Na posterunek policji dotarli wcześniej, niż byli umówieni. Jones miał w rękach różne notatki, kserokopie i dużą księgę, spomiędzy jej stron, wystawały barwne zakładki, będące również jakimiś niezbędnymi zapiskami.
Linda wysiadła, a potem pomogła Jamesowi z papierowym ciężarem.
- Patrząc na to, nie mogę uwierzyć, że to tylko, i aż tyle. Szkoda, że prawie nic nie ma w internecie o tym szantażyście i mordercy...- westchnęła.
Obładowany niezbyt stabilnym pakunkiem Jones, balansował na chodniku.
- Proszę, pospieszmy się. - poprosił.
Nawigowany przez przyjaciółkę, szczęśliwie dotarł razem z nią na komisariat. Przejął ich szef i poprowadził do swojego gabinetu.
Tu Jones mógł pozbyć się kłopotliwego bagażu. Część przyniesionej przez niego zawartości rozsypała się na dokumenty leżące na biurku.
- A co to? - spytał Lascala. Księga zaciekawiła go najbardziej. Odłożył na bok zbiory dwojga przyjaciół, i otworzył ją.
- To księga zawierająca kluczowe informacje na temat monet...- zaczął James.
- Monet? - zadał pytanie, pochylony nad żółtymi stronami Zack.
Na blacie zabrzęczał zwinięty kawałek tkaniny. Zwierzchnik policji wyciągnął dłoń po przedmiot. Odwiązał materiał i zajrzał.
- Co to takiego?
- Srebrniki... - odpowiedział Jones.
- Nie rozumiem...
- Naczelniku, te monety należały do osób, o których panu opowiadałam. Oni zginęli, tylko dlatego, że je posiadali. A o ich śmierć, Fery chciał oskarżyć nas... - poinformowała O'Hara.
Mężczyzna nic nie mówiąc, podszedł do drzwi, otworzył je i gestem poprosił kogoś z podwładnych.
- To nasz informatyk, Daniel Candle. Pomógł mi w waszej sprawie... Danielu, co tam dla nas przygotowałaś?
Młody mężczyzna usiadł przy komputerze swojego szefa. Jego palce biegały po klawiaturze, niczym pianisty. Po krótkiej chwili ekran zaczął pokazywać mnóstwo wiadomości. Daniel zatrzymał jedną ze stron.
- Szukałem w internecie jakichś informacji o Lucu Fery. Natrafiłem w nim tylko na...
Jones pokazał informatykowi wydrukowaną kartkę o czarnej magii. Lekko zaskoczony Candle, kiwnął głową.
- Tak! To była ta strona! Niczego więcej nie mogłem odszukać. Postanowiłem odwiedzić "darknet". Wpisałem imię i nazwisko, ale wyszło mi zupełnie co innego... - zamilkł. Tempo w jakim wystukiwał litery zmalało. Daniel dał odpocząć dłoniom. Wskazał na monitor.
- Patrzcie...
Kopia średniowiecznego płótna, jakiegoś ważniaka, zawierała w sobie ohydny wizerunek szatana. Napis na złotej ramie, oznajmiał, że tak właśnie autor obrazu, wyobraża sobie Lucyfera. Wtedy Lindzie, coś przyszło do głowy. Usiadła przy biurku, chwyciła długopis i zawołała:
- Mam!!!
Spojrzeli na nią zdumieni.
- Daniel nie pomylił adresu strony! LUC FERY, to coś jak anagram!
Kiedy spojrzeli na kartkę papieru, sierżant, zaczęła zapisywać litery z imienia i nazwiska, powstał jeden wyraz: LUCYFER...
W ciszy, jaka zapadła niespodziewanie, rozbrzmiał dzwonek komórki. Jones sprawdził ekran i zbladł. Dzwonił ON. James wiedział, że musi grać, aby złoczyńca nie odgadł ich zamiarów. Mogłoby to dla wszystkich skończyć się śmiercią.
piątek, 15 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz