日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 2000
Było już po uroczystościach noworocznych,ulice znów ożyły stałym rytmem dni powszednich.Ludzie wracali do swoich obowiązków.
-Szef chce nas widzieć!Jakaś ważna sprawa!-usłyszałem przy wejściu.Zaraz też poszedłem za detektywem.
-Czy on wie,o czym będzie mowa,czy mam zacząć od początku?-burknął postawny mężczyzna za biurkiem.
-Tak,jest poinformowany o wszystkim.-odparł Tekanabo.
-Widzę,że lubisz działać bez porozumienia ze mną?Hmm?-chrząknął z dezaprobatą.
-Słuchaj...-zwrócił się do mnie.-Wiem,od Tekanabo,że od jakiegoś czasu jesteś włączony do sprawy,to nie tak,że moi podwładni robią sobie co chcą...-wyjaśnił.Wyciągnął do mnie rękę i przedstawił się:-Furui Ōku,szef policji.
-Proszę mówić mi Mumei.-odparłem,uścisnąwszy dłoń.
-Sprawa wciąż jeszcze nie ruszyła do przodu,bo Yakuza trzymają rękę na pulsie,jeżeli chodzi o aresztowania ich członków,czy nawet marnych ulicznych dealerów.Wszyscy są eliminowani zanim cokolwiek uda się z nich wyciągnąć!-na jego twarzy widać było emocje,jakie wywoływało śledztwo.
-Szefie,mam pewną propozycję...-odezwał się Ryutaro.-Myśleliśmy z Mumei nad pewnym posunięciem...
-...?
-Doszliśmy do wniosku,żeby on sam był naszą wtyką u Yakuza...-przerwał,widząc zaskoczenie przełożonego.
-A ty?Myślisz,że uda ci się do nich dostać i zdobyć ich zaufanie?-przeniósł na mnie wzrok.
-Ōku-san,jestem gotowy podjąć się tego.Będę z wami współpracował.-powiedziałem.
-Nie jestem zachwycony,że cywil musi odwalać robotę policji,ale jeśli to ma doprowadzić do zamknięcia nie tylko sprawy ale też bossów Yakuza,dołożę wszelkich starań,aby tobie to wynagrodzono!Od jutra zaczniesz oficjalnie pracować w wydziale kryminalnym razem z detektywem Tekanabo.Zrozumiano?
-Tak jest!-odparliśmy obaj z Ryutaro.
-Mam pytanie...-zagadnął jeszcze.-Poradzisz sobie bez broni?
-Tak.-odparłem.
-To dobrze.Rozumiesz przepisy nie pozwalają...-zaczął,ale przerwałem mu.
-Powiedzmy,że broń nie będzie mi na razie potrzebna.-uspokoiłem szefa.
-Zgoda!Z mojej strony to już wszystko,możecie iść. Do widzenia.
Wróciłem do siebie.W telewizji nadawano wiadomości,na ekranie pojawiło się zdjęcie człowieka podpisane: Togiro Usuka.
"-Skąd ja znam tę twarz?Nie to nie możliwe,żeby to był ten sam człowiek,który chciał mnie zabić w...1900 roku...przecież go skazano na ścięcie.Powiem jutro Tekanabo o tym Togiro Usuka.Jego też ktoś ożywił ale tu podają,że popełnił samobójstwo w czasie przesłuchania.Ilu jeszcze takich łazi po ulicach? Następne dni powinny przynieść jakieś konkretne odpowiedzi,bo jeśli nie,to wydostanę je choćby z pod ziemi!"
niedziela, 4 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz