poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY»

"Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał. Wieczór zbyt szybko przeistoczył się w noc, widoczność zmalała do tego stopnia, że mógł dostrzec swoją wyciągniętą do przodu rękę. Nagle potknął się, upadł, dotykając twarzą czegoś śliskiego. Porwał się szybko na nogi, ale przyczyna upadku zniknęła mu natychmiast z oczu. "- Cholera!!!" Przyklęknął i wyszukał rękami zdradzieckiej przeszkody. "Włosy, nos, odzież... O Boże...!" Dzieciak!!!"
Wilgotna od potu poduszka, skopana kołdra... Siedział przy stole i nie mógł złapać oddechu. Następna ofiara, której nie udało się ocalić nikomu. Bogdanek przetarł dłońmi twarz. Zadzwonił do Trójeckiego.

**********

- Gdzie jest to nagranie z alarmowego? Miało być na wczoraj! - pieklił się Trójecki.
- Leży u ciebie na biurku od ponad godziny! - odpowiedział mu jakiś poirytowany głos.
Wpadł do swojego biura, zamknął drzwi i już był przy komputerze. Włączył pendrive'a, sięgnął po komórkę i zadzwonił do Michała Bogdanowa.
- Słuchaj, mam nagranie dzieciaka! Jakoś tak pomyślałem o tobie, przyjedź tu, do mnie, przesłuchasz to, może coś jeszcze będziesz w stanie "zobaczyć" w swojej głowie. Co ty na to?
Michał, po chwili ciszy odparł:
- Dobra. Będę za godzinę!
Tymczasem odtwarzany głos był niezbyt głośny, chociaż przesłuchiwany operator twierdził, że chłopak krzyczał. Ponawiane próby, aby cokolwiek lepiej usłyszeć, nie dawały rezultatu. Wreszcie, zaanonsowano mu, że Michał czeka na niego. Wrócili razem do gabinetu.
- Masz, nałóż słuchawki, powiedz mi co słyszysz i co widzisz???
Bogdanek nałożył słuchawki, włączył komputer. Do jego uszu dotarł krzyk Filipa: "On mnie zabije! Ratunku!!!"
"Samochód stał na poboczu, ciemność nie pozwalała na dokładne określenie koloru pojazdu. Furgonetka, stary typ. Chyba zielona albo szara. Mężczyzna wyciągnął coś sporej wagi, zarzucił sobie na ramię i szybkim krokiem oddalił się w stronę brzegu rzeki."
- A może coś, co wydarzyło się wcześniej? Dasz radę cofnąć się, no nie wiem... Do samego morderstwa?
Michał pokręcił głową:
- Nie. To co widzę, przychodzi samoistnie, albo pod wpływem, tak jak teraz, nagrania z przestępstwa... Jak zginął chłopak?
Sebastian odszukał wzrokiem teczki sprawy. Otworzył i odczytał: "...uduszenie wapiennym proszkiem..."
- Dziwne...
- Co jest dziwne? - zagadnął Trójecki.
- Do tej pory zabijał małe dzieci, nie dusił ich wapnem... Teraz nastolatek, i taka śmierć?
- Nie zapominaj, że facet ma napierdolone we łbie, aż huczy!!! Nie wiadomo co i kiedy, takiemu przyjdzie na myśl?!
Bogdanek raz jeszcze wsłuchał się w przerażające nagranie.
Przez ułamek sekundy w obrazach, pojawiających się w jego świadomości, ukazała się twarz. Męska, o ostrych rysach, mocno zarysowanej żuchwie, na głowie baseball'ówka z jakimś napisem, czy znaczkiem. Stało się coś nieoczekiwanego... Mężczyzna spojrzał w oczy Michała i uśmiechnął się! Jakby wiedział, że ktoś "czyta mu w myślach"! Bogdanow otrząsnął się z wizji. Popatrzył na detektywa. Ten siedział, zdziwiony informacjami.
- Jak to, zobaczył ciebie i uśmiechnął się??? To tak można?
Bogdanek potarł czoło w zamyśleniu.
- Nigdy, nikt tak nie robił. Teraz był pierwszy raz! Jestem tak samo zdezorientowany jak ty!
- Mam pomysł! Chodź ze mną! Trzeba zrobić choćby w przybliżeniu portret tego szmaciarza!!!

poniedziałek, 11 maja 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ DZIESIĄTY»

Metaliczny posmak stawał się co raz bardziej dokuczliwy. Do otwartych ran miał wsypany jakiś biały proszek, który potęgował ból. Sadysta właśnie spostrzegł, że wróciła mu świadomość.
- Cześć zasrańcu! To ja, ciota, pamiętasz?
- Spierdalaj! Rozwiąż mnie! - zacharczał.
- Filip, Filip, Filip... - cmoknął przez zęby. Pokręcił głową i zagłębił ostrze w przedramieniu chłopca. Rozległ się chrapliwy krzyk, zmieszany ze śmiechem mężczyzny.
- Maaamooo... - zajęczał Filip.
- Ciii... Już nie będziesz zawracał matce gitary! - intruz sięgnął po coś z podłogi. - Powiedzmy, że twoja mama, ma ciebie już z głowy...
Z garści nieznajomego, jak szkaradna maska, zwisała głowa jego rodzicielki. Rozchylone w przerażeniu usta, nienaturalnie wytrzeszczone oczy, o poszerzonych ze strachu źrenicach... Szloch wstrząsnął ciałem nastolatka.
- No, co? Podoba się?! W poczekalni nie miałeś za grosz szacunku do nikogo! Nawet do niej! A teraz, nagle, taka zmiana? Powiem ci coś smarku... Za późno!!! Słyszysz?! Już za późno, na żale, łzy, czy wyrzuty sumienia! Wszyscy jesteście tacy sami!
Własne słowa mordercy, sprawiały, że wściekłość w nim potęgowała się. A im bardziej się irytował, tym więcej ran zadawał, i tak już skatowanemu dzieciakowi. Filip wiedział, że umrze, nadzieja odeszła w raz z matką.
Zasypał mu świeże okaleczenia nową porcją wapna. Nie zwracał uwagi na dzikie wrzaski małolata. Porcje wapiennego proszku kończyły się.
"- Szkoda..."- pomyślał. "- Jak się skończy, będę musiał go zabić." Głośno rzekł: - Na pewno teraz myślisz, że nie wiedziałeś, iż twoje docinki, mogą wpakować cię w takie gówno, co? - podniósł głowę swojej ofiary, i zajrzał w przekrwione oczy. - Czy, gdybym powiedział, ci, że cię puszczę wolno, to czy zmienił byś się? Co?! - uderzył smarkacza pięścią w twarz. - Zmienił byś się?!
- Ttakk... - sapnął Filip.
- Serio??? - oprawca kpił sobie z niego. - Dobra. Powiedzmy, że ci uwierzyłem. - zwyrodnialec rozciął sznury krępujące nogi i ręce dziecka. - Idź, i pamiętaj, od teraz jesteś innym człowiekiem! Zawdzięczasz to mnie!
Nastolatek nie wierząc w szczerość zabójcy, zaczął powoli iść w stronę drzwi. Nieproszony gość stał nieporuszony. Patrzył na ociekającego krwią dzieciaka, ale nie reagował. Filip przyspieszył. Kiedy tylko jego dłoń spoczęła na klamce, rozdzierający ból w dole podkolanowym sprawił, że natychmiast padł na kolana, wrzeszcząc z przerażenia. Jego kat już był przy nim. Wyszarpnął z mięśni ostrze i wbił je w drugą nogę na tej samej wysokości. Przecięte ścięgna nie były w stanie trzymać w pionie ciężaru ciała.
- Dlaczego???!!! DLACZEGO MI TO KURWA ROBISZ?!
- Bo mogę! Ktoś musi was, idealnych nauczyć życia i szacunku! Ja jeden mam odwagę wam się przeciwstawić! Wiesz za co cię to spotkało?
- ...
- Przypomnij sobie wszystkie twoje szkolne "ofiary"...
- O czym ty... O czym ty mówisz?
- A co? Nie dokuczałeś nikomu w szkole, albo na podwórku? Ah, nie! Teraz wszystko dzieje się... Jak wy to mówicie? W sieci! To, czy nie dokuczałeś komuś w sieci? Hmmm? Śmiało, przyznaj się! - ciężka pięść sięgnęła tym razem zranionej nogi. Filip prawie zemdlał z bólu. Czuł, że upływ krwi zaczyna odbierać mu trzeźwość myślenia. Bał się zapaść w niebyt. Może, jeśli przetrwa, to ten złamas puści go w końcu wolno? "- Biedna matka..."- przyszło mu do głowy. Pod niskim meblem dostrzegł coś znajomego. "- Komórka!" - pojaśniało mu w głowie. Musi ją niepostrzeżenie podnieść i zadzwonić! Myśli ze szczęścia, szalały.
- Ej! Co tak zamilkłeś? Zapomniałeś tych wszystkich przezwisk i podłości? - siedział na krześle, niedaleko komody, pod którą wpadł telefon.
"Najważniejsze, że ten ćwok nie wie, że komórka matki leży na podłodze!" - rozmyślał gorączkowo Filip. Spróbował przesunąć się jak najbliżej aparatu. Obcy patrzył na jego wysiłki, nie odzywał się. Chłopak i tak był przeznaczony na śmierć, nie chciał jednak tej chwili zbytnio przyspieszać.
Nastolatek niby nieumyślnie włożył dłoń pod komodę. Sekundy poszukiwań, ciągnęły się wieki. Wreszcie palce napotkały gładki przedmiot, tak bardzo teraz pożądany. Przestał się bać. Pełzł dalej, aż mógł złapać się krzesła i komody, żeby się podciągnąć na nich, ale oberwał kopnięcie w brzuch i upadł na dywan.
- Leżeć psie!
Posłusznie wykonał polecenie. Teraz musi spróbować wybrać numer i pozostać na linii jak długo się da... Przesunął rękę wzdłuż ciała, i udając, że chwyta obolały żołądek, wsunął w kieszeń spodni. Wysilił się, by skupić uwagę na odnalezienie klawiszy, które chciał nacisnąć. Nagle zamarł. Ten skurwiel stanął na nim.
- Co robisz? - dostrzegł, że dzieciak trzyma się za tułów.
- ...boli... "1"... - ukrył twarz w zgięciu łokcia drugiej ręki, głośno pociągnął nosem. "1"...
- Jebany mazgaj! - usłyszał od napastnika.
"2'... "POŁĄCZ"
"- TELEFON ALARMOWY "112", OPERATOR NUMER 404, W CZYM MOGĘ POMÓC?" - rozległo się dość głośno. Nie czekając na reakcję zabójcy, ile tylko miał siły, wrzasnął: - ON MNIE ZABIJE!!! RATUNKU!!!
Musiał działać szybko. Uciszył chłopaka tym, co miał akurat pod ręką: biały wapienny proszek. Wsypywał dzieciakowi do krzyczącej gęby całą zawartość jaka mu została, aż Filip, po krótkiej agonii, przestał się ruszać...

niedziela, 10 maja 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY»

Dom przy ulicy Leśnej, nie wyróżniał się niczym. Przyjrzał się uważnie szczegółom i ruszył dalej, by nie wzbudzać podejrzeń. Wsiadł do swojego zdezelowanego mercedesa benza. Zielona furgonetka potoczyła się przez ulice. Chciał przeczekać do wieczora w Parku Kultury.

∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆

- Dobrze, że cię widzę! - dyspozytor policyjny kiwnął na Sebastiana.
- To szybko, bo mam sprawę na mieście! - odparł, wgryzając się w kanapkę.
- Winera przydzieliła ci nową sprawę, a Scyra kazał ci przekazać, że chłopaki z jego ekipy zabezpieczyli karty pacjentów, notes tej pobitej psychiatry i...
- hmm? - żuł kęs, oglądając podtykane pod nos przedmioty. Na przerwę w wypowiedzi, uniósł brwi do góry, walcząc ze spływającym do gardła jedzeniem, które zaczęło już tworzyć zator w przełyku. - Hmmm?! - powtórzył, zamiast zwykłego "co?", i zaczął kaszleć. Kolega klepnął go między łopatkami.
- Zasraniec zostawił częściowy odcisk palca! - drugie uderzenie zadudniło po plecach Trójeckiego.
- To jest ta nowa sprawa? Pobita kobieta? - Sebastian zapytał z niedowierzaniem. - A sprawa dzieciaków?
- Winera mówiła, że masz prowadzić obie. - odparł dyspozytor, wręczając mu poszlaki, dotyczące teraźniejszego zajęcia. Zgarnął wszystko pod pachę, wyrzucił resztę kromki chleba i wyszedł.
W ciszy samochodu, ulżył sobie. Głośne beknięcie rozniosło się po wszystkich zakamarkach. Zaśmiał się, na ten dźwięk. Wziął, rzucone na siedzenie pasażera dowody, przeczytał nazwisko faceta, na karcie. Ślady krwi tworzyły wzory.
- "Nikodem Twezuski", kurwa, kto w tych czasach chciałby się tak nazywać??? - zapytał na głos. Odrzucił plik kart, ruch na ulicy właśnie zelżał.

∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆

Zachodzące słońce czerwieniło się niczym skruszony hematyt. Zrobiło się chłodno. Włożył szarą wiatrówkę i narzucił kaptur. Zaparkował ulicę dalej, na Paproci. Musiał mieć czas na przemyślenie planu. Na cyferblacie widniała 21:40, niebo pociemniało. Wysiadł z szoferki i niespiesznie ruszył na Leśną.
W domu, przez oświetlone okna widać było krzątającą się panią domu. Wyżej, w blasku padającym zapewne z monitora komputera, siedział chłopak.
- Mam cię! - szepnął.
Przeszedł przez ogrodzenie. Spore krzaki czegoś, posłużyły za osłonę przed wścibskimi oczami z ulicy, i przed odkryciem przez mieszkańców posesji. W końcu nastała oczekiwana ciemność we wszystkich pomieszczeniach. Przemknął do drzwi.

piątek, 8 maja 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ ÓSMY»

Siedział w poczekalni. Przed nim weszła do gabinetu jakaś wypindrzona lala. Nie wzbudziła jego zainteresowania. Przeglądał jakieś czasopismo z ubiegłego roku, przerzucał kartki, ledwo śledząc poszczególne fragmenty treści. Tak naprawdę, gazeta była pretekstem do zerkania przez duże okno na ulicę. Nie potrafił sobie odmówić przyjemności wyławiania z tłumów dorosłych, dreptających chodnikami dzieciaków. To było coś, jak polowanie! Uśmiechnął się w myślach do siebie. "- Polowanie..." powtórzył bezgłośnie.
Drzwi wejściowe otworzyły się i wszedł chłopak, na oko 15-letni, zaraz za nim wsunęła się jego matka. Dostrzegła go i posłała mu zawstydzony uśmiech. Nastolatek utkwił spojrzenie w podłodze.
Udawał, że zaczytał się jakimś reportażem.
Pochylił się by sięgnąć po inną lekturę, kiedy poczuł kopnięcie. Smarkacz kopnął jego but, w taki sposób, by nie widziała tego jego matka, ale żeby poczuł uderzenie. Podniósł na gówniarza oczy. Ten w odpowiedzi zaśmiał się, a w oczach czaiło się coś złowieszczego. Pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy, to: zabić. Tak, jak zabija się natrętnego owada. Ale już za chwilę nadarzyła się nie lada okazja. Opanował się.
Matka dzieciaka odebrała telefon. Po zdawkowych "tak, nie" itp, rozłączyła się i zwróciła do niego:
- Czy będzie pan tak uprzejmy, i przepuści nas do doktor Braskiej?
Gnojek patrzył na niego spode łba, uśmiech miał jak ze sceny z horroru. Bezwiednie pięści same mu się zacisnęły, ale okazja taka jak teraz, mogła się już nie powtórzyć. Ze zgrywaną uprzejmością, odparł:
- Proszę bardzo!
- Ciota!!! - zaśmiał się w głos chłopak.
Jego matkę tak zaskoczył ten wyraz, że aż zaniemówiła. Stała, patrząc na syna, i na niego.
Z całego zamieszania wyrwało ich dopiero otworzenie drzwi gabinetu. Wskazał je kobiecie, a ona ciągnąc za sobą potomka, weszła do pokoju.
Został nareszcie sam. Pamiętał o swoim planie.

Wyszli od psychiatry po pół godzinie. Smarkacz nie był już takim zgrywusem, jak przed wizytą. Kobieta miała zaczerwienione policzki. Być może te rumieńce, to ze wstydu? Przemknęło mu przez głowę. Opuścili poczekalnię w milczeniu.

- Dzień dobry. Czy będę mógł prosić o szklankę wody? Zaschło mi w ustach. - zapytał lekarkę.
- Tak, oczywiście. Zostawię pana na moment. Przyniosę wodę.
Doktor Braska wyszła z gabinetu. Teraz miał trochę czasu, by przeszukać karty pacjentów. Znalazł właściwą: Filip Łątra, lat 16...adres... Zabrał pierwszą stronę, i usiadł na miejscu. Po paru minutach zjawiła się spowrotem lekarka.
- Czy możemy zaczynać, proszę pana?
- Tak, jasne!
Rozpoczęła się nudna analiza, ocenianie zachowań i wysnuwanie hipotez... Niecierpiał tego. Musiał to wszystko znosić, ponieważ takie było zarządzenie prokuratora: albo cotygodniowe badania psychiatryczne, albo dożywocie. Z jego obliczeń, zostało mu jeszcze jakieś pięć wizyt z trzydziestu. Wytrzyma.
- Czy mogę zadać pytanie osobiste? - usłyszał.
- Tak.
- Czy zdarzają się panu jeszcze złe sytuacje, związane ze zmianą płci? No, wie pan: wyśmiewanie, wyzwiska...
Spochmurniał. Przypominanie mu o tym, że nie urodził się mężczyzną, było jak oblanie gównem. Znów poczuł się nikim. Chwilę potem, uderzał głową Braskiej o podłogę, dopóki nie trysnęła krew.
Podniósł się z klęczek, wytarł głośno nos w rękaw kurtki, i wybiegł na zewnątrz. Wyciągnął wyrwaną uprzednio kartę, przypomniał sobie adres i skierował kroki w tamtą stronę.

Nie była pewna która już jest godzina. Z ogromnym trudem uniosła się na łokciu. Po omacku wyszukała telefon, a kiedy spadł tuż przy niej, zmusiła się do wybrania numeru, obojętnie jakiego...
"- Straż pożarna, słucham?!"
- P...szę pomo...cy!!! POMOCY!!! - zrobiła to, krzyknęła.
"- Co się stało? Proszę podać swój adres!"
Już nie zdążyła, podpierający łokieć nie utrzymał słabnącego ciała.

czwartek, 7 maja 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ SIÓDMY»

dwa tygodnie później...

Pomieszczenie sprawiało wrażenie zimnego. Białe kafelki, biała jarzeniówka pod sufitem, metalowe regały, a w nich odpowiedniej wielkości szuflady, zdolne pomieścić chyba każdego. To było "królestwo" patolog sądowej Magdaleny Kocyk. Teraz, pochylała się nad stołem sekcyjnym, co jakiś czas notując coś skrupulatnie w podręcznym notesie. Każda sprawa była dla niej priorytetowa, nie mogła sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd.
- Dzień dobry! - donośny głos wyrwał patolog z zamyślenia.
- Proszę poczekać na wezwanie! To nie jest jakiś pieprzony plan filmowy, wchodzicie sobie tutaj, jak do jakiejś jaskini!!! - nie odwracając się od badania ciała, wskazała na drzwi. Nasłuchiwała, czy intruz posłuchał rozkazu. Niezbyt głośne wahnięcie drzwi, upewniło lekarkę, co do jej przypuszczeń.
- Ma pani już raport z sekcji tego dzieciaka? - zawołał z przedsionka zniecierpliwiony detektyw Trójecki. Nie usłyszał odpowiedzi, więc zajrzał do środka, ale zaraz się wycofał.
- Cholerna baba...- pomyślał.
Tymczasem doktor Kocyk skończyła sekcję chłopca. Wyszła do Sebastiana, i bez ceregieli wręczyła mu zielony, flizelinowy fartuch, sięgający niemal kostek. Włożył go i ruszył za kobietą do sali.
- Dzień dobry detektywie. Tak, właśnie skończyłam badać ciało dziecka. Chłopiec, lat około 5, biały. Odsłoniła jeszcze nie zaszyte zwłoki. Detektyw poczuł, jak mimo jego usilnych starań, żołądek zwinął się mu jak ślimak, grożąc wymownie. Przełknął szybko ślinę i złapał powietrze ustami.
- Hej! Jak rzyganie, to nie tutaj!!! - zaoponowała patolog. - Chce pan wyjść?
Odwrócił się, i próbował przeczekać, torsje. Lecz gdy znów odwrócił głowę, musiał się poddać. Pokiwał głową, i jak najszybciej wybiegł na mały korytarz, łapiąc spazmatycznie oddech. Lekarka była tuż za nim. Jej drwiący uśmiech, podsumował jej myśli o nim...
- Powie mi pani wreszcie, jak wygląda to wszystko? - doszedł do siebie na tyle, by zadać pytanie.
Patrzyła w dal, oparta o barierkę. Chwilę przyglądał się poważnej twarzy pani doktor, kiedy chciał zadać następne pytanie, odezwała się:
- To morderstwo było jeszcze bardziej okrutne niż poprzednie... - westchnęła.
- Dlaczego?
- Ponieważ, dziecko miało chorobę genetyczną...
- Co?!
- Chłopak miał chorobę genetyczną. Chorobę tę często mylą z autyzmem, lub ADHD, w zależności od ...
- Czyli był niepełnosprawny umysłowo, czy tak?
- Skoro tak to ująłeś... - ucięła rozmowę.
- Zabił niepełnosprawnego dzieciaka, do tej pory tego nie robił... Skurwiel. Tak, jakby eksperymentował z nimi wszystkimi! Najpierw mordował chłopaczków, potem jedną dziewczynkę, a teraz... - Sebastian wkurzył się do granic. Jeśliby tylko mógł, zapewne dostarczyłby oprawcy jeszcze większego bólu, niż cierpiały ofiary przed śmiercią.
- Czy jest coś jeszcze? - spytał. Jakiś cień przemknął przez twarz pani patolog. - Proszę mówić!
- Choćbym nie chciała, to muszę... Czy będzie pan w stanie obejrzeć ze mną ciało?
Wszystko w nim krzyczało: "NIE!!!", ale dla sprawy, którą prowadził, musiał się przemóc. W przedsionku pani Kocyk poinstruowała Sebastiana ostatni raz: - ...proszę dać mi znać jeśli zrobi się panu niedobrze, detektywie.

Patrzył na nagie rozcięte zwłoki, nienaturalnie małe, na wielkim, metalowym stole. Przyłbica przed twarzą co chwilę pokrywała się parą.
- Co to za choroba? Nie widzę by był zniekształcony, czy...
- Dziecko miało Zespół Martina-Bell, znany też pod nazwą: Zespół łamliwego chromosomu X. Mam zrobić panu wykład z tego?
- Jeśli ma coś wspólnego z jego morderstwem, to tak. - odparł.
Trójecki nie miał zielonego pojęcia o chorobach genetycznych, nie chciał żadnych wykładów, ale dla tego chłopaka mógł się poświęcić.
- Może zamiast o jego genach, powiem co było przyczyną śmierci? - zapytała.
- Tak, poproszę.
- Przyczyną śmierci tego malucha, było przebicie rozżarzonym prętem odbytu, jelit i podstawy żołądka...- pokazywała mu wymieniane organy, które uległy perforacji.
Zemdlał. Jego psychika poddała się dużo wcześniej. Organizm powiedział "stop!", gdy spojrzał na wyraźne ślady zostawione w martwym ciele pięciolatka...

środa, 4 marca 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ SZÓSTY»

Poszedł do aresztu. Poprosił by przyprowadzono do sali przesłuchań Michała Bogdanowa. Zanim wykonano jego polecenie, zadzwonił do swojego przyjaciela Tomasza Urela, który także był detektywem, pracującym na tej komendzie.
- Cześć, co tam? - odezwał się głos w słuchawce.
- Hej! Oderwałem cię od roboty? - zapytał szybko Sebastian.
- Nie, na razie nudy, obserwuję pewien dom... Ale, co masz dla mnie? - w głosie Tomka brzmiała nutka zniecierpliwienia. Trójecki więc nie przedłużał: - Dzwonię po radę.
Po drugiej stronie zaległa cisza.
- Mam u siebie faceta, który pasuje mi do wszystkich zbrodni... Jednak... To nie on! Cholera, nie wiem, co mam robić? Wypuścić? Dać ogon?
- ...
- Jesteś tam?
- yyy... Tak! Faktycznie masz problem!
- Toś się kurna wysilił! - prychnął w odpowiedzi Trójecki. Głos Urela zaczął cichnąć, jakby rozmówca odłożył komórkę. Nagle Tomasz krzyknął tylko:
- Cholera!!! Zdzwonimy się!
Połączenie przerwano.
- Jestem w dupie! - rozzłościł się na siebie detektyw. Wszedł do sali, gdzie czekał na niego aresztant.
- A teraz powiesz mi wszystko co wiesz, o morderstwach tych dzieci!!! - usiadł na przeciw Bogdanka. Mężczyzna patrzył na niego. - Gadaj!
Michał przełknął ślinę. Nie bał się, ale nie miał zamiaru iść do więzienia do końca swoich dni, za coś, czego nie zrobił.
- Nagle zaniemówiłeś? - Sebastian nie chciał zbyt mocno naciskać podejrzanego, by mieć pewność, że jego odpowiedzi będą szczere, a nie powiedziane pod przymusem. - Chcę wiedzieć, jak doszło do tych zbrodni, jaki miałeś motyw? Jesteś jakimś satanistą, czy innym zwyrolem???
- Nie.
- O! To już coś! Odzyskałeś głos... Skoro, nie jesteś psycholem, to dlaczego te dzieciaki zginęły?!
- Nie wiem.
- Ah! No, ja także: NIE WIEM!!! Dlatego współpracuj ze mną, i mi to, do ciężkiej cholery, powiedz!!!
Bogdanek zastanowił się. Musiało być jakieś wyjście z jego sytuacji. Postanowił, że wyjaśni wszystko temu detektywowi, i nie da sobie przerwać ani na moment.
- Dobrze. - odparł.
- No, kurwa, nareszcie!!! - ironicznie zawołał Trójecki.
- Mam warunek.
- ...???
- Powiem panu wszystko co wiem, ale ani razu mi pan nie przerwie, choćby miał pan milion pytań! Inaczej nic z tego.
Zaskoczony Sebastian poprawił się na krześle, spojrzał na oskarżonego, i machnął ręką.
- Niech ci będzie!
Michał powtórzył, z najmniejszymi szczegółami to, co wcześniej już mówił, nie pomijając nawet kawałka ze swojego życiorysu. Przy opowiadaniu o swoich wizjach, detektyw, już chciał o coś zapytać, ale Bogdanek dał znak, iż chce mówić do końca.
- No... Nieźle... - skwitował wszystko porucznik. Jak mówi polskie przysłowie: "tylko krowa nie zmienia zdania"...Widzę, że ty też nie. Twierdzisz, że, to co mówisz jest prawdą?
- Tak.
- Byłeś półgłówkiem, nagle, po zapaści, jesteś geniuszem... I masz wizje... Ciekawe, ciekawe...
- Poruczniku, byłem martwy dość długo, by mogło coś się przywlec za mną, kiedy wróciła mi świadomość! Nie czytał pan o tym? Nie oglądał w telewizji?
Trójecki był już pewien: ten gość nie byłby zdolny do zabójstw dzieci. Pozostawało jedynie udowodnić, że nie działa w porozumieniu z przestępcą. Nie dał po sobie poznać Michałowi, że wierzy w jego niewinność.
Ten ból głowy pojawił się tak nagle, nie mógł w pewnej chwili złapać tchu. Dotarł do niego okrzyk Sebastiana:
- Co się dzieje?!

"Piękna willa z ogrodem. Na trawniku przed domem dziecko, chłopiec. Rower, upadek, płacz, mężczyzna... Ciemność... Cisza..."

Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Już na noszach, Michał ocknął się. Odszukał wzrokiem detektywa i skinął na niego.
- Co jest? - podszedł do karetki.
- On, znów to zrobi... - odparł Bogdanek, i zemdlał.

niedziela, 5 stycznia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ PIĄTY»

* Tydzień później*
Nadkomisarz rzuciła gazetę na blat.
- Co to jest?! - jeszcze panowała nad sobą. Nie chciała robić publicznych awantur pracownikom.
- Kto mi powie, co to jest???!!! - powtórzyła głośniej pytanie. Odpowiadała jej uparta cisza. Rozejrzała się po policjantach.
- Gdzie jest Trójecki?!
- U siebie... - odpowiedział ktoś nieśmiało.
- Zawołajcie go do mnie, natychmiast!!!
Policjant, który był się odezwał, ruszył do biura detektywa. Zastał Sebastiana przy podajniku wody.
- Masz wezwanie! - klepnął porucznika lekko w plecy. Trójecki dokończył pić wodę, i spojrzał zaciekawiony na kolegę.
- Mówiła czego znów chce?
- ...nie jest dobrze... - odparł zdawkowo policjant i szybko oddalił się.
Zmusił się, by wyglądać na obojętnego. Dawało to zawsze ciut przewagi nad rozsierdzoną przełożoną.
Już od progu wiedział, że nie będzie lekko, czekała go długa reprymenda, na którą nie będzie miał żadnej riposty...
- Co to jest?! - palec na nagłówku, ostry ton. Patrzył posłusznie na czarne litery, powoli składające się w jego umyśle w tytuł:
"Spalone zwłoki dziecka wyłowione z rzeki Szarki!"
- Nie wiem co odpowiedzieć. Byłem pierwszy, nikt z ekipy nie widział żadnych reporterów... Może to sam morderca, podaje szczegóły zbrodni, i gra na nosie gliniarzom?
- Jak to "morderca"??? Przecież w areszcie siedzi facet, którego podejrzewasz o wszystkie te makabryczne czyny!!! To co? Nagle się rozdwoił? Od samego początku mówiłeś, że ten sadysta działa w pojedynkę! Czyżbyś mylił się, co do winy tamtego człowieka? Mów!
Sebastian zdał sobie sprawę, że aresztując Bogdanowa, popełnił błąd. Trzy dni temu otrzymał telefon o następnym dziecku, zamordowanym w okrutny sposób, pojął, iż zatrzymał nie tego co trzeba. Ale ten gość, wiedział wcześniej o tym zabójstwie, więc jak to możliwe?
Teraz nie chciał przyznawać się, co powodowało nim gdy dokonywał aresztowania. Winera i tak nie uwierzyła by mu, tak jak on nie wierzył sam sobie.
- Pani nadkomisarz, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, to nie ja podałem informacje do szmatławców!
- Co ze śledztwem? Są już wyniki sekcji? - zapytała już nieco spokojniej.
- Kiedy przybyłem na miejsce, ciało dziecka było już w worku. Ten skur... skurczybyk, próbował zatrzeć ślady! Poprzednie ciała nie były palone! Wyniki sekcji dostałem dziś rano. Patolog nie miał dla mnie dobrych wieści... Spalono ją...
- To była dziewczynka? - Melania otworzyła szeroko oczy. - Zgwałcił ją i spalił jej ciało, bo myślał, że zatrze ślady?! Kurwa... jak tak można... - łzy same pociekły po twarzy kobiety. Przetarła policzki i szepnęła: - Wiem, przepraszam...
Trójecki widział przed sobą inną osobę. Zawsze uważał, że jego przełożona, to najtwardsza suka, jaką kiedykolwiek znał. A teraz, martwa dziewczynka przyprawiła ją o łzy... Przestąpił z nogi na nogę, nie wiedząc jak się zachować.
- Już mi lepiej. - powrócił władczy ton głosu. - Mam rację, prawda?
W odpowiedzi jedynie pokiwał głową.
- Zabijał do tych czas tylko chłopców, wiek od 3 do 6 lat. Najmłodsza ofiara miała 2,5 roku, płeć męska, żadnych oznak gwałtu. U tej dziewczynki nie znaleziono śladów biologicznych...
- Domyśliłam się. - powiedziała szorstko. - Co z jej rodzicami?
- To rodzice zastępczy. Rodzice biologiczni nie byli w stanie się nią zajmować, mieli co innego na głowie...
- A jaśniej?
- Narkotyki, wódka... - odparł.
- Jak zginęła? - padło pytanie, którego nie chciał usłyszeć.
- Wszyscy chłopcy, umarli w ten sam sposób: skręcił im kark...- zaczął wymieniać.
- Detektywie, ja nie o nich pytam! - prawie krzyknęła na mężczyznę.
- Została ogłuszona, a potem... Potem, już po wszystkim... spalił ją... - dokończył ściszonym głosem.
Nadkomisarz ukryła twarz w dłoniach. Wyszedł, bezgłośnie zamykając drzwi.

sobota, 4 stycznia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ CZWARTY»

W drodze na policję, zadzwonił do doktor Agaty Jeryskiej, umówił się z nią przed budynkiem. Bogdanow był świadomy tego, że to co ma do powiedzenia detektywowi, może rzucić podejrzenie na niego, a chciał tego koniecznie uniknąć. Kiedy dotarł na miejsce, lekarki jeszcze nie było. Zaskoczyło go to trochę, ale musiał porozmawiać z człowiekiem, który zajmował się tą sprawą. Już bez zastanawiania się, wszedł do środka.
- Dzień dobry. - miły głos powstrzymał Michała przed wejściem do holu.
- Dzień... dobry... - spojrzał na policjantkę. - Ja chciałem porozmawiać z detektywem Trójeckim...
- Chwileczkę. - parę kliknięć, i miła dziewczyna oznajmiła, że niestety, ale porucznik jest w terenie, i jeśli chce, może poczekać na niego w kawiarni ulicę dalej.
Odwrócił się do drzwi z zamiarem wyjścia i wpadł na kogoś. Okazało się, że była to doktor Agata, która akurat dotarła na posterunek. Przekazał jej, iż nie ma pana Trójeckiego, i zaprasza lekarkę na kawę. Zgodziła się. Udali się razem do małej kawiarenki.
******
- Pies tej kobiety wyczuł zwłoki dzieciaka, bo były zakopane w płytkim grobie. - lekarz sądowy zbierał z rozkopanej gleby, ważne dla siebie i śledztwa, próbki, coś co przypominało resztki suchych liści, ściółki i... ostatnie, co przyszło mu na myśl, Sebastian wolał nawet nie nazywać. Nie potrafił sobie wyobrazić zwłok dziecka w ziemi.
- Jak długo tu przebywał? - zapytał.
- Rozkład był już znaczny. Jakiś miesiąc, na pewno.
- Jezu... To ostatnia ofiara... Jego rodzice byli święcie przekonani, że syna porwano dla okupu. Nie było żadnych telefonów... Wszystkie ślady kończyły się na taśmach z monitoringu!
- Resztę o denacie powiem, jak zrobię sekcję. Zbieram się!
Patolog dźwignął się z kolan. Porucznik spojrzał na niego i zagadnął:
- Marcin, mam małą prośbę...
- Tak?
- Nie nazywaj przy mnie tego chłopaka denatem, dobrze?
- A co, zwłoki, brzmi ładniej? - zażartował, jednak widząc reakcję detektywa, przestał. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Pieprzony burak! - rzucił obelgę, za oddalającym się autem.
******
Detektyw pojawił się nareszcie na komendzie. Michał i Agata czekali na niego już dość długo, zostali poinformowani, że właśnie wszedł i zmierza do swojego gabinetu.
- Dzień dobry, czy detektyw Trójecki? - spytał Bogdanow.
Mężczyzna zatrzymał się, przyglądając się pani psycholog, ledwo zerkając na Michała.
- Tak, a kto pyta?
- Przepraszam, to doktor Agata Jeryska, ja jestem Michał Bogdanow. Przyszliśmy, to znaczy... Ja przyszedłem, w sprawie, którą pan szanowny prowadzi...
- Nie zajmuję się zdradami małżeńskimi! Musieli się państwo pomylić!
- Ależ to pan się myli! - zaoponowała doktor. - Pan prowadzi śledztwo w sprawie dzieciobójcy...
Nagle Sebastian chwycił kobietę za łokieć i poprowadził do swojego biura. Zdziwiony Bogdanek podążył za nimi.
- Panie poruczniku, co się stało? - zapytał wchodząc.
Mężczyzna posadził lekarkę na krześle, Michałowi nakazał zamknąć drzwi, i usiąść obok Agaty, sam zaś zajął miejsce za biurkiem.
- Co państwo wiedzą na temat mordercy? - bez ogródek zaczął porucznik.
- Ja nie jestem pewien... - odparł Bogdanek. - Czy zechciałby mnie pan wysłuchać?
- Człowieku, nie pieprz! Zacznij wreszcie gadać, nie mam całej doby na wysłuchiwanie twoich wahań!
Michał opowiedział detektywowi wszystko, z dziwnym snem o zabitej dziewczynce włącznie. Kiedy skończył, lekarka i policjant byli zdumieni. Psycholog, zaskoczył jedynie następny sen-wizja jej niedawnego pacjenta, poprzednie opowiadania znała z wizyty Michała w jej gabinecie. Pierwszy odezwał się Sebastian:
- Czy to wszystko, co miał pan mi do powiedzenia?
- Tak.
- Przekazano mi, że jest pani z zawodu lekarzem psychologii, czy może pani zatem potwierdzić prawdomówność tego człowieka?
- Przyznam się szczerze, że sama na początku w to wszystko nie wierzyłam. Teraz jednak, jestem przekonana, że to prawda...
- Co panią przekonało?
- Nagłówki gazet...
- OK... Zatem, jest pan zatrzymany, pod zarzutem morderstwa pięcioletniego dziecka. Ma pan prawo zachować milczenie!
- Zaraz! Chwileczkę!!! - Bogdanek poczuł ucisk na obu nadgarstkach. - Nie ja zabiłem te dzieciaki!!! To nie ja!!!
Trójecki otworzył drzwi i wyszarpnął z pomieszczenia aresztowanego. Za chwilę przekazał Bogdanowa innym funkcjonariuszom, którzy odprowadzili Michała do aresztu.
Doktor Agata wróciła na dyżur do szpitala.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ TRZECI»

Porucznik Sebastian Trójecki został wezwany do swojej przełożonej. Po komendzie krążyły plotki, jakoby miał zostać odsunięty od sprawy, ponieważ nie było, jak dotąd, żadnych nowych zwrotów i wszystko utknęło w martwym punkcie. Cholernie martwym!
Zapukał i wszedł. Nadkomisarz Melania Winera, siedziała przy biurku, gdy wszedł, prawie natychmiast odłożyła komórkę.
- Dzień dobry. Niech pan siada poruczniku.
Z grzeczności usiadł. Patrzył na czubki swoich adidasów.
- Czy są postępy w sprawie, którą panu poleciłam?
- Ten skurwiel nie zostawia żadnych śladów, ale to już pani wie...
- Niech pan nie będzie ordynarny! Za sam język, powinnam pana nie tylko nie dopuścić do tej sprawy, ale wywalić na zbity pysk! - uniosła się.
- Jesteś pod tym względem nie lepsza...- wymruczał pod nosem Sebastian.
- Co proszę?! Jakieś uwagi? - pokręcił głową, a ona kontynuowała: - Jest pan jednym z moich najlepszych detektywów, studiował pan kryminologię i nie tylko, co się stało, że nagle ta sprawa zaczęła pana przerastać? Przecie...
- Pani nadkomisarz, to nie sprawa mnie przerosła! - przerwał przełożonej detektyw. - Ten... Ten sadysta, mordując dzieciaki, robi wszystko, żeby policja go nie namierzyła! Nie ma odcisków palców, cholernego DNA, NIC!!! - Trójecki, aż ochrypł. Melania patrzyła na swojego pracownika zdziwiona jego wybuchem. Jeszcze tak wściekłego nie widziała go nigdy. Odchrząknęła dyplomatycznie i odezwała się:
- Jak już wcześniej powiedziałam, wypraszam sobie traktowanie mnie w ten sposób! Co do prowadzonej przez ciebie sprawy, jestem zmuszona...
- Nie! Nie pozwolę jej sobie odebrać!!! Zacząłem ją, i ja ją skończę!!! - zaprotestował.
Winera nie zwracając uwagi na krzyki podwładnego, dokończyła zaczęty wątek:
- ...przydzielić ci kogoś do pomocy. Może we dwóch, podołacie temu zwyrodnialcowi! A teraz, zajmij się wreszcie swoją robotą, bo przestanę być tak uprzejma, i wyślę cię na zieloną trawkę, gdzie od dawna jest twoje miejsce! Możesz odejść!
Siedział jeszcze kilka sekund, nie wierząc, w to, co usłyszał. Chciał wyjaśnić nadkomisarz, że on pracuje sam, że żaden partner, partnerka tym bardziej, nie wchodzi w grę! Ale widząc nieubłaganą minę kobiety, machnął tylko dłonią i trzasnął drzwiami.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Przedszkolaki bawiły się za ogrodzeniem placówki. Wszystkie dzieci, takie niewinne i śliczne. Obserwował je. Nie był nachalny, nie wisiał na siatce, nie próbował przekupić słodyczami. Miał swój wypróbowany sposób, aby taki mały człowiek robił co mu się każe. Teraz także zadziała, musi tylko poczekać.
Jakaś dziewczynka, ciemne, długie włosy, związane gumką, z różowym motylem, zwróciła na niego uwagę. Tak po prostu, jak to dzieciarnia potrafi, podniosła się z piasku, na którym pracowicie wyklepywała piach z foremek, wstała i pomachała do niego. Nie od razu, ale odmachał jej, dał znak, że i on ją widzi. Szeroki, szczerbaty uśmiech zagościł od razu na pulchnej twarzyczce. Aż oblizał usta końcem języka, na jej widok. Była doskonałością w każdym calu! Jej obraz zapadł na zawsze w jego pamięci. Plan zaczynał się realizować.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Bogdanek długo nie mógł zasnąć. Ciągle wracał do seansu hipnotycznego. Jego umysł pracował bezbłędnie, wiedział, że on tego nie zrobił. To nie on był zabójcą, ale gdzieś podświadomie czuł, iż to co widzi, to prawda, i, że jemu przyszło tą prawdę jakoś wyjaśnić! Nie wiedział jedynie od czego ma zacząć? Sen w końcu nadszedł.
"Płacz dziecka... Cichy, wystraszony... Niebieska sukienka, sandałki... Długie włosy z motylkiem. Tak, z motylkiem, różowym... O! Odleciał...! Nie! Wcale nie odleciał...! To ona upadła. Upadła, wkoło nieduża kałuża, ciemne coś wypływa z szyi, tak dziwnie skręconej... Pochyla się na nią, przygląda... Zabiera motylka. Na pamiątkę! Bierze dziewczynkę na ręce..."
Michał poderwał się z pościeli. W panice zaczął szukać swoich leków nasercowych. Wziął tabletkę, i czekał, aż wszystko wróci do normy. Poszedł do łazienki, wszedł pod prysznic, i puszczając strumień zimnej wody, usiadł w brodziku i rozpłakał się.

Kupił poranną gazetę. Nie czytał do tej pory zbyt wiele, ponieważ jego umysł nie zawsze potrafił dobrze zinterpretować treść, a i litery nie dawały się "przeczytać". W obecnej sytuacji, postanowił sobie, że będzie starał się czytać jak najwięcej, chciał nadrobić, to co wcześniej tak okrutnie zostało mu ograniczone.
Położył prasę na stole i zaparzył sobie kawę. Nowa kawalerka, którą załatwili mu pracownicy MOPS-u, była przytulna. Dopóki nie znalazł sobie pracy, nie szukał niczego drogiego. Cieszyło go, że ma dach nad głową. Skromna renta wystarczała prawie na wszystko. Usiadł. Popatrzył na pierwszą stronę gazety, i gorąca kawa, zamiast do jego ust, zaczęła płynąć po spodniach na podłogę... Nagłówki przekazywały straszną tragedię.
"ZNALEZIONO ZWŁOKI MAŁEGO CHŁOPCA!
CZY TO KOLEJNA OFIARA SADYSTYCZNEGO MORDERCY DZIECI???"
"Wczoraj w godzinach popołudniowych, kobieta spacerująca po lesie, zaalarmowana szczekaniem swojego psa, poszła za głosem pupila, i znalazła zwłoki 5 -letniego dziecka, płci męskiej. Jak mówi detektyw Trójecki, policja nadal prowadzi sprawę dzieciobójcy..."
Przestał czytać. Ból poparzonego uda dał się we znaki. Posprzątał bałagan, opatrzył sobie jak potrafił oparzenie, i wyszedł. Już wiedział co ma zrobić. Udał się na posterunek policji.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...