Greenbelt Maryland.
Więzienie w pobliżu Greenbelt.
Było już po południu,zawołano Alexandrę do sali widzeń. Weszła i zobaczyła swojego brata i lekarkę,którą spotkała w szpitalu. Przywitała się z nią i pocałowała chłopaka na przywitanie.Przygarnął ją do siebie,był zmartwiony.
-Coś ty zrobiła?...Mogłaś mi powiedzieć co on z tobą robił,jak traktował...Dałbym mu radę.-mężczyzna usiadł przy niej,na przeciw usiadła pani doktor.
-Będę starała się z pani bratem o złagodzenie wyroku.Proszę pozwolić mi na przedstawienie historii choroby sędziemu.
-Alex...o czym mówi ta kobieta?-zagadnął Conor. Jego siostra nie odzywała się.
-Przepraszam,myślałam,że pani brat wie...-odpowiedziała doktor.
Alex nie chciała aby brat mieszał się w to,co się stało. Była zła na kobietę,że wspomniała o jej chorobie.Teraz on, będzie zamęczał ją pytaniami.
-Mam prośbę...Gdyby pani mogła na osobności,wyjaśnić mojemu bratu,wszystko co przekazała mi pani w szpitalu.Będę wdzięczna.A teraz chciałabym zostać sama.-zapukała do drzwi a kiedy otworzono,wyszła.
Położyła się. Deedy o nic nie pytała,zajęła się po prostu swoimi sprawami. Wieczorem poinformowano Alex o godzinie przyjazdu ciężarówki.Zebrała swoje rzeczy,zeszyt,kilka książek,Spakowała do papierowej torby. Była gotowa.
Następnego dnia,wsiadła do furgonu,opięta łańcuchami jakby była dzikim zwierzęciem i tak też się czuła.W środku było parę kobiet,skutych jak ona.Nie odezwała się do nikogo. Oto musiała powierzyć swój los ludziom,którzy zawiozą je wszystkie do najcięższego więzienia dla kobiet...
Greenbelt Maryland.
Conor czekał na telefon ze szpitala. Musiał wiedzieć co dolega siostrze. Wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju. Z zamyślenia wyrwał go upragniony dźwięk. Odebrał szybko.
-Agnes Linden,lekarz pana siostry.-usłyszał po drugiej stronie.
-Dzień dobry. Kiedy będziemy mogli się spotkać?-zapytał.
-Proszę być pod budynkiem szpitala o 14,dobrze?-zaproponowała lekarka.
-Będę na pewno.-odpowiedział i rozłączył się.
Wykonał jeszcze kilka telefonów,między innymi do więzienia.Chciał dowiedzieć się czy Alex już pojechała na lotnisko. Otrzymał potwierdzenie i pojechał tam.
Z samochodowego radia,męski głos informował,że niejaką Alexandrę M.skazano na dożywocie w takim a takim więzieniu,dziś odbędzie transport,itd... Wyłączył odbiornik.
"-Nigdy by do tego doszło,gdybyś mi powiedziała! A teraz, jest już być może za późno, żeby ci pomóc."-robił dziewczynie wyrzuty.
Na lotnisku wskazano mu,na którym pasie stoi samolot do Phoenix.Nie mógł pożegnać się nią ale chciał chociaż zobaczyć jak będzie wsiadała. Eskorta była wprowadzana na pokład jako ostatnia. I wtedy dostrzegł Alexandrę pośród więźniarek. Momentalnie odwrócił się plecami do szyby i zakrył twarz dłońmi. Przechodzący ludzie patrzyli jak w bezsilności ociera łzy.
"-Zrobiłbym wszystko,żebyś nie musiała tam teraz być..."-pomyślał.
Pod szpitalem spotkał doktor Linden. Zaprosił kobietę do restauracji,aby mogli spokojnie porozmawiać.
-Pani doktor...-zaczął, ale przerwała mu.
-Mów mi Agnes.-w odpowiedzi,wstał,ujął rękę lekarki i pocałował. -Jestem Conor.-przedstawił się.
-Chciałabym,żebyś kogoś poznał.-zaczęła rozmowę Linden.-To mój kuzyn,jest adwokatem.Pojedźmy do niego do pracy, powiemy mu o Alexandrze.-kobieta wstała,czekając na niego.Uregulował należność i wyszli.
Po drodze do kancelarii adwokackiej,Agnes opowiedziała Conorowi o postępującej chorobie oczu jego siostry,o nie podjętym, planowanym zabiegu,który zapobiegłby rozwojowi choroby. Przyjął to wszystko do wiadomości,starając się nie okazywać emocji ,jak mu się przydarzyło na lotnisku,gdy zobaczył bliską mu osobę w łańcuchach.
-Myślę,że Alexandra powinna mieć jeszcze jedną sprawę i to jak najszybciej.Jej stan zdrowia,okoliczności w jakich zabiła swego męża,powinny stanowić,solidną podstawę do ułaskawienia lub chociaż zmiany miejsca odbywania kary.Możemy o to walczyć, Conor. Będziemy mogli,jeśli odmówią nam uniewinnienia,żądać skrócenia kary do 12 lat. -dodała mu otuchy.Uśmiechnął się w dowód wdzięczności.
-Dzień dobry państwu.-powitała ich sekretarka za biurkiem.-Czy byli państwo umówieni?
-Dzień dobry!-lekarka podeszła do dziewczyny i poprosiła:-Będzie pani tak uprzejma powiedzieć mecenasowi Ternowi,że ma gościa.
Zaskoczona asystentka,wstała i podeszła do dużych, dębowych drzwi po prawej stronie.Zapukała i weszła do środka.Za chwilę poprosiła tam także Agnes i Conora.
-Cześć! -doktor Linden i adwokat objęli się.-Co cię do mnie sprowadza, droga kuzynko?-przyjął oficjalny ton młody,szczupły mężczyzna.
Kobieta roześmiała się szczerze słysząc,ten napuszony zwrot.
-Jesteś wciąż taki pewny siebie,Luis! -upomniała go w żartach. -Poznaj mojego znajomego,to Conor McMillan.-obaj wymienili uścisk dłoni.
-McMillan?-zagadnął,nieco zaskoczony.-TEN, McMillan?-upewnił się.
Conor skinął głową. Mecenas podszedł do barku,wyjął szklanki i zaproponował trunki.Nalał każdemu i podał.Usiedli wszyscy przy pięknie zdobionym,również dębowym stole.
Rozmawiali długo o wszystkim,co tyczyło się sprawy Alex McMillan. To spotkanie utwierdziło ich w przekonaniu,że uda się wyciągnąć kobietę z więzienia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz