środa, 4 grudnia 2019

Ten ktoś obok.

«PROLOG»

- I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ulokowano w karetce.
Po trzydziestu pięciu latach życia, nie spodziewał się takiego końca. Zawał. Nigdy by nie przypuszczał nawet, że tak szybko człowiek może odejść z tego świata.
Świadomość i nieświadomość, przypominały pokaz slajdów, pomieszanych z sobą historii. Nie były one przyjemne, niektóre nawet przerażały.
Dopiero sen ukoił wszystkie złe przeżycia.

Nazywał się Michał Bogdanow. Miał trzydzieści pięć lat, zaraz po urodzeniu, jego  matka oddała go do domu dziecka, nie chciała mieć upośledzonego syna. Gdy dorósł, okazało się, że upośledzenie jest stopnia lekkiego i chłopak jest zdolny do podjęcia pracy. Zatrudniono go jako magazyniera. To współpracownicy nadali mu ksywkę "Bogdanek", i tak zostało. Nie raz złośliwcy dodawali do przydomku różne epitety: "zasrany Bogdanek" - kiedy coś zrobił źle, czy nie po myśli pracodawcy, a czasem: "stuknięty Bogdanek", gdy umysł zawiódł w taki, lub inny sposób. W rodzinnym mieście Nowy Tomyśl, kiedy ktoś zapytał o Bogdanka, wszyscy wiedzieli o kogo chodzi.

∆ PÓŁ ROKU WCZEŚNIEJ ∆

To był piątek, magazynierzy przejęci weekendem, rozmawiali o planach, wyjazdach i innych rzeczach, ciekawszych niż praca. Bogdankowi ktoś polecił, aby układał makulaturę na palecie, przygotowanej już na wózku widłowym. Mężczyzna posłusznie zajął się robotą.
- Ej, ciołku! Chcesz spróbować tym jeździć?! - zagadnął Bogdanka osiłek, pracujący przy za-, i wyładunku. Michał bał się bardzo tego sadystycznego łobuza. Pokręcił głową na propozycję.
- Nie, nie chcę! - zaprotestował głośno. Rosoło tylko zarechotał i prawie siłą wepchnął Bogdanka do szoferki wózka widłowego. Przekręcił klucz i trzasnął drzwiczkami.
- Trzymaj kurs ciołku!!! - krzyknął na odchodnym.
Michał nie potrafił prowadzić. Siedział z rękami na kierownicy i zupełnie nie wiedział co począć. Podnośnik toczył się równo. Nagle krzyk przerażenia rozległ się po hali magazynu. To krzyczeli Bogdanek, zamknięty w kabinie i przebity na wylot ostro zakończonym ramieniem wózka Rosoło. Połamana paleta, rozsypana makulatura, znaczyły trasę, którą pokonał pojazd.
W taki sposób Michał stracił pracę, trafił do więzienia na pół roku. Po wyjściu z więzienia, chciał wrócić do domu, okazało się jednak, że nie ma do czego wracać. Gdy przebywał za kratami, jego kawalerkę odremontowano i sprzedano obcym ludziom. Tego było za wiele, szarpiący ból za mostkiem, brak tchu i długi pobyt w szpitalu, taki splot nieszczęśliwych wypadków, miał zakończyć jakiś rozdział życia Michała Bogdanowa.

∆ OBECNIE ∆

- Pomogę panu z nowym mieszkaniem i pracą! - młody mężczyzna w garniturze, wyciągnął dłoń do Michała. - Moje nazwisko Migracja Leszek.
- Dzień dobry. Michał Bogdanow, bardzo mi miło.
Bogdanek uścisnął rękę tamtego.
"Nieboszczyk w ziemi. To ktoś mały. Ciemność przesłania widok, można domyślać się tylko, że to płytki grób, gdzieś w lesie... I ten miś. Pluszak wsunięty do czegoś, co było kieszenią. Ma zabrudzoną mordkę i zaklejone na łebku futro. To błoto i resztka czegoś jeszcze. Może to była ręka...?
Wyrwał dłoń i chwycił się za głowę. Ból był nie do opisania. Pan Leszek gdzieś zniknął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...