sobota, 24 sierpnia 2013

Cryptonym "Summer Rain" cz.: 1

" Ludzkość dąży wciąż na przód, ku nowocześniejszej zagładzie..."

Północno-wschodnie wybrzeże Afryki. Rok 2115.

Stali skupieni w ciasną grupę na pustej plaży. Pilnujący ich żołnierze, byli uzbrojeni po zęby, każdy niestosowny ruch, mógł być poczytany jako próba napaści, czy znak do ucieczki. Nikt nie odważył się ryzykować. Dano im znak do marszu, kierunek wyznaczały patrole, podążające z przodu i z tyłu. Wszystko szło zgodnie z planem.
Droga do obozu w środku dziczy, zajęła im około trzech dni. Dotarli tam po południu, spragnieni, zmęczeni i głodni. Cały obóz liczył czternaście niezamieszkanych chat, jeńców zaś było dwudziestu.Podzielono więźniów na dziesięcioosobowe grupy i zaprowadzono do największej chałupy. Cała ta procedura od samego początku odbywała się bez zbędnego gadania, jedyne, co mężczyźni mogli słyszeć, to krótkie rozkazy, wykonywane natychmiast. Ci, którzy ich pojmali, musieli być bardzo dobrze wyszkoleni.
Wewnątrz, chata skrywała w sobie dwie olbrzymie, metalowe klatki, na całe szczęście puste. Zamknięto tam przyprowadzonych ludzi.
Zdecydował się zaczepić jednego z żołnierzy.
-Ej! Kiedy ci mężczyźni dostaną wodę i coś do jedzenia?!-na jego głos do krat zbliżył się potężnie zbudowany facet.
-Zamknąć gębę!-skierował lufę strzelby w jego głowę. Obecny przy tej scenie młody wojskowy, chwycił szybko za broń tamtego, opuszczając w dół. Wspiął się na palce i coś  mu szeptem tłumaczył. Typ spuścił z tonu:
-Żarcie będzie wieczorem!-odparł. Wyszedł z chłopakiem na zewnątrz , zostawiając ich samych.
Usiadł. Zdążył zaobserwować ważne szczegóły, które mogłyby mu się przydać podczas ucieczki. Jego umysł pracował o wiele sprawniej, niż towarzyszy niedoli. Był jednym z tych, których ludzie w jego wsi nazywali "odmieńcami". Cała rodzina żyła, pośród zwykłych mieszkańców od lat i nikt nawet nie domyślił się ich prawdziwego pochodzenia.
Prawda była taka, iż jego rodzice byli organizmami, wyhodowanymi sztucznie i genetycznie zmodyfikowanymi. Gdy dobrano w parę ojca i matkę, nikt nie zdawał sobie sprawy, że tych dwoje będzie potrafiło się w sobie zakochać... Tak się niestety stało. Gdy organizm płci męskiej ( jak ich nazywano w NASA ), jakimś sposobem dowiedział się o ciąży partnerki, spowodował pożar i uciekł razem z nią. Naukowcy nie odnaleźli rodziny uciekinierów, ponieważ żadne z nich nie miało wszczepionego chipa, jako przeznaczeni do badań kontrolnych, byli, po dokonanych doświadczeniach po prostu zabijani.
Udało im się przedostać na wyspę a ludzie ze wsi dali im schronienie jak zwykłym śmiertelnikom.
Gdy miał piętnaście lat, matka opowiedziała mu o ich przeszłości i o tym, że jest inny, ale nie wolno mu było się do tego przyznawać.
" - Hǔ, musisz mieć się na baczności przed ludźmi  Mogą sprzedać cię jak zwierzę, jeśli dowiedzą się o twoich nadludzkich zdolnościach i pochodzeniu.Pamiętaj!"-ostrzegał ojciec.

Po zachodzie słońca dostali jakieś owoce i wodę, to miało im wystarczyć za posiłek. Wygłodniali, rzucili się na pożywienie i jedli łapczywie, podobnie uczynili z wodą. Nikt z nikim się nie podzielił, myśl, że jutro może nie być nawet tego, popychała każdego do martwienia się o siebie. Prawo dżungli dawało brutalną szkołę życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...