Greenbelt Maryland.
-Niniejszym, Alex McMillan zostaje uznana za winną,zamordowania swojego męża Richarda Mckenzie i skazana na dożywotnie pozbawienie wolności.Wyrok będzie odbywała w Więzieniu Estrella w Phoenix w Stanie Arizona.Transport odbędzie się za dwa dni...
Rok wcześniej.
Szykowała kolację,kroiła warzywa na patelnię w średnią kostkę tak jak lubił.Jej mąż miał być w domu za półgodziny.Nie mogła sobie pozwolić na spóźnienie się z ciepłym posiłkiem i zimnym piwem.Po prostu tak miało być...
Szum kół na podjeździe.Wpadła w panikę,jeszcze nie było kolacji,za wcześnie wrócił.
"-Może chociaż humor mu dopisuje?"-pomyślała.
-Alex?! Wróciłem kochanie!-zadowolony Richard wszedł do kuchni.Cmoknął ją w policzek i zapytał: -Długo jeszcze?Jestem głodny i zmęczony...
Nie wiedziała dlaczego,kiedy próbowała odgarnąć z twarzy niesforny kosmyk włosów,zobaczyła swoją trzęsącą się dłoń.Rick też to spostrzegł.Złapał żonę za tę właśnie rękę i wymierzył cios.Upadła na wyłożoną płytkami, kuchenną podłogę.Krew popłynęła z rozciętej wargi,wokół nosa i oczu szybko zaczęła pojawiać się opuchlizna.
-Skarbie...-podniósł ją.-Przepraszam...-szepnął najczulej jak potrafił.
-Mam...złamany nos.-odezwała się Alex.
Chciał skarcić kobietę raz jeszcze.Powstrzymał się,widząc czerwone podbiegnięcia.
"-Co mnie obchodzi kontuzja tej wywłoki.Nie wiedziała o śliskiej podłodze,czy jak? Z tą małą dziwką nie daje się żyć pod jednym dachem..."-stwierdził w myślach.Wziął gazetę i ułożył się wygodnie na kanapie.
-Alexandro,kiedy będzie kolacja?-zapytał.
Zakręciła gaz pod patelnią.Zawartość, podczas ich sprzeczki przypaliła się.Kobieta miała dość. Poszła na korytarz i założyła buty,wzięła torebkę i kluczyki od swojego wozu.
To jeszcze jeden wymysł jej kochanego męża,nie chciał,żeby jeździła jego samochodem,albo gdyby,przypadkiem on miał gdzieś swoja żonę podrzucić.Taka opcja u niego nie wchodziła w grę.
Otworzyła drzwi.Była już pod bramą garażu,gdy dogonił ją.
-Co ty do cholery wyprawiasz?!-chwycił dziewczynę za włosy i szarpnął do tyłu. Krzyknęła głośno.Nie zwolnił chwytu,zawlókł Alex do domu.W hallu,kopał ją dopóki nie straciła przytomności...
-Gdzie...-oprzytomniała.Czuła rozrywający ból głowy i oczu.
Sąsiadka,siedząca przy jej łóżku,uśmiechnęła się.
-Ciii...w szpitalu...zawołam lekarkę.-wyszła na korytarz.
Alexandra próbowała sobie przypomnieć,kto zawołał pogotowie?Pamiętała tylko upadek i kopniaki.
"-Moja głowa...dlaczego bolą mnie oczy?"-nie była w stanie skupić się na niczym innym.
-Dzień dobry.-lekarka podeszła do niej i zmierzyła puls.Przyłożyła stetoskop i wsłuchała przez chwilę w bicie serca i oddech chorej.
-Czy pamięta pani,co się wydarzyło dwa dni temu,u pani w domu?-spytała doktor.
-Nie...-skłamała Alex. -Ale bardzo bolą mnie oczy i głowa...-dodała,żeby zmienić temat.
-A więc,pani sąsiadka Renate Meyer,zeznała policji o pobiciu pani przez męża.Czy to prawda?-nie ustępowała lekarka.
-Nie pamiętam,proszę mnie nie męczyć! Chcę coś,na ten ból!-odparła wymijająco.
-Zapisze pani lek przeciwbólowy a na jutro zlecę badania,do widzenia.-opuściła pokój.
Wyniki badań przyszły po paru dniach.Ta sama lekarka zawołała Alex do swojego gabinetu.
-Dzień dobry.Pani McMillan,czy często ma pani takie bóle głowy i oczu?-oglądała na podświetlonym ekranie kliszę z tomografii głowy.
-Prawdę mówiąc,zaczęły się jak miałam 23 lata...czy to coś poważnego?-zaniepokoiła się.
-Jeszcze nie wiemy.Tomografia komputerowa i rezonans wyszły dobrze.Dziś będzie miała pani badania okulistyczne,może one dadzą nam jakąś odpowiedź.-kobieta w białym fartuchu,podała jej skierowanie.-Proszę zgłosić się z tym do gabinetu numer 36.
To,czego dowiedziała się od okulisty,załamało ją.
"-Jak to,stracę wzrok?"-myślała gorączkowo.
Kiedy po raz kolejny zobaczyła panią doktor,rozpłakała się.
-Niech mi pani powie,czy okulista mówił prawdę? Oślepnę?-załkała.
-Tak...Nie wiem ,jak szybko będzie postępowała choroba,czy pani organizm zareaguje na leczenie,ale cały proces można opóźnić...-starała się dodać Alexandrze otuchy.
-Za ile lat to się stanie?-zapytała.
-To zależy od leczenia zachowawczego.Musi poddać się pani operacji,wtedy będzie można stwierdzić o tym czy...-nie dokończyła.Nie potrafiła przekazać pacjentce dalszych informacji.
McMillan sama domyśliła się końca zdania.
-Czy w ogóle dalsze leczenie będzie miało sens,czy tak?-uniosła głowę i popatrzyła doktorce w oczy.Tamta odpowiedziała skinieniem.
Po miesięcznym pobycie w szpitalu,wróciła do domu.Richard nie odebrał jej,bo miał akurat ważne spotkanie.Przyjechała taksówką.
"Kochanie,nie mogłem wyrwać się z pracy.Będę dziś później,zrób nam kolację.Wiesz co lubię :-) Pamiętaj,żeby kupić po drodze wino.Kocham Cię.Richard"
Kartka na drzwiach lodówki zamiast stęsknionych ramion męża.Nie była wcale zaskoczona.Zrobiła sobie zieloną herbatę,wzięła długą kąpiel i położyła się.Spała długo. W nocy zbudził ją odgłos otwieranego zamka. Zlekceważyła to,naciągnęła koc na głowę i przytuliła do poduszki.
Richard sądził,że nie ma żony w domu.Zapalił światło w kuchni i dostrzegł brak liściku na lodówce.
-Jesteś...-szepnął do siebie.Ruszył wściekły do sypialni.
Wywlókł Alex z łóżka,zaprowadził do kuchni.
-Gdzie kolacja?!-wrzasnął.
Kobieta,wystraszona i na pół śpiąca starała się ogarnąć Niezdarnymi ruchami zawiązywała troczki szlafroka,który złapała,gdy na siłę wyciągnął ją z pościeli.
-Zaraz kochanie.-próbowała go uspokoić.
Oberwała w głowę.Kolejne uderzenie w brzuch i padła pod nogi męża.Był tak rozjuszony,że nie patrzył na nią.Słyszała jego sapanie i czuła smród alkoholu.Udało się jej doczołgać do szafki.Wstała,podtrzymując się. Wtedy zaatakował po raz trzeci.Gdyby uderzył Alex,tak jak miał to w planie, z pewnością byłaby znów pacjentką tego samego szpitala,z którego wyszła. Tym razem kobieta była szybsza...
Runął na podłogę,zbroczony krwią.W jego szyi tkwił nóż.Pani McMillan stała przestraszona,nie mogąc wykonać żadnego ruchu.Płynęły minuty a ona stopniowo odzyskiwała świadomość. Kiedy dotarło do niej co zrobiła,zawiadomiła policję.
Sadysta z ostrzem w szyi nie dawał oznak życia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz