Musieli zarezerwować lot Nowego Yorku.
- Nasze wszystkie zapiski i to co przydarzyło się tobie, było bardziej wiarygodne, aniżeli informacje z internetu, znalezione przez Daniela! - Linda była zadowolona. - Jak się czujesz?
- Jakbym miał na plecach wypalony znak... - odparł James. Żadne z nich nie uśmiechnęło się.
Ich lot był wcześnie rano. Spakowali bagaże, oboje byli zmęczeni wydarzeniami dnia, położyli się dość wcześnie.
Gryzący dym wdzierał się do dróg oddechowych. James najszybciej jak mógł zerwał się na röwne nogi. Szukał Lindy, widoczność jednak była tak ograniczona przez kłęby dymu, że nie widział swoich wyciągniętych rąk.
- Linda!!! - kaszel przeszkodził w poszukiwaniu. - Linda!!! Już był na korytarzu, tylko, że oprócz drzwi do pokoju, który wynajmowali, nie było żadnych innych! Jones zaczął się bać. Coś trzasnęło za jego plecami. Obejrzał się, lecz nadal wszelki widok przesłaniał dym.
- Linda?! - głos uwiązł w gardle.
- Tu jestem!
Podbiegł do niej. Coś było nie tak...
- To ty?
Okropny śmiech, rodem z piekieł rozniósł się echem po pustym przejściu.
- Tu nie ma Lindy!!! Za to jestem ja!!! Cieszysz się, Jones?!
- To nie możliwe! Nie możliwe!!! Linda, nie!!! Nie!!!
- Jones! James, obudź się! Hej, hej!!! Spokojnie! To ja!!! - przytrzymała mu ręce, młócące powietrze, zajrzała w twarz. - No, już! Ocknij się, na miłość boską!!!
- Co się stało? - wymamrotał. Realia tego świata, dochodziły do jego zmysłów bardzo powoli. - To ty? Naprawdę?
- Zapewniam cię, że to był koszmar. Wydzierałeś się na całe piętro! Dlaczego mnie wołałeś?
- Nie, nic... - zrobiło mu się głupio. - Chyba czas wstawać?
- Jakby co, kawa jest na stoliku! - odpowiedziała od drzwi.
Na lotnisku panował wielobarwny gwar. Samolot, wyjście, pas... Wszystko działo się tak szybko.
Usiedli na swoich miejscach. James położył przed sobą księgę. Tym razem chciał zacząć lekturę od końca.
O'Hara trąciła go w bok.
- Wstawaj!
- Mymm...
- Mówię serio Jones, patrz! - policjantka wskazała coś w starym tomie. Przetarł oczy i przypatrzył się uważniej.
- A niech mnie! To widziałem we śnie! Co tu pisze?
"Obraz (...) przedstawia opętanie przez demona..."
- To śniłaś mi się , ale "nie ty", bo opętało cię coś...- spojrzał na przyjaciółkę i uśmiechnął się. - Na szczęście to był sen! I spójrz: ta ilustracja jest z XII wieku! Możesz spać spokojnie. - syknął z bólu. Oparzenie na plecach jakby bardziej paliło.
- Co znów? - zaciekawiła się sierżant.
Zacisnął zęby i nie odpowiedział.
środa, 20 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz