日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 2000
W kasynie zjawiłem się przed czasem. Podszedłem do baru i zamówiłem wodę gazowaną z lodem i cytryną.Chłopak obsługujący gości poznał mnie ale nie pokazał tego po sobie.To samo zrobiły dziewczyny,roznoszące napoje.Pani Mibōjin nie było.
Wybrałem ruletkę.Stało tam paru mężczyzn,którzy obstawiali wysoko i zgarniali wygrane,ku uciesze oblegających ich,młodych kobiet.
-Chciałbym dołączyć do gry.-obecni zrobili mi miejsce między sobą.
-Można obstawiać!-zawołał krupier.
Postawiłem swoje żetony na 3,nie myśląc o wygranej.Bardziej interesowali mnie zebrani tu,aniżeli szczęście w grze.Ruletka ruszyła,kulka wpuszczona w wir,terkotała chwilę po tarczy. Zarządzający grą,dał znak,że koniec zakładów i koło zatrzymało się.
-12!-ogłosił.
Spojrzałem na swoje zakłady,brakowało jeszcze dwóch liczb,żebym wygrał.Gracze,zaczęli szeptać.Nie spodobało się im,że los mi sprzyjał.Kolejne obstawione przeze mnie cyfry 10 i 11,które wypadły wywołały burzę oklasków pań i gniewne okrzyki ich partnerów.Zebrałem wygraną,nie było sensu dalej grać,miałem tylko zwrócić uwagę na siebie,co też się stało.
-Ty...-nieznajomy położył mi dłoń na ramieniu.Odwróciłem się.-Mój szef ma dla ciebie propozycję.Pójdziesz ze mną.-niby przypadkiem,odkrył co skrywa pod szytym na miarę garniturem.Cofnąłem się półkroku,udając strach.Na twarzy faceta pojawił się pełen politowania uśmiech.Poszedłem za nim do pomieszczenia,w którym byłem z Tekanabo parę godzin wcześniej.
Teraz było tam dość tłoczno.Dym z cygar i odór drogich trunków tworzył coś na wzór półprzezroczystej zasłony.
"-Sama śmietanka towarzyska"-pomyślałem.Mój towarzysz,podszedł do swojego pracodawcy i pochylony nad jego uchem,coś szeptał poufale.Na koniec,wskazał mnie palcem.Jakiś komentarz bossa na temat mojej osoby i po chwili ochroniarz znów zjawił się obok.
-Woła cię.-oznajmił,popychając.Uchyliłem się,ale popchnął mnie powtórnie,tym razem mocniej i dla dodania mi animuszu,sięgnął po spluwę.
Niespodzianie dla nikogo,padł strzał.Człowiek z dziurą pośrodku czoła,ugiął się w kolanach.Padł martwy.Moment ciszy,po którym wszyscy spojrzeli na dymiącą jeszcze lufę pistoletu jednego z bōryoku-dan'in (jap: członek organizacji przestępczej Yakuza).
Zabójca,odłożył broń na stół i zajął swoje miejsce. Mężczyźni podjęli przerwane konwersacje. Boss nieżyjącego,przywołał mnie gestem.
-Słuchaj,wygrałeś dziś sporo,już podczas pierwszego zakładu. Możesz zarobić więcej...zaproponował.
-Co będzie pan z tego miał?-udałem naiwniaka,który nie wie o czym mowa.
-A co jeszcze potrafisz,oprócz gry w ruletkę? Potrafisz walczyć?-prawie wymruczał pytanie.
-Zależy,o co i...jaka będzie należność?-uśmiechnąłem się porozumiewawczo.
-Za cztery dni,na zamkniętym lotnisku,o 23:00,zrozumiałeś?
-No jasne.-odparłem.Bez zbędnych grzeczności,powoli kierowałem się do wyjścia. Zarejestrowałem w pamięci miejsce,datę,godzinę i fakt,że strzelec już opuścił kasyno...
czwartek, 8 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz