sobota, 23 listopada 2019

Rozdział 22.

- Witaj przyjacielu!
Mężczyźni przywitali się serdecznie.
- To moja przyjaciółka Linda O'Hara. Sierżant policji w Denver.
Linda uścisnęła dłoń księdza.
- Zapraszam was! Moja gosposia przygotowała poczęstunek.
- Oh! Nie trzeba było tyle zachodu, mamy do ciebie bardzo ważną sprawę! - Jones był lekko zmieszany gościnnością duchownego. On sam nie był zbyt pobożny. Raczej starał się mieć otwarty umysł, a te wszystkie religie, nie brał ich sobie zbytnio do serca. Ktoś z rodziny nazwał go kiedyś "religijnym wolnym strzelcem". Nie był tym nawet urażony.
Tymczasem na plebanii już trwało przygotowanie do posiłku. Starsza pani niosła dymiący dzbanek kawy i ciasta pokrojone w równe kostki.
- Cudowny zapach szanowna pani! - pochwaliła kobiecinę policjantka. Gospodyni uśmiechnęła się do niej.
- Smacznego państwu! Smacznego księdzu! Jakby czego brakło, to ja jestem w kuchni. - wyszła szybko do swoich obowiązków.
- Moja droga Margaret! Kiedy ona na to wszystko znajduje czas? Wyobraźcie sobie kochani, że mam tu na podwórku, takie mikrogospodarstwo! Oczywiście nie jemy mięsa, wszystkie, żywe stworzenia są tu bezpieczne, ale... - spojrzeli na księdza z zaciekawieniem. - Pokażę wam!
Chcąc, nie chcąc, wyszli na spore, ładnie uprzątnięte podwórko, graniczące z pasem łąki. Poszli do zabudowań. Ksiądz otworzył drzwi stodoły i oczom wszystkich, ukazały się zwierzęta. Różne. W jednym boksie, wylegiwały się króliki, obok trzy kury z kogutem. Dalsze pomieszczenia zajmowały: koza, osioł, i na końcu ogromna, sięgająca sufitu, sterta siana. Wszędzie czysto, schludnie.
- Czyż nie mieszka ze mną święta kobieta? - wskazał ręką mężczyzna. - Od rana, krząta się, dba...
Wyszli na zewnątrz. Jones patrzył na to wszystko i trochę obojgu zazdrościł, w dzieciństwie sam marzył o tym, że założy sobie przydomowy inwentarz, tylko po to, by mieć towarzystwo. Los jednak chciał inaczej. Z rozmyślań wyrwało go pytanie:
- James! Z jaką sprawą do mnie przyjechałeś?
- Mamy do księdza kilka pytań... - odpowiedział.
Kiedy wrócili do stołu, podał przyjacielowi obie księgi, z kieszeni wyjął wszystkie monety, które były głównym powodem ich spotkania. Nadal zawinięte były w kawałek tkaniny, obwiazanej, dla pewności kawałkiem szpagatu.
- Interesuje nas zielona księga... - zwróciła się do duchownego Linda. - Jest po łacinie...
Thomas spojrzał na nią zaskoczony. Otworzył zaproponowany przez funkcjonariuszkę tom. Odczytał tytuł i przeżegnał się.
- Co to jest? - spytał James.
- Biblia szatana... - odpowiedział Diameter. - Tego wydania nie przetłumaczono na żaden język! Posiadaczy jej, spotykał straszny los... Skąd ją macie?
- Od człowieka, który nie żyje... - powiedział Jones. - Skoro jej właścicieli spotykają nieszczęścia, to co z nią zrobić?
- Myślę, że kiedy wam pomogę, zabezpieczę ją jak potrafię najlepiej, i zawiadomię moich zwierzchników.
- Księże Thomasie, niech ksiądz spojrzy. - O'Hara wysypała zawartość szarego materiału. Oczy duchownego zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.
- Srebrniki?! Po co wam to wszystko? Chcecie sprowadzić szatana na ziemię? Po co? - uczynił znak krzyża.
- Nie chcemy go sprowadzać... raczej... Odesłać tam, skąd przyszedł...
- Co???
- Niech ksiądz nam powie, jak to zrobić? Przecież, w którejś z tych ksiąg musi być coś o tym napisane!
- Chcecie powiedzieć, że spotkaliście szatana, tu na ziemi?... - chwycił "Biblię Szatana" otworzył na jakiejś stronie, przesunął palcem i przełożył jeszcze kilka kartek. Znalazł to, co chciał i przeczytał na głos:
"Et ambulabunt gentes in terra post satana..."
Jones poczuł mrowienie w miejscu, gdzie niewidzialny ogień oznaczył go pentagramem. Thomas, niczego nie przeczuwając, czytał dalej:
"quod homine cupio mittere Satanas at infernum oportebit pronutiant Sed Exorcismus in leptons! Fere media nox!..."
Jones wybiegł na podwórze. Czuł ogień w całym ciele. Tak jakby oparzenie rozprzestrzeniło się po skórze. Thomas i Linda znaleźli się obok.
- Co jest przyjacielu? - Diameter położył mu rękę na ramieniu i krzyknął. Doznał oparzenia trzeciego stopnia, a samemu Jamesowi sprawił dodatkowy ból. Przyglądał się swojej dłoni przestraszony. Wtedy przyszedł mu do głowy jedyny ratunek. Pobiegł do domu i wrócił z wodą święconą. Wychylił cały pojemnik na rozgorączkowane ciało Jonesa, odmówił modlitwę. Chwilę później obaj siedzieli na sofie w domu księdza, a Linda pomagała Margaret w kuchni. Całe zajście skończyło się przemoczonym ubraniem i ręką w bandażu.
- Skąd wiedziałeś co zrobić?
- Jestem księdzem. Skoro to wszystko zaczęło się po przeczytaniu paru wersetów z "Biblii Szatana", to być może, ten o kim w niej mowa, nie chce, żebyś go odsyłał do piekła... Robi wszystko, żeby cię skutecznie od tego odciągnąć. Posłużyłem się tylko znanym sobie "środkiem", którego jeszcze boją się czarty! - uśmiechnął się.
- Masz rację. Ilekroć chcę zrobić coś przeciw złu, od razu dzieją się ze mną takie dziwne rzeczy!
- Zaczęliście mówić, że chcecie tego kogoś odesłać... O kim mówicie?
- Co ksiądz wie o Lucu Fery? - zapytała policjantka.
- Nie znam nikogo takiego.
- Proszę zobaczyć to! - wzięła serwetkę papierową i napisała anagram. Duchowny był zaskoczony.
- To nie możliwe! - prawie krzyknął.
- My też tak myśleliśmy... A jednak, sam ksiądz widział, co Luc Fery vel Lucyfer potrafi zdziałać na odległość... Proszę nam pomóc!
Thomas zacisnął usta, zebrał ze stołu obie księgi i pieniądze.
- Przejdźmy do mojej biblioteki. - powiedział i ruszył przodem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...