piątek, 22 sierpnia 2014

Zbrodnicza natura. odc.:4

Alice odwróciła na chwilę wzrok od ekranu laptopa. Przetarła zmęczone oczy i rozejrzała się po pokoju. Coś było nie tak. Próbowała dostrzec coś lub kogoś za sobą, za oknem nawet pod biurkiem, przy którym siedziała. I nic...
Wstała i przeszła do kuchni. Nikogo nie zastała, zaskoczona spojrzała na zegarek, było po osiemnastej.
"- Dlaczego nikogo nie ma?" - zdziwiła się w myślach, przechodząc na schody do pokoju Huberta. Zagwizdała na Bruno, ale psa także nie było. Podskoczyła przestraszona, słysząc dziwny pisk pod swoim papciem. Zabawka staczając się ze schodów wydawała urywane dźwięki. Kobieta odetchnęła.
Idąc korytarzem, zobaczyła psiaka na legowisku w pokoju syna. Pchnęła drzwi i weszła. Zwierzę nie poruszyło się. Zaniepokojona tym dotknęła pupila, był zimny i sztywny. Dopiero teraz spostrzegła plamy krwi na kocu i krew na wargach psa, nie żył. Odskoczyła z przerażeniem, zaraz też poderwała się na nogi i prawie doskoczyła do łóżka jedynaka. Zerwała kołdrę ze skulonej sylwetki i...
- NIIIEEE!!! - głos ugrzęzł w krtani, łzy zasłoniły straszny widok.
Hubert nie miał głowy, pościel lepiła się od krwi. Nagle jakieś przeczucie kazało jej sprawdzić co z mężem?
Szukała go po domu, aż wreszcie sprawdziła piwnicę. Odnalazła Kristiana...
Jego ciało też pozbawiono głowy. Obie ktoś zatknął na dwóch częściach kija od miotły i tak umocowane, wetknął do sporego, sporej wagi, zabytkowego wazonu. Widok był upiorny. Z krzykiem wybiegła z pomieszczenia. Nawet nie zdążyła przyjrzeć się mężczyźnie, który niespodziewanie zastąpił Alice drogę. Nie poczuła nic, żadnego bólu, tylko nagle przestała oddychać, a jej własna głowa odpadła od tułowia...
Obudziła się zlana potem, cała roztrzęsiona. Kristian odwrócił się do niej i w półśnie objął żonę ramieniem.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Zbrodnicza natura. odc.:3

Deszczowa zasłona okryła okno wystawy jego sklepu. Ludzie idący ulicą, stali się podobni do siebie niczym postaci namalowane na czarno - białym obrazie.
- Panie Sven! - zza uchylonych drzwi na zaplecze dobiegał lekko chrapliwy głos jego podwładnego. Wszedł do pomieszczenia.
- Tak, Enrique?
- Na jutro będzie to duże zamówienie, już dzwonili, przepraszając za opóźnienia. Coś im tam nawaliło i... - chłopak zdziwiony zobaczył, że mężczyznę nie interesuje jego monolog. Przerwał swój wywód, zawiedziony niedocenianiem jego starań.
 Gemütlich zamyślony, patrzył w okno zaplecza, wychodzące na wąską uliczkę pomiędzy budynkami. Kiedy jego pracownik próbował przekazać wiadomość, właśnie tą ulicą przeszła... ONA... W pewnym momencie chciał za nią pobiec, ale wiedział, że nie może. Nagle, po wpływem emocji, zawołał tylko:
- Poczekaj chwilę, zaraz wracam!!! - ruszył za oddalającą się kobietą, moknąc w deszczu.
- Mój szef to dureń...-powiedział do siebie półgłosem Enrique. - Będę musiał poszukać sobie innej pracy. - dodał, zabierając się swoje obowiązki.

Tymczasem Sven zdążył dogonić swoją, jak mniemał znajomą. Pomyłkę zauważył dopiero, gdy kobieta odwróciła się do niego.
- Czego pan chce ode mnie? - przestraszona, trzymała kurczowo torebkę obiema rękoma. Bezwiednie zasłaniała się nią przed obcym.
Rozbawiło go to. Stał na przeciw niej w pewnej odległości i oceniał jej podobieństwo do jego sąsiadki. Co raz bardziej jej ciało zaczynało mu się podobać...
- Nie krzycz!... - mocna dłoń Svena ciasno przylgnęła do drobnej twarzy nieznajomej, odcinając dopływ powietrza. Po niecałym kwadransie należała cała do niego, bezwolna i taka piękna...

czwartek, 7 sierpnia 2014

Zbrodnicza natura. odc.:2

- Widziałaś?! - mężczyzna bezwiednie zaciskał dłonie na trzonku trzymanego noża. Był wyraźnie zły. Jeszcze raz, z niedowierzaniem krzyknął do żony: - Widziałaś to?!
Alice widziała... Podglądacz z sąsiedztwa już dawno zwrócił na siebie jej uwagę i zaczynała się go obawiać... Dziś w końcu dojrzał drania także jej mąż. Nie odpowiedziała od razu na podekscytowane krzyki współmałżonka.
- On to robi od dawna... - wyszeptała niepewnie.
Kristian wpadł w furię.
- Od... Od DAWNA???!!! I nie raczyłaś mi o tym powiedzieć?! Nie zgłosiłaś tego na policję?! - pytaniom nie było końca. - A nasz syn?!
- Co, nasz syn? - wpadła mu w słowo.
- Jemu też może grozić jakieś niebezpieczeństwo!!! - echo poniosło głos mężczyzny po całym domu.
- Tato...
Kłótnia przycichła. Oboje z zatroskaniem odwrócili głowy na to jedno słowo. W drzwiach salonu stali ich syn Hubert i pies Bruno. Alice podeszła do chłopca, pocałowała go w czoło, przytuliła, a pochylając się poklepała pieszczotliwie goldena po kudłatym karku.
- Dobry Bruno... - pies, na te czułości pokręcił ogonem, szczęśliwy. Wypchnęła delikatnie obu w kierunku kuchni.
- Chodźcie głodomory, na pewno jesteście obaj głodni jak wilki?! Mam rację?
Spojrzała jeszcze na męża, nadal niespokojny, usiadł na brzegu fotela i próbował zająć się programem w telewizji. Widziała jednak, że tak łatwo nie odpuści jej tej trudnej rozmowy o ich sąsiedzie-podglądaczu...

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...