sobota, 9 listopada 2019

Rozdział 10.


Podobizna znienawidzonego zleceniodawcy, szczerzyła się do nich. Przewinął szybko obraz, wyrywkowo odczytując zapis. Autor rozwodził się nad czarną magią, różnych ezoterycznych bzdetach i rzekomo nadnaturalnych mocach przedmiotów codziennego użytku, jak na przykład srebrników. Ostatnie słowo przciągnęło uwagę Jamesa.
"(...) szykle, które Judasz, po zdradzie swojego Przyjaciela, oddał kapłanom, to, wśród nas magów, najsilniejsze z okultystycznych gadżetów, które omawiałem. Już będąc w posiadaniu trzech z nich, wprawny czarnoksiężnik potrafi porozumieć się z Panem Zła, może także rzucać uroki lub zaszkodzić swoim wrogom. Bardzo zaszkodzić.
Podobną moc, dla parających się białą magią, mają monety pogrzebowe Jezusa. Ale ich, żaden, szanujący się adept czarnej magii, nie potrzebuje"
Przez materiał podszewki kieszeni marynarki, czuł pod opuszkami palców dokładnie trzy krążki. Powtórzył w myślach informacje o "monetach pogrzebowych" i podzielił się swoim odkryciem z przyjaciółką.
Szybko wpisała hasło, a sztuczna inteligencja zrobiła swoje. Znów błądzili wśród niezliczonej ilości wiedzy.

Po południu, niosąc, każde po kilka książek, z notatkami i kopiami starych pism, wsiadali do samochodu.
Późny lunch, zjedli w małej knajpce. Stara mapa rozłożona na blacie stolika, pokazywała centrum miasta.
- Nie możemy jechać do tego niewinnego człowieka, tylko po to, by ten znalazł się na tamtym świecie, przez coś, co uważa zapewne za cenny skarb... - Linda przekonywała go do swoich racji.
Jones wiedział, że przez każde następne morderstwo, dokonane przez Fery'ego, to jemu będzie co raz bliżej do celi śmierci.
- Jestem w dość dziwnej sytuacji, nie sądzisz? - nie czekał na odpowiedź, - Gliniarze depczą mi po piętach, zostałem otruty, a przede mną jeszcze 27 osób, których życie zależy od tego, czy zjawię się po biblijnego szykla...
- James, dlatego musimy wyrwać cię spod władzy Fery'ego. Nie może tobą manipulować i zamykać w błędnym kole zdarzeń, których sam zapewne jest reżyserem. Znajdziemy na niego dowody, cokolwiek, i udowodnimy, że ani ty, ani ja nie jesteśmy winni!
Pocałował Lindę. Tylko tak mógł pokazać jej, jak bardzo jest wdzięczny za to, co dla niego zrobiła do tej pory. Odwzajemniła mu pocałunek.
*********†*********
Romantyczną chwilę przerwał telefon. Interesant nie był wybredny w słowach:
- Doigrałeś się gnoju! Obowiązuje cię MOJA umowa!!! Jeżeli nie zależy ci na własnym życiu, i wolisz słuchać rad obcej baby, droga wolna!!! - Fery ciskał się. - Ta suka myśli, że da radę oskarżyć mnie o morderstwa, a ciebie wybieli?! - zaniósł się tym swoim diabelskim śmiechem. - Wywiążesz się z umowy, albo ...
- Albo co skurwysynu???!!! - aparat spadł na podłogę, płonąc jeszcze przez chwilę. Dłoń Jamesa była cała poparzona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...