" Ludzkość dąży wciąż na przód, ku nowocześniejszej zagładzie..."
Běihǎi. Rok 2115.
Pili herbatę i rozmawiali. Milla opowiadała o swojej pracy, o prowadzonych przez nią osobnych niż jej zwierzchnicy, badaniach nad "Renewable". Poruszyła temat, przywiezionego do szpitala mężczyzny, dodając, że dzięki kamerze w hallu,dowiedziała się kto mu pomógł.
-Jak on się czuje?-spytał.
-Niestety...-powiedziała ze smutkiem.-Wiem, co go zabiło.-popatrzyła na niego.
-Co ty powiesz?-odparł niegrzecznie.-Tak się składa, że chcieli nam wszystkim to zrobić!
-Przepraszam, nie rozumiem, o co ci chodzi?-była zdezorientowana.-Kto, mu to zaaplikował?
-Co zaaplikował? O czym, w ogóle my mówimy?-zirytował się.
Dziewczyna odczekała chwilę, aż się uspokoił.
-Ok. Od początku. Najpierw ja wytłumaczę tobie, co chciałam przekazać potem ty opowiesz, co się stało.-powiedziała ugodowo. Zgodził się.
-Pobrałam krew twojemu koledze. Wynika z niej, że był już nosicielem bakterii "Renewable", a ktoś wstrzyknął mu kolejną dawkę. Dwa szczepy zaczęły się nawzajem zwalczać, chcąc przejąc kontrolę nad ciałem. Skutkiem czego, po paru tygodniach, zmarł w agonii.
-Wojskowi naukowcy, wszczepili mu jakieś bakterie? Oni, tam w Afryce, chcieli je podać wszystkim, których pojmali. Do czego im tacy bezwolni najemnicy? Widziałem, do czego zdolny jest człowiek, po podaniu tego zastrzyku. Rozerwał tamtych żołnierzy na strzępy.
Milla słuchała z uwagą.
-Hǔ, czy wiesz dlaczego was porwali?-naukowiec miała już pewną teorię, ale chciała usłyszeć odpowiedź.
-Nie wiem.-zrobił zdziwioną minę.
-Miałeś ostatnio pobieraną krew? Jakieś badania ogólne?-zaskoczyła go kolejnym pytaniem. Myślał kilka sekund, po czym, odpowiedział:
-Robiłem badanie, potrzebne mi było do nowej pracy... Pobrali mi krew...-poczuł niesmak w ustach. Zdał sobie nagle sprawę, że to go wydało. Teraz, muszą się wyprowadzić nie tylko z domu, ale i z miasta.
-Idź już! -zażądał nagle.-Musze powiedzieć moim rodzicom, że grozi nam niebezpieczeństwo!-wyjaśnił.
Lake nie ruszyła się z miejsca. Podszedł do niej zaskoczony.
-Dalej! Rusz tyłek i wyjdź stąd!
-Nie. Pomogę tobie i twojej rodzinie. Zadzwonię po nasz śmigłowiec i zabiorę was w bezpieczne miejsce. Zaufaj mi.- wyjęła z kieszeni komórkę.
Pobiegł do rodziców. Byli wstrząśnięci wiadomością, że tak nagle zostają pozbawieni dachu nad głową. Pakowali się rozmawiając szeptem.
-Helikopter będzie za godzinę na dzikiej plaży.-oznajmiła.
Hǔ wziął gościa na bok. Jedno nie dawało mu spokoju.
-Czy ty wiesz to, co tamci o mnie i moich bliskich? Powiedz prawdę!
Potwierdziła. Wiedziała, że nie ma sensu kłamać komuś, kogo życie jest tak zagrożone jak tych ludzi.
-Co będzie z moją matką i ojcem? -chciał wiedzieć.
-Proszę, zaufajcie mi...-szepnęła. Taka odpowiedź nie wystarczyła.
-Zapamiętaj, jeżeli któremuś z nich, coś się stanie, to słowo daję, nie będę miał żadnych skrupułów aby cię zabić...
Zapanowało niezręczne milczenie, przerywane, cichym płaczem matki...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz