poniedziałek, 12 sierpnia 2013

無名 Mumei. cz:23.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 2000


Zamknięte lotniskoTōkyō, godz: 22:45

Zatrzymałem wóz na polnej drodze prowadzącej na stare lotnisko.Nie wysiadłem,czekałem na pojawienie się bossa poznanego w kasynie.Od mojego przyjazdu na miejsce upłynęło jeszcze około pół godziny,gdy światła samochodów Yakuza zalśniły na tle nocy. Wtedy poszedłem na umówione miejsce.
Nie tylko Yakuza mięli być obecni na placu.Okazało się,że przybyli inni "zawodnicy" i ich menadżerowie.Mój znajomy odnalazł mnie. Zaciekawiony,zapytał:
-Mam nadzieję,że NA PRAWDĘ umiesz powalić przeciwnika,co?
Nie odezwałem się.Facet miał dziwny zwyczaj zadawać pytania,które działały mi na nerwy. Obserwowałem przygotowania do walk.Zawodnikami byli mężczyźni w  wieku od 20 do 40 lat.Wszyscy byli w mniejszym lub większym stopniu zaawansowani w treningach sztuk walki, ale też w walkach ulicznych,gdzie brak jakichkolwiek zasad, wyróżniał mistrzów spośród tych, którym udało się przeżyć...
-Walczysz jako pierwszy.-zaszedł mnie z tyłu boss.-Żebym nie musiał martwić się o naszą wygraną! Pamiętaj!-odszedł,nim ja zdążyłem to zrobić.Poczuł chyba tę samą niechęć do mnie,co ja do niego.
Na środku lotniska stawił się organizator.Informował zebranych o zachowanie dystansu potrzebnego do obserwowania rozgrywek.Zaczęto zakłady i wszyscy stanęli w kręgu, wyciągając pieniądze w kierunku człowieka,zbierającego noty.Po całej tej przepychance,kazano nam zająć miejsce obok sędziego. Nagle dowiedziałem się,że nadano mi ksywę "Yami" (jap: Mrok).
-Jako pierwsi staną do walki: Yami!-pokazał na mnie.-...oraz...pięciokrotny zwycięzca starć: Aka-oni! (jap: Czerwony Demon)
-Hajime! (jap: zaczynać!)
Mój przeciwnik nie znał mnie,nie wiedział na co ma uważać.Krążył dookoła starając się czegoś nie przeoczyć.Stałem spokojnie,czekając na jakiś ruch.Nie prowokowałem go.Wreszcie zdecydował się na atak.Proste,niewysokie lecz mocne kopnięcie. Wystarczyło niespodziewane nadepnięcie mu na stopę,nogi podtrzymującej.W jego oczach pojawiło się zaskoczenie,gdy popchnąłem go na ziemię.Usiadł z impetem.Zerwał się na nogi, tym razem próbójąc dosięgnąć mnie kopnięciem w wyskoku.Był zbyt blisko i wykorzystał to.Zahaczył mnie nogą. Poczułem jak grunt ucieka mi spod stóp.Otrząsnąłem się natychmiast.Spryciarz,nie pozwolił mi jednak wstać Jego pięściarska seria nie odniosła pożądanego skutku.Chaotycznie wyprowadzane uderzenia,mogłem odparować.Na koniec skrzyżowałem przedramiona chłopaka tak mocno,że zawył z bólu.Uciszyłem go ciosem prosto w twarz.
Obserwatorzy byli zawiedzeni swoim idolem.Ktoś dźwignął pokonanego z podłoża i wciągnął w tłum gapiów.Zostałem sam na środku.
-Kolejnym przeciwnikiem Yami jest...-krzyknął sędzia.
-Ja...-mężczyzna pojawił się znikąd.To zabójca sprzed czterech dni,chciał zmierzyć się ze mną.
-Pana godność?-zapytał nasz arbiter.Odepchnięty,wystraszył się nieznajomego.Nie wrócił nawet na miejsce.
Atak nastąpił niespodziewanie.Przewróciłem się twarzą do ziemi i nagle on skoczył na mnie,przygniatając.Nie byłem w stanie złapać tchu.Rozbawiło to mojego pogromcę,zaczął się głośno śmiać. Przytrzymując mnie ciągle, jedną ręką zerwał mi z szyi Smoczy Medalion.
-Nie sądziłem,że tak gładko mi z tobą pójdzie bękarcie!-wrzasnął.
W tym momencie,wróciły mi wszystkie siły.To był oprawca mojej matki i zabójca Shisetsu!
-Zabiję cie!-odwróciłem się na obolałe plecy,wykręciłem depczącą mnie stopę w kostce i odepchnąłem od siebie.Odskoczył ale nie stracił równowagi. Dopadłem do niego,uderzyłem w krtań.Chwyciłem mordercę wpół i rąbnąłem nim o ziemię,aż wyzionął parszywego ducha. Dokoła rozległy się wiwaty.Trup wysunął mi się z rąk.Boss pokazał mi gruby plik forsy,przytulając mnie poufale do siebie.Nie namyślając się,wpakowałem mu łokieć w żołądek.Zwinął się i zatoczył.Kiedy się obrócił,celował do mnie z pistoletu.Szybki kopniak wytrącił mu broń,a kolejny posłał go w grupę mężczyzn.Upadli razem jak kręgle po strąceniu kulą.Zebrałem rozsypane banknoty. I wtedy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...