piątek, 15 listopada 2019

Rozdział 18.

Obecni w pokoju wstrzymali oddech. Jones przyłożył komórkę do ucha i usłyszał:
- Mam twoją zgubę! A może nawet dwie...?
- Dwie zguby? Co masz na myśli? - kropla potu spłynęła Jamesowi na policzek.
- Mapa! - zawołał Luc. Znów można było usłyszeć dziwny akcent w głosie. - Uprzedzę twoje pytanie: druga zguba, to jakieś cztery stopy z hakiem wzrostu, szczupła, bywa zaćpana... Coś ci świta? Czy może twojej przyjaciółce? Chcę tylko dodać, że wymienię to wszystko na srebrniki, które do tej pory zdobyłeś!
- Luc, posłuchaj, ja już nie... - spróbował Jones.
- A! A! Aa! Dobrze wiesz, że ja nie zrezygnuję z naszej umowy!!! Swoją drogą, jeden srebrnik zdobyłem sam! Więcej takiego wykręcania się od obowiązku nie zniosę!!! ZAPAMIĘTAJ!!!
Mężczyzna osunął się na kolana. Poczuł w całym ciele tak ogromny ból, jakby Fery poprzez ten malutki aparat, wwiercał się fizycznie, pod jego skórę i mięśnie. Oblał go lodowaty pot, tylko po to, by za moment na plecach poczuł płomienie. Linda klęczała obok niego, ale nie była w stanie nic zrobić. Jones z rykiem odgiął się mocno do tyłu i stracił przytomność. Spod koszuli na plecach unosił się dym. Lascala natychmiast obrócił Jonesa na bok, zdarł materiał, który dziwnie przylepił się do skóry. Na grzbiecie Jamesa widniał wypalony pentagram...

- Co to miało być??? - miotał się naczelnik. - Przecież, gdyby ktoś z was opowiedział mi to, nie uwierzyłbym!!! I tak, kurwa, nie wierzę!!! Jakim sposobem, facet, którego tu nie było, zrobił coś takiego?!
Informatyk Daniel był tak oszołomiony, że i on pojechał do szpitala. Takie przeżycie, niejednego twardziela wytrąciło by z równowagi. Linda nieśmiało zagadnęła szefa policji:
- Komendancie Lascala? - spojrzał na nią, jakby dopiero co się zbudził.
- A jeśli on na prawdę jest Lucyferem? Albo kimś, bardzo z tą istotą związanym...?
Zack roześmiał się. Był to śmiech histeryczny, pełen nerwowego napięcia.
- Ty, w to wierzysz?! - prychnął.
- Sam pan widział...
- Zadzwonię do szpitala! Tam mi wytłumaczą logicznie, co się do cholery wydarzyło! - wyszedł szybko z biura.
Linda patrzyła na zapisaną przez siebie szyfrowankę: LUCYFER, LUC FERY... Otworzyła porzuconą księgę. Nie wiedziała dokładnie, czego szukać, ale to, co znalazła, nie było przypadkowe...
"Lucyfer, upadły anioł, który mienił się był najwyższym. Zapragnął on, by Stwórca uznał go swym pierworodnym, a tym samym, równym sobie. Bóg jednak nie chciał, i jął zwodzić samolubnego by dał spokój takiej decyzji. Kiedy ten połapał był się, iż plany Boga inne od jego, i synem swym, Bóg go nie uzna, wtenczas, zwołał wszystkie inne anioły. Powiedział, by uciekli od swojego stworzyciela, gdyż nikim innym, niż aniołami w tym miejscu nie zostaną. Nie wszystkim było to nie smak. Dużo wystąpiło z buntem, że jakże to li? Inne anioły zostały w niebie, bo takie życie ich dobrym było. Tychże, zaś co przeciwko się Bogu odwrócili, Ten sam osobiście z niebios zrzucił na hańbę i poniewierkę. Co niektórzy, do podziemi wpadli, inni na wierzchu ostali się. Tym co po wierzchu chodził, był nie kto inszy, jako sam Lucyfer...
...jeno kiedy z ludzkimi synami Lucyfer wojnę straszliwą przegrał, po śmierci Jezusa zaraz, ojcowie nasi, co białą magią się parali, odesłali byli go precz do piekieł... ...z pomocą tychże leptonów grobowych Bożego Syna jedynaka..."
Przestała czytać. Tekst robił wrażenie. Skorzystała z nieobecności właściciela komputera, i otwartego darknetu. Wpisała szybko: "leptony z grobu Jezusa". Pojawił się odsyłacz, który otwierał aukcję. W sprzedaży była jedna mocno spatynowana moneta. Cena wciąż rosła, a O'Hara nie bardzo wiedziała, jak wtrącić się do negocjacji. Nie miała tak zawrotnej sumy, wyświetlającej się czerwienią w okienku. Obok trwała na chat on-line jakaś zawzięta dyskusja. Nawet dialogi z Azji były tłumaczone od razu. Przeczytała o co chodzi. Licytujący kłócili się o to, czy przedmiot jest prawdziwy. Musiała szybko powziąć decyzję. Utworzyła sobie konto, zalogowała się jako "Nieśmiała" i podjęła dialog z innymi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...