Skradzionych pieniędzy było co raz mniej. Karta przestała przynosić korzyści, a wraz z topniejącymi zasobami finansowymi, widmo przymusowej głodówki zaczęło dopadać młodocianą złodziejkę.
- Niech to szlag!!! - dziesięciodolarowy banknot i parę drobnych zajęło teraz miejsce poprzednich, wyższych nominałów.
Ukryła portfel w swoim zniszczonym plecaku. Najgorzej przedstawiał się, nadchodzący głód narkotykowy. To jego bała się najbardziej...
Snuła się zrezygnowana po ulicach, upatrując równie łatwej ofiary co sierżant O'Hara.
Oparty o swój samochód, w garniaku za niebosiężną cenę, i w tak samo drogich butach, stał starszy facet. Minęła go, rozmyślając z frustracją, iż jego na pewno nie udałoby się tak załatwić, jak tą policjantkę. Przystanęła zdziwiona, słysząc swoje imię.
- Ashley!
Obejrzała się. To wołał bogacz. Ulica już dawno nauczyła ją, że takim typom tylko jedno we łbach. Nie reagując więcej na zaczepki, poszła dalej.
Obcy nie miał zamiaru zrezygnować.
Już dawno nikt nie zwracał się do niej prawdziwym imieniem, nazwiskiem zresztą też nie. Wolała posługiwać się wieloma innymi, zmyślonymi na poczekaniu. Tak było fajniej i bezpieczniej. Żyła na ulicy już trzeci rok. Tylko czasem przychodziła jakaś refleksja, że mogłaby coś zmienić w swojej marnej egzystencji.
Zamyślona, wpadła na kogoś.
- Co się szwendasz?! - zamierzała ruszyć dalej, ale nie pozwolił jej. Dziewczyna wpadła w panikę.
Musiał trzymać ją mocno, wyrywała się, wierzgała na wszystkie strony. Dosłownie upchnął ją w swoim drogim aucie i zamknął wszystkie wyjścia blokadą. We wnętrzu pojazdu rozpętała się burza. Ashley próbowała wybić szyby mocnym kopniakiem, szarpała za dźwignie drzwi, chciała niszczyć tapicerkę. Czekał na względny spokój, spoglądając na zegarek. Z każdą chwilą, małolata traciła werwę do dalszej demolki. Wsiadł do wozu i zadał pytanie:
- Będziesz grzeczna?
Ręka nie dosięgnęła jego policzka. Złapał ją i ścisnął, aż w oczach Ashley stanęły łzy. Nie krzyknęła jednak.
- Jesteś twarda. - zwrócił się beznamiętnie do dziewczyny. Mówił z nieznanym jej akcentem. - Lubię twarde laski... Jeżeli chcesz, możemy dojść do porozumienia, jeżeli nie, no cóż... - urwał, a w jego dłoni błysnął znajomy nastolatce nóż.
Strach niedoszłej morderczyni był nie do opisania. Przestała rozumieć sytuację, w którą się wplątała.
Obcy, tym samym, obojętnym tonem kontynuował:
- Masz coś, na czym mi bardzo zależy. Za ten przedmiot, gotowy jestem przyjąć cię pod swój dach, i niczego już nie będzie ci brakowało. Czy taki układ pasuje? - dziwny akcent podkreślał każde słowo faceta.
- Co to jest? - zapytała.
Odchyliła się tak szybko do tyłu, że uderzyła głową o szybę. Mały ślad krwi zabrudził szkło. Dłoń nieznajomego mocno szarpnęła rzemień.
- To moje!!! - zaoponowała Ashley. Odepchnął ją od siebie. Przekręcił klucz w stacyjce. Małej narkomance nie udało się wyskoczyć.
niedziela, 10 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz