***
Otworzyła oczy i rozglądnęła się. Przy jej łóżku stał niewielki stolik a na nim kubek kakao i pyszne ciasto czekoladowe. Do izby wszedł bardzo dziwny, niski mężczyzna. Przypominał nieco krasnoludka. Weronika zapytała:
- Przepraszam pana, gdzie ja jestem?
Gospodarz podskoczył zabawnie, wystraszony. Odwrócił się i starając się nie okazywać po sobie, że jest strachliwy, odparł:
- O! Widzę, że już się obudziłaś! Świetnie! Zjedz śniadanie a potem zaprowadzę cię do moich braci.
- Ale...
- Tak? - zaciekawił się.
- Muszę wracać do domu, mama będzie mnie szukać...
- A gdzie mieszkasz dziewczynko? - znów podskoczył, aż jego ciemnoczerwona czapka zakończona pomponem, śmiesznie się zakołysała.
- Mam na imię Weronika i mieszkam na ulicy Królewskiej 3, mieszkania 8. Muszę już iść, do widzenia. - wstała z posłania, a wtedy krasnoludek ukrył się za fotelem.
- Co się stało? - zdziwiła się. - Czy pan się mnie boi?
- Nnnie... skądże znowu...- wystawił czubek nosa zza oparcia. - Czy mmmogę cię pro prosić, żebyś mnie nie zjadała?
- Ale ja wcale nie chcę pana zjeść! - podeszła parę kroków w jego stronę i zatrzymała się. - Ma pan jakoś na imię?
- Tttak... Straszek. Jesteś pewna, że nie jesz krasnoludków?
- Oczywiście, że nie! Jestem Weronika, ale wołają na mnie Weronka. Jeżeli pan chce, zostaniemy przyjaciółmi. Tylko muszę się pospieszyć bo mama na mnie czeka. Pomoże mi pan znaleźć drogę do mojego domu?
Straszek wreszcie wyszedł zza swojej kryjówki. Wyciągnął dłoń i powiedział:
- To uprzejme z twojej strony, że nie zjesz mnie. W zamian poczęstuj się ciastem czekoladowym i kakao. To na pewno o wiele smaczniejsze niż taki młodzieniec jak ja.
Weronika poczuła jak bardzo jest głodna. Usiadła więc z powrotem na łóżku i ze smakiem zjadła i wypiła zostawione na stole smakołyki.
- Teraz już muszę iść... - odezwała się czując dziwną senność. - Muszę iść, bo ma... - nie wiedzieć kiedy, powieki same jej się zamknęły i usnęła. Straszek przykrył ją kocem i wyszedł na palcach z pokoju.
***
Dzień był podobny do nocy, dla siedzącej przy łóżku dziewczynki, kobiety. Miała zmienniczkę - opiekunkę, która zostawała czasem na noc, kiedy siły opuszczały matkę. Opiekunka miała na imię Nadzieja. Ktoś ze znajomych polecił ją matce Weroniki a ona zgodziła się z dziewczyną porozmawiać i tak zaczęła się ich przyjaźń. Zamieniały się co jakiś czas. Nadia potrafiła zająć się małą: pielęgnowała ją i czytała książki, które Weronka najbardziej lubiła. Pomoc i serdeczność były teraz potrzebne najbardziej i samotnej kobiecie i jej chorej córce.
.jpg)




