Miejski pejzaż ustąpił łagodnie wiejskim klimatom. Gorące popołudnie dawało się we znaki. W Brewster, zaparkowali zaraz za wjazdem do wsi. Lichy cień, rzucany przez nieduże drzewo, nie dawał schronienia przed skwarem.
Jones poraz kolejny wziął mapę.
- Jak odnaleźć właściciela srebrnika? Ta kropka nie daje żadnych informacji...- obejrzał stary papier z góry na dół. - Powinny być zapiski, cokolwiek, a nie jakiś punkt!!! - wzbierała w nim frustracja.
O'Hara zakręciła butelkę wody, z której piła. Zajrzała ze swego miejsca na rozłożony arkusz. Coś przykuło jej uwagę. Odpięła pas, wyskoczyła z wozu i przeszła na stronę Jamesa.
- Spójrz tutaj... - położyła palec na jednej z pionowych kresek południków, przeciągnęła w dół do zetknięcia z równoleżnikiem.
- Pani sierżant, jest pani wielka!!! - Jones aż cmoknął kobietę w policzek. Roześmiała się.
Komórką zrobił odpowiednie powiększenie wytycznych, które pokazała mu Linda. Odczytał je na głos. Jego towarzyszka już lokowała się na miejscu kierowcy i odpalała silnik.
- Będziemy tam za godzinę!
Minęli ostatnie budowle. Wkoło były już tylko pola. Zwątpienie ogarnęło oboje.
- Co do cholery... - James nerwowo rozglądał się, szukając czegoś, co wskazywałoby na prawidłowy odczyt mapy. W oddali poruszały się jakieś postaci.
- Podjedź, zapytamy ich chociaż, gdzie się przywlekliśmy... - zaproponował zrezygnowany.
- Chcesz ryzykować? - O'Hara była ostrożniejsza.
- To co, masz zamiar błąkać się po bezdrożach na zadupiu? - nie upilnował swojego języka Jones. - Przepraszam... - dodał szybko.
Nie odpowiedziała. Wysiadła z samochodu i ruszyła sama, do wcześniej zauważonych ludzi.
Okazali się być tutejszymi farmerami. Odpoczywali po pracy na polu.
- Witam! Sierżant O'Hara. - mignęła odznaką. - Chciałabym zadać wam kilka pytań...
Rosły mężczyzna, w rozpiętej, kraciastej koszuli, splunął i odwrócił głowę. Dwóch pozostałych zaciekawiła obecność nieumundurowanej kobiety.
- Pani władza tu raczej nic nie da... - odparł ten w koszuli. - To moje pole, moi pracownicy...
- Nie jestem tu na pogaduszki! - przerwała rolnikowi. - Chcę usłyszeć odpowiedzi...
- Taa... Już to mówiłaś paniusiu! - włączył się do rozmowy facet, w samych jeansach. Opalone plecy i imponujące bicepsy, wskazywały, że ciężka robota, nie była mu obca. Linda pomyślała, że nie chciałaby stanąć z nim do walki.
Trzeci z obecnych był małomówny. Ubrany podobnie jak pracodawca, w koszulę w zielono czarną kratę, starał się nie zwracać na siebie uwagi policjantki. Ta jednak zagadnęła go:
- Może pan, będzie w stanie mi pomóc?
- Nie sądzę... - ruszył do zaparkowanego samochodu.
Zwierzchnik obu, okazał się typem mało cierpliwym. Zaatakował Lindę, kiedy ta, chciała podążyć za jego oddalającym się parobkiem. Jakże się przeliczył! Nim pomyślał co się stało, wywinął pięknego kozła i runął na ziemię, kląc przy tym strasznie. Świadkowie porażki szefa, stali teraz jak wmurowani, zaskoczeni takim finałem. Sierżant opierała się jedną stopą o plecy leżącego przeciwnika.
- Ok... Pobawiliśmy się pięknie. Czy teraz zechcecie współpracować? - przywołała gestem mężczyznę, który już wsiadał do zdzelowanego pickup'a.
