wtorek, 6 sierpnia 2013

無名 Mumei. cz:20.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 2000


Na miejscu,zatrzymanym mężczyzną zajęli się policjanci.Tekanabo uprzedził agentów włączonych w naszą sprawę,żeby najpierw dokładnie go przeszukano a ręce przykuto mu do krzesła, każdą osobno.Miało to zapobiec kolejnemu wypadkowi,jaki przydarzył się wcześniej Togiro Usuka.
Weszliśmy do pokoju przesłuchań,gdy wszystko zostało przygotowane.
-Przeszukaliście go dokładnie?-upewnił się detektyw.
-Tak.Został sprawdzony jak żaden inny.-odparł rewidujący.Miał już wyjść,ale Ryutaro zawrócił go z powrotem.
-Jeszcze jedno...sprawdź mu usta i zęby!Szybko!-rozkazał.
Tamten wykonał polecenie,kazał więźniowi wystawić język.Zapalił latarkę i przyglądał się uzębieniu,szukając śladów zabiegów dentystycznych.
-Miał pan rację detektywie Tekanabo.Trzeba będzie najpierw zawołać do niego stomatologa,zanim go przesłuchacie.A niech mnie!Proszę samemu zobaczyć,Tekanabo-san!
Obaj mężczyźni zajrzeli w rozwarte usta przestępcy.W górnej ósemce,była założona plomba.Na pierwszy rzut oka,można by było wziąć ją za zwykłą,lecz okoliczności temu zaprzeczały...Pomimo zaawansowanej próchnicy,tylko ten jeden ząb był "wyleczony".
-Do czasu przybycia specjalisty,trzeba mu założyć jakiś knebel,żeby nie mógł przegryźć zawartości pod plombą.
Po półgodzinie przyjechał wezwany lekarz.W porozumieniu z szefem policji i detektywem,ząb został usunięty razem z jego zawartością.Przekazano go do laboratorium.
Tym razem przesłuchanie mogło zacząć się bez komplikacji.
-Witamy z powrotem.-odezwał się Ryutaro,wchodząc.
Mężczyzna miał opuchnięty policzek.Zaproponowałem,żeby na pytania kiwał albo zaprzeczał głową.Nie zwrócił na mnie uwagi.Mój towarzysz usiadł na przeciw niego przy stole.
-Jak się nazywasz?-padło pierwsze pytanie.Odpowiedzią była cisza.
-Żyłeś już kiedyś?-po raz kolejny odezwał się agent.
-Nie.-odparł przesłuchiwany.
Tekanabo zerknął na mnie pytająco.Wzruszyłem ramionami.Podszedł do interkomu i powiedział:
-Dajcie mi tutaj zdjęcia z katalogu numer:60.80!
Młody policjant przyniósł znany mi segregator.Detektyw przeszukał zawartość i z rozmachem rozłożył przed zatrzymanym gruby skoroszyt.Wskazał zdjęcie palcem:
-To ty!Zostałeś stracony w 1968,za bardzo poważne przestępstwo...zdradź mi swoją tajemnicę-po jaką cholerę łazisz jeszcze po ulicach?Mało ci było jednej śmierci?-mój kolega niecierpliwił się.
-Nie wiem czemu jestem na tym zdjęciu,skoro żyję.Nie ja popełniłem tą zbrodnię!-facet,gdyby nie był unieruchomiony,rozwalił by twarz detektywowi.Nie miał jednak tyle sił aby sprostać trzymającym go na krześle więzom.
-Pamiętasz cokolwiek?Np:dziwny sen,nietypową pobudkę?-podsuwał różne sugestie gliniarz.
-Miałem spotkanie...tamten chciał,żebym poszedł do niego-wskazał na mnie głową.-...i odebrał mu taki talizman,czy coś.Ostrzegł,że mam nic nie gadać,tylko,jak będzie trzeba,zabić i wrócić z tym medalionem...Bo inaczej on zabije mnie.
Tekanabo podszedł do mnie.
-Rozumiesz coś z tego?-zagadnął.
-Nie bardzo...-skłamałem.Coś jednak zaczynało do mnie docierać.Być może ktoś,kogo nie podejrzewałem o konszachty z Yakuza,właśnie z nimi się zbratał?
-Ok.Zawołam mojego kumpla,który rysuje portrety pamięciowe,zobaczymy z kim się spiknąłeś,kolego!-Ryutaro znów wcisnął guzik i powiedział:-Przyślijcie do nas portrecistę.
Po wielu poprawkach i przekładaniu folii z różnorakimi szkicami,wreszcie obraz,składający się z  wielu warstw celofanu ukazał się naszym oczom.Musiałem powstrzymać się od jakiegokolwiek komentarza na temat tego,kogo zobaczyłem na rysunku.
"-A jednak! Jesteś w to zamieszany...Więc chcesz wojny?Chętnie wezmę w niej udział...Tato...!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...