czwartek, 22 sierpnia 2013

"PAMIĘTNIK CIEMNOŚCI" cz.: 8

St. Joseph's Hospital. Phoenix, Arizona.

Alex po kolejnym miesiącu pobytu w szpitalu była gotowa do zabiegu. Jej brat i doktor Linden, postarali się o skierowanie do St. Joseph's Hospital. Pacjentka miała być przewieziona wieczorem.
-Boję się.-powiedziała McMillan.-A jeśli ta operacja nie odniesie skutku? Co wtedy? Teraz ciężko mi jest poruszać się z laską, tak wiele rzeczy mnie omija...
-Nie możesz się załamywać przed zabiegiem, musisz myśleć pozytywnie.-Agnes starała się dodać wdowie otuchy ale tamta wcale jej nie słuchała. Tak bardzo była pochłonięta swoim inwalidztwem, że zaczynała zachowywać się jak histeryczka.
-Agnes, zrozum, ilekroć pomyślę o tym co może się stać...ja...-zaniosła się szlochem.
-Właśnie to próbujemy ci z Conorem wytłumaczyć. Nie powinnaś tak postępować, bo to źle wpływa na twoje zdrowie.
-Co ty możesz o tym wiedzieć! Widzisz, ja nie! Dobrze jest wypowiadać się na temat czegoś, co nie dotyczy ciebie osobiście!-zdenerwowała się Alex.
Lekarka postanowiła interweniować inaczej. Poszła do dyżurki, z prośbą o podanie pani McMillan zastrzyku uspokajającego. Po dziesięciu minutach, chora uspokoiła się. Agnes usiadła obok niej.
-Lepiej?-zadała pytanie.
Alexandra skinęła głową. Czuła lek rozchodzący się po organizmie.
-Nie musiałaś...-szepnęła.
-Bez tego nie dałabyś rady. To słaby lek uspokajający. Za bardzo przejmujesz się całą sytuacją.-stwierdziła lekarka.
Złożyła rzeczy kobiety do niedużej walizki. Niedługo miał być samochód policyjny.
Wyszły przed budynek. Czekały kilka minut i gdy auto podjechało, wsiadły obie.
Na miejscu wszystko poszło dobrze, rejestracja i przyjęcie pacjentki na oddział. Doktor Linden została z McMillan do wieczornego obchodu. Musiała zadać kilka pytań lekarzowi, który miał przeprowadzić operację.
-Dobry wieczór. Nazywam się Agnes Linden, jestem lekarzem i przyjaciółką brata pani McMillan. Czy może pan powiedzieć mi coś o planowanym zabiegu?-zagadnęła mężczyznę.
Popatrzył na nią niepewnie.
-Nie powinienem udzielać takich informacji, sama pani doskonale rozumie, droga koleżanko...-odparł z całą szczerością.
-Tak, przepraszam.Co zatem mogę przekazać bratu, pańskiej pacjentki?-uśmiechnęła się.
-To znaczy...może pani powiedzieć panu McMillanowi, że planujemy zabieg za cztery dni, kiedy będziemy mięli wszystkie wyniki badań.
-Dziękuję.-pożegnała się i wyszła.

Pół roku później.

Conor razem ze swoją przyjaciółką siedzieli w sali gdzie przebywała McMillan. Te kilka miesięcy gojenia się oczu, były dla wszystkich czasem niepewności, a teraz Alex miała mieć zdjęte opatrunki. Czekali niecierpliwie na ten czas.
Po porannym obchodzie, lekarz z pielęgniarkami, wszedł do pokoju.
-Witam państwa. Pani Alexandro, dziś jest wielki dzień! Zobaczy pani swoich przyjaciół.-zbliżył się do kobiety i delikatnie zaczął zdejmować bandaże.
-Pani McMillan, na początku odczuje pani lekki ból. Źrenice odwykły od bodźców świetlnych, więc na nowo trzeba je powoli przyzwyczaić do światła dnia. Gotowa?-spytał.
-Tak.-zacisnęła z całej siły palce na kołdrze, nie wiedząc co za chwilę się stanie.
Delikatnie poruszyła powiekami. Otworzyła oczy, chwilę trwało, nim coś powiedziała. Conor zaniepokoił się.
-Poznajesz mnie?-zażartował machając ręką na powitanie. Brak reakcji siostry zdenerwował go. -Doktorze, czemu ona nic nie mówi?! Alex ty mnie widzisz, prawda? Żartujesz teraz z nas, co nie?-podszedł do niej, ujął za ramiona.-Powiedz prawdę, widzisz?
-Czy w tym pokoju jest ciemno?-odparła pytaniem pacjentka.
-Nie. Na miłość boską, jest dzień, okna są odsłonięte! Alex, co ty wygadujesz?!-młody mężczyzna był coraz bardziej przestraszony.
Doktor kazał wszystkim wyjść z sali. Zrobili to niechętnie.
-Pani McMillan, czy widzi pani cokolwiek?-zapytał rzeczowo.-Proszę mi opisać  jak teraz pani odbiera obrazy?-zaproponował.
Alex starała się dostrzec chociaż kilka szczegółów w swoim otoczeniu.Zaczęła mówić:
-Kiedy zdjął mi pan opatrunek i otworzyłam oczy, było tak, jak pan powiedział, zabolało przez moment ale za chwilę światło zniknęło i pozostały tylko ciemne postaci poruszające się bez ładu. Ja widzę tylko cienie bez twarzy i zarysy przedmiotów...wszystko jest ciemne...-dotknęła czoła.-Boli...
-Moja droga, wszystko wskazuje na to, że zabieg wykonaliśmy za późno. Istnieje szansa...-chciał dodać coś jeszcze ale mu przerwała.
-Nie. Niech zostanie jak jest. Nie poddam się następnej operacji, która też okaże się daremna.-zaoponowała. Proszę zawołać mojego brata i przyjaciółkę.
Poprosił ich do środka. Wychodząc, zamknął za sobą drzwi.
-Braciszku?-wyciągnęła dłoń, natychmiast ją uchwycił.
-Jestem. Nie ma poprawy?-zapytał z troską.
-Nie, nie udało się...-oparła głowę na jego ramieniu. Sięgnęła do twarzy, poczuła wilgoć.
-Nie płacz, proszę! Czułam,że tak będzie. To nic...Muszę jakoś żyć.-pocieszyła go. -Teraz musimy skupić się na kolejnej rozprawie. A skoro mówicie, że powinniśmy wygrać  dam z siebie wszystko. Powiem całą prawdę o moim mężu. Będę zadowolona nawet ze złagodzenia kary!-powiedziała stanowczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...