Więzienie Estrella. Phoenix, Arizona.
Miesiąc później.
Słońce jeszcze nie wzeszło,gdy dano sygnał na zbiórkę. Wszystkie kobiety były już gotowe oprócz jednej.
-McMillan?!-strażniczka trąciła ją pałką w ramię.Alex otworzyła oczy ale natychmiast je zamknęła.Tamta zdenerwowała się.
-Wstajesz,albo idziesz do karceru!Słyszysz?!-szarpnęła leżącą mocno.
McMillan nie miała siły na jakikolwiek opór.Wstała chwiejnie. Odważyła się tylko wyszeptać:
-Głowa mnie boli...-osunęła się na ziemię a z oczu pociekła krew.
Zakrwawione powieki wywołały ogólne poruszenie.Nawet strażniczki były wstrząśnięte.Dwie z nich,uniosły Alexandrę i ułożyły na pryczy.Nie ruszała się.
Kiedy skończyła się odprawa osadzonych do pracy,dopiero wtedy zajął się chorą lekarz.
-Alex? Alex McMillan,niech się pani ocknie!-zapach amoniaku otrzeźwił zemdloną.Szpary oczu z zaschniętą krwią piekły niemiłosiernie.Chciała je wytrzeć ale była słaba.Mężczyzna w białym,przepoconym na plecach fartuchu, obmył jej twarz.
-Co się pani stało?Ktoś panią uderzył?-zapytał.
-Nie,tylko głowa i oczy bardzo mnie bolą...-odparła przytomniej pacjentka.
Lekarz wstał,rozejrzał się za kobietą w mundurze.Dostrzegł jedną po drugiej stronie przy ogrodzeniu.
-Proszę chwilę zaczekać.-odszedł w kierunku strażniczki.Musiał komuś przekazać w jak poważnym stanie jest więźniarka McMillan.
Na straży więziennej wiadomość o stanie zdrowia przestępczyni, nie zrobiła wrażenia.Zero współczucia.Poprosił o jakiś kontakt z szeryfem,wiedział że podawanie leków na terenie więzienia jest zabronione.Trzeba było działać, najszybciej jak się dało,żeby ulżyć tej biedaczce.
Po długiej i trudnej rozmowie z władzami zakładu karnego,dostał zezwolenie na zaaplikowanie zastrzyku.
-Czy pani, może powiedzieć mi coś więcej, na temat swojej choroby?-spytał doktor.
Alex,po leku poczuła znaczną poprawę.Usiadła na pryczy,czując jeszcze mdłości,ale ucisk i ból oczu i głowy ustępował.
-Doktorze,przecież nie może mi pan pomóc.-odparła Alex.
Pokiwał głową.Jednak zagadnął raz jeszcze:
-Wie pani chociaż,co będzie,jeśli zostanie pani w tym miejscu?Domyślam się na co pani choruje,to ostra postać jaskry.Bez odpowiednich leków i zabiegu takie ataki jak dziś, będą coraz częstsze.
-Jak już mówiłam...nie jest pan w stanie tego zmienić ..zresztą, ja też nie...-skwitowała wdowa.-Mimo tego, dziękuję za pomoc i troskę.-pożegnała go i poszła zaanonsować,że jest zdolna do zajęć.
Wieczorem,widziały się z Deedy podczas kolacji.Przyjaciółka patrzyła na Alex, chcąc ją jakoś nakłonić do zwierzeń, ale McMillan nie miała w zwyczaju mówić komuś o tak osobistych sprawach jak choroba.
"-Nie potrzebuję, kolejnego,litościwego bełkotu,w rodzaju: "O Boże! Tak mi przykro..." "-stwierdziła w myślach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz