日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 2000
Załatwianie formalności,odnośnie mojej współpracy z kryminalnymi miałem za sobą.Wszystko poszło gładko,nie było więc sensu dłużej zwlekać z podjęciem zadania.
-Chodź ze mną do mojego biura,pokażę ci coś,co może nam się przydać.-Tekanabo wziął mnie za rękaw,pociągnął za sobą.
Na ekranie laptopa wyświetliły się zapisane pliki.Detektyw otworzył kilka z nich.
-Patrz.Zdjęcie twojego znajomego z metro,data i godzina zapisu...Dajmy zoom...A oto nasz poszukiwany!-uśmiechnął się do mnie.
-To parę dni temu!Ustalono już adres tej kamery?-mnie także ucieszyło to ujęcie.Mięliśmy szansę na znalezienie ożywionego człowieka.-Jest jeszcze coś.-zagadnąłem Ryutaro.
-Mam adres,o który pytałeś.-wziął wydrukowane zdjęcia,sprawdzając zgodność z informacją na monitorze.Podsunął mi jedną kartkę i spytał:-A co z tym "czymś",o którym zacząłeś mówić?
-Mieliście ostatnio trupa podczas przesłuchania...
-Skąd ty...?
-Z telewizji.-odpowiedziałem.-Ten wasz zatrzymany,już raz stracił życie,w 1900 roku.
-Skoro i tak nie żyje,może będzie lepiej,jak odszukamy tego co jeszcze może nam coś powiedzieć?
-Ok,ruszmy się!Masz rację,żywy jest bardziej pomocny,niż samobójca.-wziąłem zdjęcie i poczekałem przy drzwiach na detektywa.
Pojechaliśmy pod adres wskazany na wydruku.Każdy z nas zajął się budynkami po przeciwnej stronie ulicy.Chodziliśmy od drzwi do drzwi,wypytując o mężczyznę widniejącego na fotografii.Zaczepialiśmy też przechodniów.Bez rezultatu.
-W żadnym z tych domów,nie mieszka nasz zombie...co on tu właściwie szukał?-zastanowiłem się głośno.
-Może chodziło o ciebie?Przypomnij sobie,byłeś tu kiedyś?-Tekanabo nie zniechęcił się niepowodzeniem.
Rozejrzałem się,próbując skojarzyć jakoś to miejsce ze zdarzeniami z dawnych lat.Przymknąłem na moment oczy i wspomnienia zaczęły napływać jedno za drugim.
-Już wiem.Był pewny,że to miejsce nie zmieniło się od tamtego czasu,kiedy go tu widziałem.Sprawdzał,czy tu mieszkam.
-To znaczy?
"-Nie daj się sprowokować do zwierzeń!"-skarciłem siebie w myślach.Głośno odrzekłem:-Mieszkałem tu.
-Zaraz!Nie powiesz mi chyba,że...-zaczął się zastanawiać gliniarz.
-Nie powiem!-uciąłem jego domysły.-Twoje przypuszczenia poszły w złym kierunku,to wszystko.
Patrzył na mnie,zaskoczony moim zachowaniem.Łatwo mi było domyślić się,co mógł wywnioskować na mój temat."-Bezsensownie dałem ponieść się jego wyobraźni!"-przeszło mi przez głowę.
-Mam pomysł,gdzie mógłby być ten facet.-nie dodałem nic więcej,tylko poszedłem i wsiadłem do samochodu.Ryutaro po chwili,także uczynił to samo.Silnik zaskoczył,skierowaliśmy się do północno-wschodniej części Tōkyō .
***
Lokal nie wyróżniał się niczym szczególnym.Stali bywalcy,oblegali stoły bilardowe,nowo przybyli,musieli zadowalać się rozmowami przy niedużych stolikach lub miejscami przy barze.Taki,niepisany "regulamin".W razie jakichś odstępstw od niego,klientowi groziła intensywna terapia,więc panował tu względny spokój.Nasz widok zwrócił uwagę grających,reszta nie obdarzyła nas swoim zainteresowaniem.
Detektyw sięgnął do kieszeni po odznakę,nim zdołałem zaoponować.Jego pomyłka sprawiła,że co odważniejsi podeszli do nas z tyłu,nie odkładając kijów bilardowych.
-I co żeś narobił!-warknąłem na niego.-Myślisz,że od twojego machania blachą ktoś zmięknie i zacznie sypać?!
-Mam tylko parę pytań!-krzyknął Tekanabo.
-O parę za wiele...-odezwał się ktoś za naszymi plecami.Odwróciliśmy się.
-Znacie może tego przystojniaka?-pokazał zdjęcie jednemu z grupy.Cwaniak wyciągnął je z palców znienawidzonego gliny i nawet nie spojrzał.Skrawki papieru posypały się na podłogę.
Następne głupie posunięcie mojego towarzysza i gromada wściekłych fanów karczemnych przepychanek,rzuciła się na nas.Miałem po dziurki w nosie,nieprzemyślanych pomysłów Ryutaro,ale jedyne co mogłem zrobić,to całą złość wyładować na atakujących przeciwnikach.
W pewnej chwili,drogę zastąpił mi...facet z metro!
-Szukasz mnie?-wychrypiał.-Bo ja ciebie też...-zamierzył się i rąbnął mnie w twarz.
Byłem oszołomiony ciosem,widziałem przez mgłę nadchodzącego mięśniaka.Skupiłem uwagę na ruchu sylwetki.Udało mi się tym razem zareagować prawidłowo.Zszedłem mu z drogi,przechwytując wyciągniętą do przodu rękę,Znalazłem się za nim,wymierzając mu kantem dłoni cios w szyję.Nasze starcie zakończyło się.Nieprzytomnego posadziłem na krześle.
Mojemu koledze walka z chłopakami też się powiodła,chociaż wyglądem nie przypominał już pewnego siebie detektywa.Tamci sponiewierali go co nieco.
-Mamy go!-powiedziałem triumfalnie.
-Nareszcie...-sapnął zmęczony Tekanabo.-Zabieramy na posterunek naszego śpiącego księcia!-dodał zapinając przestępcy kajdanki.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz