona ślina pomieszana z krwią wsiąkły w knebel. Już nie protestował, chciał tylko żeby ten kat go wypuścił... Gemütlich wyszedł.
W środku nocy obudził go telefon. Podniósł niezadowolony słuchawkę i sapnął zaspany:
- Azato przy telefonie, w czym mog...
- Panie poruczniku!!! Niech pan natychmiast tu przyjedzie!!!
Ocknął się na tyle, żeby odłożyć słuchawkę, nie odpowiadając nawet na wezwanie. Po omacku ubrał się i po niespełna pół godzinie był w drodze. Zadzwonił do swoich ludzi i dowiedział się dokąd ma się udać i co to za pilna sprawa.
- Na szosie prowadzącej do drogi K28 porzucono ciało młodego mężczyzny. Nasi już nim zajęli, ale jak to jest w takich przypadkach, sekcja wykaże co mu się stało. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Szefie to co zobaczyli chłopaki jak przyjechali na miejsce, było obrzydliwe i straszne...
- Serio??? - Frank był zniecierpliwiony, że dał się wciągnąć w czczą gadaninę policjanta. - Wy jak zwykle lubicie kolorować to co zastajecie na miejscu zbrodni... ehh!
- Ale szefie...! Tym razem nie koloruję! Przysięgam! Ten facet miał swoje oczy i... jądra...
- Co?! - Azato aż się zachłysnął. - Co ty wygadujesz!!!
Zdający raport przerwał mu:
- Jądra i oczy miał powieszone na szyi jak jakiś pieprzony naszyjnik... - dokończył relacje policjant.
- To jakiś koszmar... - dodał porucznik, skręcając w leśną drogę.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Zbrodnicza natura. odc.:9
Enrique leżał w łóżku i myślał o tym co zobaczył w sklepowym zapleczu. Różne pomysły przychodziły mu do głowy, odrzucał je jeden po drugim, żaden nie był dość dobry by wcielić go w życie... Wreszcie coś genialnego zaświtało mu w głowie. Zerwał się czym prędzej i naciągając w biegu bluzę, potykając się o nakładane szybko buty, wybiegł z domu. Dotarł do budki telefonicznej, wybrał numer i po chwili czekał na rozmówcę.
Gemütlich zaskoczony dźwiękiem telefonu spojrzał na numer na wyświetlaczu.
- Zastrzeżony...- zastanawiał się czy odebrać. Wcisnął guzik i nasłuchiwał.
- Czy pan Sven Gemütlich? - Głos po drugiej stronie drżał. Rozbawiło go to. On nienawidził słabeuszy, a ten gnojek własnie do takich należał. Nie odezwał się.
- Wiem, że tam jesteś! Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia!
- Uważam, że twoja żałosna propozycja już jest odrzucona... Żegnam!- odparł Sven.
- Jesteś mordercą! - wrzasnął nagle chłopak.
Nastawił uszu. Ktoś próbował go szantażować... Oczywiście nie mógł sobie na takie znieważenie pozwolić! On, który dawał samą rozkosz i miłość tym wszystkim pięknym istotom, przeznaczonym wyłącznie dla niego... Co ten gówniarz mógł wiedzieć!!! Ale skoro tak bardzo chce, to ON Dawca Miłości pokaże mu co to znaczy zadzierać z silniejszym i mądrzejszym!
- Co ty powiesz... - rzucił od niechcenia. - Skąd ci to przyszło do głowy?! - zażartował. Niedoszły szantażysta zająknął się:
- Widziałem... Widziałem co zrobiłeś tej kobiecie w sklepie na zapleczu! - jego rozmówca był coraz bardziej przestraszony, a Sven nie miał zamiaru go uspokajać. Świetnie się bawił.
- Ach... zwłoki powiadasz...
- Nie pójdę na policję, jeśli mi zapłacisz za milczenie!
Zaśmiał się w głos.
- Zgoda... - jego ton brzmiał nieprzyjemnie. - Gdzie, ile i o której, frajerze?!
- Za dwa dni, przed Art Hotel, 2000 €. Wrzucisz je w papierowym worku do kosza na śmieci przy drzwiach i znikniesz, zrozumiano?!
- Zrozumiano! - pożegnał młokosa głośnym rechotem.
Gemütlich zaskoczony dźwiękiem telefonu spojrzał na numer na wyświetlaczu.
- Zastrzeżony...- zastanawiał się czy odebrać. Wcisnął guzik i nasłuchiwał.
- Czy pan Sven Gemütlich? - Głos po drugiej stronie drżał. Rozbawiło go to. On nienawidził słabeuszy, a ten gnojek własnie do takich należał. Nie odezwał się.
- Wiem, że tam jesteś! Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia!
- Uważam, że twoja żałosna propozycja już jest odrzucona... Żegnam!- odparł Sven.
- Jesteś mordercą! - wrzasnął nagle chłopak.
Nastawił uszu. Ktoś próbował go szantażować... Oczywiście nie mógł sobie na takie znieważenie pozwolić! On, który dawał samą rozkosz i miłość tym wszystkim pięknym istotom, przeznaczonym wyłącznie dla niego... Co ten gówniarz mógł wiedzieć!!! Ale skoro tak bardzo chce, to ON Dawca Miłości pokaże mu co to znaczy zadzierać z silniejszym i mądrzejszym!
- Co ty powiesz... - rzucił od niechcenia. - Skąd ci to przyszło do głowy?! - zażartował. Niedoszły szantażysta zająknął się:
- Widziałem... Widziałem co zrobiłeś tej kobiecie w sklepie na zapleczu! - jego rozmówca był coraz bardziej przestraszony, a Sven nie miał zamiaru go uspokajać. Świetnie się bawił.
- Ach... zwłoki powiadasz...
- Nie pójdę na policję, jeśli mi zapłacisz za milczenie!
Zaśmiał się w głos.
- Zgoda... - jego ton brzmiał nieprzyjemnie. - Gdzie, ile i o której, frajerze?!
- Za dwa dni, przed Art Hotel, 2000 €. Wrzucisz je w papierowym worku do kosza na śmieci przy drzwiach i znikniesz, zrozumiano?!
- Zrozumiano! - pożegnał młokosa głośnym rechotem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...