wtorek, 25 listopada 2014

Zbrodnicza natura. odc.:8

Ahlen znów tonęło w deszczu... Sven rozkoszował się swoją nową ofiarą. Tym razem udało mu się zdobyć tę którą wybrał dość szybko. Przed nią "posiadł" tylko jej nic niewarte sobowtóry, teraz zaś trzymał w objęciach JĄ Alice, bez jej zbędnych "rodzinnych dodatków". Szeptał do ucha nieżyjącej co tylko przyszło mu do jego lubieżnego umysłu.

***
Drzwi biura otworzyły się i wszedł najpierw mały chłopiec zaraz za nim pojawił się mężczyzna.
- Dzień dobry...
Porucznik spojrzał na przybyłych. Podniósł się ze swojego fotela i zaprosił obu do biurka.
- Dzień dobry panom. - puścił oko do Huberta. Usiedli i Frank pożałował obecności małolata przy rozmowie, którą chciał się od razu zająć. Chcąc zwrócić uwagę jego ojca na to, że syn nie powinien być przy tym co ma do przekazania, zaczął:
- No tak... Podoba ci się na posterunku młody? Tata pewnie mówił tobie o pracy w policji... a może... Może pójdziesz teraz z którymś z moich ludzi i obejrzysz sobie wszystko, co?
Kristian nieco zaskoczony, patrząc w twarz porucznika, wziął chłopca za ramię i uśmiechnął się z wysiłkiem.
- Tak, pan Azato ma rację. Śmiało idź z panem zwiedzić komisariat.
- Mogę? - Hubert nie wyczuł nic złego w odsyłaniu go do innego niż dorośli zajęcia. W domu też często wypraszano go delikatnie z grona starszych.
- Winn, do mnie. - rzucił do słuchawki Francisco. Za chwilę wysoki policjant był w środku. Wyszedł z dzieckiem, zostawiając porucznika z jego interesantem.
- Pana żona zaginęła tydzień temu, prawda?
- Tak, czy już coś wiadomo?
- Obawiam się, że to co teraz powiem, nie będzie się panu podobało... Mamy jak na razie tu w Ahlen dwa, a teraz z pana żoną - trzy porwania młodych kobiet... W innych miastach, w poprzednim roku, także były takie zgłoszenia, łącznie poszukiwanych jest 8 kobiet... Zasadniczy problem polega na tym, że my nie mamy jeszcze żadnego podejrzanego, a ofiar, co najgorsze może przybywać...

sobota, 8 listopada 2014

Zbrodnicza natura. odc.:7

Francisco Azato przeglądał notatki dotyczące zgłoszeń porwań młodych kobiet. Raporty tej sprawy mieściły się w jednej teczce. Jakiś psychopata grasował od szeregu lat, zabijając, a nikomu nie udało się go namierzyć i posłać do diabła...! Zaledwie dwa różne portrety pamięciowe, jakby składający zeznania mięli dość dziwne poczucie humoru, lub celowo źle podawali rysopis.
- Co ja mam z tym badziewiem zrobić?! - myślał głośno porucznik. - To nawet nie nadaje się na papier toaletowy a co dopiero nazywać te papierzyska raportami!!!
Wstał, zajrzał do swojego kubka, zaschłe resztki fusów po kawie i ciemne smugi na obrzeżach naczynia sprawiły, że odeszła mu ochota na kolejną dawkę kofeiny. "-Może tym razem napiję się soku..."- pomyślał, wychodząc z biura.

***

Enrique spóźnił się do pracy prawie pół godziny. Ze strachem zatrzymał się pod znajomymi drzwiami, ustawiając swój zdezelowany rower na stojaku przed sklepem. Wciągnął głęboko powietrze i szarpnął za klamkę by wejść. O dziwo, za ladą nie było szefa, włożył szybko swój fartuch i zajął miejsce za kontuarem. Jednak nic się nie działo... Nikt nie wychodził z zaplecza z krzykiem, czy niezadowolonym zrzędzeniem, a zza lekko uchylonych drzwi nie dochodził żaden dźwięk.
Niepewnie wyciągnął rękę w kierunku zaplecza. Wsunął się do pomieszczenia i zawołał:
- Szefie...! Wszystko w porządku?!
Tym razem nic nie usłyszał. Ruszył dalej w głąb wąskiego, zagraconego magazynu. Zatrzymał się przed rzuconą na podłogę samochodową plandeką.
"- Skąd to się tu..."- nie zdążył dokończyć. Ciągnąc plastykową narzutę w swoją stronę, zobaczył kobiece nogi w rajstopach i szpilkach. Zerwał z leżącej przykrycie i zakrył sobie dłonią usta... Ona była martwa.

wtorek, 4 listopada 2014

Zbrodnicza natura. odc.:6

Trudno mu było rozstać się z nią. Przez te kilka dni, nie dopuszczał, by z jego ukochaną stało się to, co zawsze dzieje się z martwym ciałem. Ale ona w jego oczach nadal żyła. Była cicha, uległa na wszystkie jego wyuzdane pomysły. W chorym umyśle  Gemütlich'a zwłoki ofiary wciąż były ponętną, żywą kobietą, z którą kochał się kiedy tylko przyszła mu ochota.
W końcu przyszedł ten moment, gdy okrutne prawa natury wyrwały mu ją z objęć. Musiał pozbyć się natychmiast ohydnych szczątków nie przypominających w niczym tamtej boskiej istoty.
- Do zobaczenia wkrótce kochanie... - pożegnał kochankę, zasypując dół.

***

Tego dnia w jego sklepie panował spory ruch. Enrique krzątał się za ladą, usługując klientom. Jednak Svena męczyło pragnienie... Chciał koniecznie wyjść na ulice i szukać swej jedynej miłości... W głowie nieustannie tłukła mu się myśl:
"- Znajdź ją i zaproś do swojego domu. Ona należy TYLKO DO CIEBIE!!!"
Rozproszenie właściciela sklepu nie uszło uwagi młodego sprzedawcy.
- Panie Gemütlich, wszystko dziś ok? - zagadnął szefa.
Ten nie odpowiedział. Do samego zamknięcia szwendał się po pomieszczeniach, udając zapracowanego. Enrique Roble powoli na prawdę zaczynał mieć serdecznie dosyć dziwactw swojego szefa.

Los sprzyjał Svenowi. Następnego ranka zobaczył po drugiej stronie ulicy tę, o której śnił plugawe sny...

Alice wyszła wcześnie rano, aby załatwić wszystko co trzeba do sprzedaży domu. Decyzja nie była łatwa, to był dom jej rodziców, była więc do niego bardzo przywiązana. Musiała niestety postąpić wbrew swoim uczuciom, strach przed złem, jakie co dziennie czaiło się w domu na przeciwko, nie dawała spokoju całej rodzinie Meeken'sów. Jeśli wyjadą z miasta, dziwny sąsiad na pewno nie pojedzie za nimi.
Szła szybko, mijając kolejne przecznice. Biła się wciąż z myślami, szkoda było opuszczać rodzinne strony... Nagle ktoś ją pochwycił od tyłu, zasłonił usta ręką. Nim zdążyła się zorientować, związano jej ręce i zakneblowano. Chwilę napastnik wlókł ją chodnikiem a następnie wcisnął do dusznego bagażnika. Leżąc w ciemnościach myślała, że to może jakiś upiorny żart, że za kilka minut faceci z kamerą otworzą klapę bagażnika i usłyszy: "- Jesteś w programie "Prank"!!!" Nic takiego się nie wydarzyło... Słaby dopływ powietrza sprawił, że straciła przytomność.

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...