- Czy znacie kogoś, kto zajmuje się hobbystycznie numizmatyką? - spytała.
- A co to jest? - zapytał siedzący na ziemi, obolały gospodarz. Bolało go chyba całe ciało, nie miał czucia w lewej ręce. Rozmasował ją, posyłając Lindzie zabójcze spojrzenie.
- Szefie, to chyba chodzi o jakieś znaczki, czy inne badziewie... Znaczy się, że się to zbiera... - pośpiesznie wyjaśnił ten bez koszuli.
- Blisko. Chodzi o zbieranie starych monet... - sprostowała policjantka.
- Źle trafiłaś paniusiu! Tu takimi głupotami nikt się nie zajmuje! - pokonany nadal nie podnosił się.
- Ale szefie... Pracowałem u jednego takiego tutaj, na wyjeździe ze wsi... On coś mi opowiadał, że ma taką monetę, za którą może sobie kupić pół Stanu! - ten w jeansach okazał się wielce pomocny. Sierżant zwróciła się do niego:
- Podasz mi adres tego człowieka?
Niechętnie to uczynił. Spisała dane i czym prędzej wróciła do swojego samochodu.
****************"**
James zajęty był lekturą. Ogromna księga leżała na jego kolanach. Kiedy zapukała w okno, omal nie upuścił jej na podłogę.
Linda usiadła na miejsce i oddała notatkę.
- Byliśmy blisko. - rzuciła mu tylko. Już cofała auto na piaszczystej drodze.
Przeczytał informację.
- Tak długo z nimi rozmawiałaś, że postanowiłem sobie poczytać. Dlaczego zajęło to tobie tyle czasu? - zainteresował się.
- Powiedzmy, że nie wszyscy byli skłonni mi pomóc... - schowała niesforny kosmyk za ucho.
Jones przyjrzał się uważnie kobiecie.
- Co ci się stało? - zapytał nagle. Zauważył lekkie rozdarcie na szwie rękawa Lindy, na prawej dłoni widniało spore otarcie. - Czy oni ciebie zaatakowali?! - przeraził się.
- Nic mi nie jest! Nie martw się o mnie, jestem dużą dziewczynką. Zaraz będziemy na miejscu! - oznajmiła.
Na tyłach niewielkiego domu, w ogrodzie zastali jego właściciela. Plewił jakieś grządki. Zobaczył przyjezdnych i wyprostował się.
- Co mogę dla państwa zrobić? - spytał.
Był mężczyzną w sile wieku, wyglądał raczej na pracownika jakiejś korporacji, niż na farmera.
Jones zagadnął go jako pierwszy:
- Pan interesuje się numizmatyką?
Otarł ręce o ogrodniczki, namyślając się co powiedzieć. Prawdomówność chyba zwyciężyła, bo wydusił:
- Ttak... ale... skąd państwo o tym mogą wiedzieć...?
- Mamy do pana interes. Czy możemy wejść? - sierżant O'Hara uśmiechnęła się do ogrodnika.
Podziałało. Mężczyzna zaprosił ich na taras. Usiedli na krzesłach, James odłożył książkę na stół.
- Szanowny panie, jestem zainteresowany starą monetą. Gdyby miał pan jakąś szczególną, może ubijemy wspomniany interes...?
Widać było, że ten człowiek niedowierzał temu, co mu powiedzieli. Bijąc się z myślami, pochylił się do przodu. Zupełnie przypadkiem odczytał tytuł tomu, leżącego na jego stole, oparł się szybko i krzyknął:
- Kto was wynajął?
- To nie ważne. - Jonesa zaskoczył ton mężczyzny. Linda poruszyła się niespokojnie na krześle.
- Dla mnie jest to bardzo ważne! Kto was do mnie przysłał?! - gospodarz gotów był ich wyrzucić, nie sprzedając srebrnika. Do tego nie mogli dopuścić.
James w ostatniej chwili odezwał się:
- Jeżeli pan chce, byśmy powiedzieli panu całą prawdę, wejdźmy do środka. Myślę, że powinniśmy grać w otwarte karty!
środa, 6 listopada 2019
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz