niedziela, 10 listopada 2019

Rozdział 12.

Szarzało. Z każdą upływającą minutą, upływała z niego nadzieja. Wciąż czuł smak jej ust, ciepło jej ciała. A teraz błądził w porannej mgle, szukając swojej przyjaciółki. Pamiętał jeszcze wytyczne ze starej mapy. Jednak nigdzie nie spotkał Lindy. Zdecydował się spytać kogoś o drogę.
Akurat napatoczył się jakiś gość, wracający po nocnej zmianie. Szybko zamienił z nim parę słów, otrzymał wskazówki, gdzie ma się udać, i biegiem pokonał całą trasę na miejsce.
Pogotowie już zdążyło się oddalić. Pracujący nad czymś policjanci, jeszcze go nie zauważyli. Nie zważając, że sam oddaje się w ręce funkcjonariuszy, natychmiast podążył do nich.
- Co tu się stało? - od razu wyczuł słodkawo-mdły zapach. Nieopodal gdzie się zatrzymał, ziemia przybrała dziwny kolor. Jego umysł zestawił zapach z kolorem, i Jamesowi zrobiło się słabo.
- Panowie, co tu się stało? - powtórzył. Wreszcie ktoś się do niego pofatygował.
- Nie możesz tu być człowieku! - stróż prawa próbował zabrać Jonesa spowrotem. - Skąd u licha się tu wziąłeś?
- Zaginęła moja dziewczyna! Szukam mojej dziewczyny! - prawie krzyknął w odpowiedzi, ciągnięty do przejścia metra, przez mężczyznę w mundurze. - Proszę, niech pan zobaczy to zdjęcie! Do cholery! Niech mnie pan zostawi! - wyzwolił ramię z uścisku. Podetknął komórkę pod nos gliniarza. Tamten nagle zbladł, sięgnął po broń i rozkazał:
- Nie ruszaj się człowieku! Bo będę musiał strzelić!
Jones uniósł ręce. Nie rozumiał, o co chodziło temu durniowi, ale wolał nie sprawdzać także, czy potrafi go trafić. Został zakuty i zawrócony z drogi, którą przed chwilą był wyprowadzany.

Na posterunku wszyscy byli czymś poruszeni. Niektórzy z pracujących tam, przyglądali się Jonesowi, lub wymieniali porozumiewawcze spojrzenia między sobą. Ulokowano go w pokoju przesłuchań i zamknięto drzwi.
Po nie wiadomo jak długim czasie, doczekał się swojej, jak mniemał, kolejności. Sprawą Jamesa miał zająć się sam szef.
Potężny, schludnie ubrany, Afroamerykanin stanął obok biurka.
- Jak się nazywasz? - odezwał się.
- James Jones. Wyjaśni mi pan w końcu co się stało? - zdążył zapytać James, nim mu przerwano.
- To ty nam wyjaśnisz co się stało! - huknął, wkurzony nagle glina. - Co robiłeś wczoraj w nocy?!
- Wczoraj zaginęła moja przyjaciółka... Nazywa się Linda O'Hara. Jest sierżantem policji w Denver.
- A, czy nie było przypadkiem tak, że porwałeś sierżant O'Hara, a kiedy okazała się tobie zbędna, po prostu chciałeś ją zabić? - zapytał przełożony policji.
- Linda nie żyje??? - Jones wstał gwałtownie, przewracając krzesło.
Przesłuchujący, zbył jego pytanie milczeniem. W przypływie złości, złapał Jamesa za ubranie i uniósł do swojej twarzy:
- Słuchaj mendo!!! Jeżeli się okaże, że na tym nożu są twoje odciski palców, osobiście dopilnuję, żeby jak najszybciej podano ci odpowiedni zastrzyk...!
Niby niechcący, upuścił go na podłogę.
Poparzona dłoń uderzyła o podłoże. Chwycił za nią i zawył z bólu. Na ciemnej twarzy mężczyzny pojawił się sadystyczny uśmiech. Trzaśnięcie drzwi świadczyło o przerwanym przesłuchaniu. Wkrótce odprowadzono go do celi.
*********************
Operacja trwała wiele godzin. Prowadzący ją lekarze, bali się by kolejne zatrzymanie się serca pacjentki, nie było tym ostatnim. Wszyscy dosłownie odetchnęli z ulgą, gdy nic złego nie wydarzyło się po założeniu ostatnich szwów. Kobieta była uratowana. Kolejne godziny na OIOM, miały pokazać jak dużą wolę życia posiadała.
Szef policji, Zack Lascala, został o wszystkim powiadomiony. Śledztwo mogło być kontynuowane.
*********************
Zimna posadzka była jedynym ratunkiem na palący ból wnętrzności. Współwięzień Jonesa wzywał pomoc, ale nikt się nie zjawiał...

Kiedy strażnik sprawdził monitor celi numer 8, natychmiast tam poszedł. Zastał straszny widok. Nowy aresztowany leżał na ziemi, a z ust lała mu się krew. Współwięzień próbował pomóc nieprzytomnemu, wykonując masaż serca. Ryzykując, wartownik przyłączył się do resuscytacji, aż do przyjazdu służb medycznych.
*************
Zakapturzona dziewczyna dotarła do swojej drugiej meliny. Zadowolona z siebie, usiadła na ziemi, sprawdziła zawartość skradzionej torby, w końcu, wysypała drobiazgi przed sobą. Jej ręka dotknęła czegoś w czarnej okładce. Przedmiot tak bardzo ją przestraszył, że odszukała tylko portmknetkę, i od razu chciała zwiać. Ciekawość była jednak zbyt wielka. Zawróciła, podniosła legitymację i przeczytała:
"Denver Police District 4
Police sergeant: Linda O'Hara"
Natychmiast schowała znalezisko w przepastnej kieszeni bluzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...