- Co dalej w takim razie? - zapytała.
Oderwał wzrok od przedmiotów. Rozłożył przed sobą rysunek mapy.
- Zobaczmy... - pochylił się nad pożółkłą tekturą.
- James... Ja mówię poważnie! Nie masz już czasu na odnalezienie pozostałych miedziaków!
- Srebrników... - poprawił.
- Oh!!! Jakie to ma teraz znaczenie! Jesteś podejrzany o morderstwo! To powinien być twój priorytet!
Jones nie słuchał. Śledził uważnie wykresy południków i równoleżników. Ktoś narysował bardzo starannie kontur Ameryki Północnej, oznaczył kierunki świata. Czerwona niegdyś linia, poznaczona była trzydziestoma punktami...
Wyjął pojemnik, wypił duszkiem, i powrócił do odczytywania mapki.
- Jones! Słyszysz co do ciebie mówię?! - O'Hara machnęła mu ręką przed twarzą. Na moment podniósł oczy znad znaleziska.
- Nie.
Zasłoniła mu mapę dłońmi, nakazując wysłuchanie jej. Niechętnie to uczynił.
Jak duch, przy ich stoliku zjawił się kelner.
- Przepraszam państwa, ale... skoro nic państwo nie zamawiają...
- Poproszę mocną kawę! - przerwała mężczyźnie Linda. Zaskoczony, przyjął zamówienie i odszedł.
Sierżant zwróciła się do Jonesa:
- Na ile wystarczy ci tego leku? Zdajesz sobie sprawę, że twoja sytuacja zmieniła się, i grozi ci niebezpieczeństwo? Pytałam co chcesz zrobić?
James pokazał palcem kropkę na mapie.
- Jadę tam. Z tobą, bez ciebie... A potem po kolejny, aż zbiorę je wszystkie. Masz zapasowe auto? Będę wdzięczny...
Już wstał od stołu, zbierając z niego wszystko co pokazał policjantce. Jego postawa zaskoczyła ją tak bardzo, że sama, gwałtownie podnosząc się z miejsca, potrąciła kelnera z tacą.
- Jones! Co ty wyprawiasz?! - rzuciła na mokrą od rozlanej kawy tacę należność, i ruszyła za wychodzącym z restauracji Jamesem. Czekał na nią przy radiowozie.
*******************
W domu, zadzwoniła do szefa z prośbą o urlop. Nie uściśliła, ile czasu jej nie będzie, ale powołała się na zaległe dni wolne, których nie wykorzystała. Miała ich aż nad to. Jej przełożony niechętnie przystał na to. Jones brał w tym czasie prysznic. Gdy wrócił do pokoju, zauważył, że Linda pakuje torbę.
- Nie możesz ryzykować! - zaoponował od razu. - Nie masz pojęcia z czym zadarłem! Jeśli pojedziesz tam ze mną, będziesz w takim samym niebezpieczeństwie jak ja, albo większym!
Tym razem ona była uparta. Nie odpowiedziała na jego ostrzeżenia, wciąż dokładając rzeczy do bagażu. Dopiero uporawszy się z tobołkiem, odezwała się:
- Nie możesz być sam! Pamiętasz jeszcze, że jestem gliną? Zdajesz sobie sprawę, że nie wytłumaczysz się innym policjantom, kiedy, któryś zatrzyma cię, choćby po to, aby sprawdzić twój bagaż? Na pewno już wysłano za tobą list gończy! Jak masz zamiar jeździć po całym kraju, będąc ściganym przez prawo?
- Nie pomyślałem o tym! Ok! To jaki masz plan? - ustąpił.
- Jadę z tobą, i to ja będę prowadzić. Lepiej, by pierwszą osobą, którą zobaczy glina, był inny przedstawiciel prawa! Zrozumiano?
Pozostało mu tylko przytaknąć. Miała rację. Musiał przyznać się przed sobą, że w wirze zdarzeń, zapomniał o bezpieczeństwie.
- Została nam jeszcze jedna kwestia - skąd wziąć dla ciebie lek?
- To będzie łatwiejsze niż myślisz! - mrugnął do niej, i wybrał numer.
Fery nie był zachwycony towarzyszką Jonesa. Podświadomie bał się jej i wpływu jaki wywiera na jego obecnego niewolnika. "- Taaa... Jesteś moim niewolnikiem James Jones!" - poinformował mężczyznę.
- Jakoś się nie czuję! - odgryzł się Jones. - A jeżeli tak ci zależy uzbierać pieniądze, to jesteś zmuszony zaopatrywać mnie w lek, który dał mi lekarz. Przyznaj się zasrańcu, zabiłeś go za to?!
- To ciebie szuka policja Denver, nie mnie! - gładko sparował oskarżenie Luc. - Ale znaj łaskę pana! Będziesz miał to cholerne lekarstwo, w każdym miejscu, oznaczonym na mapie! W miastach - na poczcie, we wsi, we wskazanej przeze mnie skrzynce na listy! Bez odbioru!!!
**************
Do Hrabstwa Blaine zostało około dwóch mil. Zatrzymali się w niewielkim hotelu, by odpocząć i zjeść coś ciepłego. Jones padł jak długi na łóżko. Linda skorzystała z długiej kąpieli. Do świtu było jeszcze daleko.
Obudzili się przed wschodem słońca. W recepcji zapłacili za wszystko i ruszyli dalej. Prawie nie odzywali się do siebie, zatopieni we własnych myślach.
James przerwał zadumę:
- Jestem tobie na serio wdzięczny... - zaczął.
- Nie mówmy o tym. - ucięła.
Zaskoczyła go jej reakcja.
- Od naszej rozmowy w restauracji, jesteś jakaś nieswoja... Co cię gryzie?
Linda na chwilę odwróciła wzrok od drogi.
- Zwyczajnie, zastanawiam się jak to wszystko się zakończy... Mam tyle pytań...
- Witaj w moim świecie... - mruknął jej w odpowiedzi.
środa, 6 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz