St. Joseph's Hospital. Phoenix, Arizona.
-Przypadek pana siostry nie jest odrębnym. To mogło się zdarzyć chociaż nie musiało. Sam pan przecież powiedział, ma ostrą postać jaskry.-doktor pospiesznie przemierzał długi korytarz. Starał się wytłumaczyć oburzonemu mężczyźnie, że niewidoma kobieta może zostać przyjęta dopiero za pół roku. Ten jednak nie bardzo chciał go wysłuchać.
-Proszę dać mi pańskie słowo,że jeżeli będzie miała skierowanie na zabieg, to będę mógł liczyć na to,iż wykonają go właśnie tutaj. Proszę!-nalegał.
Lekarz zatrzymał się pod drzwiami jednego z oddziałów. Westchnął głęboko i spojrzał na natręta.
-Najpierw skierowanie...wtedy będziemy mogli zajmować się pańską siostrą.-poklepał Conora po ramieniu i odszedł.
Wrócił do samochodu. Usiadł za kierownicą i zamyślił się. Dzwonek komórki zabrzmiał jak fanfary. Sięgnął po aparat.
-Słucham?
-Dzień dobry panie McMillan. Tu Acero, czy to prawda, co przydarzyło się pana siostrze?
Conor słysząc głos sędziego, uśmiechnął się.
-Dobrze, że pan do mnie zadzwonił. Musimy się spotkać.-rzucił do słuchawki.
-Kiedy będzie pan w Greenbelt?.-spytał prawnik.
-Będę w mieście jutro wieczorem, czy nazajutrz będzie pan miał czas, powiedzmy o piętnastej?-głos po drugiej stronie potwierdził.-W takim razie, do zobaczenia pojutrze.-wcisnął guzik i zakończył rozmowę.
Greenbelt, Maryland.
Agnes czekała na niego na lotnisku. Miała dobre wieści, rozprawa Alex odbędzie się, gdy pozwoli na to jej stan zdrowia. Lekarz prowadzący panią McMillan, opisał szczegółowo chorobę, przebieg leczenia i skutki uboczne jadu, które spowodowały kalectwo. Sędzia miał już kopię raportu ze szpitala, dlatego postanowił zaczekać ze wznowieniem rozprawy. Conor był wdzięczny lekarce za pomoc. Ich przyjaźń, zaczynała się rozwijać. Dwoje obcych sobie ludzi, łączyła teraz nie tylko wspólna walka o przywrócenie wolności jego siostrze, ale także coraz większa zażyłość. Umówili się na wspólną kolację.
Następnego dnia, podczas rozmowy z sędzim Acero, pan McMillan był zadowolony z obrotu sprawy. Wszystko było tak, jak przekazała mu doktor Linden.
Przyjechał do szpitala jak tylko mógł najszybciej. Alex leżała z opatrunkami na oczach. Poczuł dławienie w gardle, ale przymusił się do nie okazywania współczucia.
"-Nie tego teraz potrzebuje!"-upomniał siebie w myślach. Przywitał się, jak zwykle całusem w policzek. Wiedział,że lubiła kiedy tak robił. Kobieta uśmiechnęła się.
-Cześć braciszku! Wiedziałam,że to ty.-powiedziała.-Jak tylko stanąłeś w progu, poczułam twoją wodę po goleniu, więc widzisz,że jakoś daję sobie radę.
-Jesteś silna, jak zawsze siostrzyczko.-ujął jej dłonie w swoje, przysiadł na łóżku.-Mam dobre nowiny...-zaczął.-Twoja kara może ulec złagodzeniu, albo nawet wyjdziesz na wolność!-oznajmił siostrze.-All, słyszysz? Nie cieszysz się?-był zdziwiony jej reakcją.
-Cieszę...-szepnęła. Kujące kropelki pod bandażami wyrwały się na wolność.Patrzył na łzy kobiety, nie powstrzymując swoich.
-To łzy szczęścia kochana...-przytulił chorą do siebie.
Kobieta, objęła brata za szyję. Czuła się przy nim bezpiecznie. Dał jej gwarancję, że po latach poniżania i maltretowania, będzie mogła zacząć wszystko od początku. Nie wiedziała, jak da sobie radę bez wzroku, ale przecież Conor jej pomoże. Nareszcie nie będzie sama!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz