Więzienie Estrella. Phoenix, Arizona.
Autobus zatrzymał się u celu podróży. Kobiety wysiadły i ruszyły do pracy. Miały przed sobą pobocza drogi, które trzeba było oczyścić z wszelkich zanieczyszczeń. Przechodziły w milczeniu, każda skupiona na własnych myślach.
Strażniczki czujne, choć widać było gołym okiem znudzenie na twarzy każdej z nich, przypatrywały się dziewczynom w pasiakach. Monotonia obowiązku dawała się solidnie we znaki, upał, uzbrojenie po zęby i brak odpoczynku powodowały, że do tej roboty powoływano tylko te kobiety, które były zdrowe, przeszły odpowiednie szkolenie i miały silną osobowość i psychikę. Czyli, jak powiedziałyby osadzone: "Cyborgi".
Po krótkim śniadaniu, pozostało im jeszcze około trzech godzin w pełnym słońcu. Czas na toaletę i ewentualnie, napicie się, to rzadkie, kilkusekundowe "zrelaksowanie".
Alex ledwo patrzyła na oczy. Bolały ją ale nie mogła pozwolić sobie na skargę. Ostatnio, gdy powiedziała o silnym bólu, jedna z więźniarek próbowała ją skopać w kiblu. Teraz wolała uważać na to co i kiedy mówi. Zbierała śmieci,wyrywała co większe rośliny, wrzucając do dużego worka. Zapełniła ich chyba ze trzy, najgorsze były martwe zwierzęta. Lubiła stworzenia, te, które znajdowała sprawiały, że nie raz miała mdłości. Dostrzegła kolejną ofiarę jakiegoś pojazdu. Pochyliła się i wzięła w rękę nieżyjącego gada. Pakując truchło do celofanu, poczuła dotkliwszy ból, niż kiedykolwiek. Zajrzała do worka, chcąc sprawdzić o co się skaleczyła i nagle zaczęła krzyczeć.
Wszystkie spojrzały w jej stronę, najbliżej znajdująca się ze strażniczek, podbiegła z wyciągniętą bronią.
-McMillan, co znowu, do cholery?!-wrzasnęła,próbując przekrzyczeć przerażoną kobietę.
W pakunku, coś się poruszyło. Ciche grzechotanie i szelest folii wystarczyły by domyślić się, co się właśnie stało. Strzeliła dwa razy w poruszający się worek. Przykucnęła przy Alex i połączyła się przez krótkofalówkę z szeryfem. Wdowa leżała przed nią, miała dreszcze i leciała jej krew z nosa. Po chwili strażniczka wezwała śmigłowiec sanitarny.
Zabrano ukąszoną do szpitala w asyście dwóch strażniczek.
-Zaczyna się dusić!-zaalarmował młody pielęgniarz. Lekarz natychmiast wydał odpowiednie polecenia. Wokół noszy zrobił się ruch. Ciągły sygnał respiratora, nie wróżył nic dobrego...
" Była w domu. Richie leżał na kanapie i oglądał telewizję. Leciał jego ulubiony program, więc nie wolno było mu przeszkadzać. Zresztą nie chciała kolejnej awantury. Wyszła z wanny i osuszyła się ręcznikiem,narzuciła szlafrok. Przeszła do swojego pokoju.
To, żeby miała "własny" pokój, wymyślił Richard. Miał inny obraz małżeństwa, niż mężczyźni, których znała. Związek dwojga ludzi, według jej męża, polegał głównie na byciu ze sobą, bez jakiejkolwiek troski o drugą osobę.
Powoli wdrażał swoje dziwactwa w rzeczywistość. Pojawił się osobny samochód, pokój, życie intymne było koniecznością... Oto nędza i rozpacz ogniska domowego. Zaczęły się też groźby. "-Nie rób tego bo..." i wiele różnych tego typu tekstów o dziwnym, złowieszczym brzmieniu. Po roku takiego pseudo małżeńskiego pożycia, miała dosyć. Kiedy po raz pierwszy ją uderzył, zreflektował się i przepraszał, obiecując poprawę. Poprawił się na gorsze.
Zajrzała do kuchni, nikogo. Zrobiła sobie kanapkę, jadła przy stole, gdy przyszedł Richie. Wystarczyło spojrzeć mu w oczy. Wiedziała, że musi uważać teraz na każde słowo.
-Dla mnie zabrakło?-zapytał.
-Jest chleb i...-zakrztusiła się. Chwyt za gardło zdławił kobietę.
-Nie obchodzi mnie to! Słyszysz?! Gówno mnie obchodzisz!- darł się.
Umilkła. Richard puścił żonę. Usiadł na krześle i nic nie mówił. Chciała wyjść z kuchni,zostawić go samego z jego problemami, o których nigdy jej nie opowiadał, twierdząc, że i tak by go nie zrozumiała.
-Ty zawsze musisz to robić...!-twardy ton zadźwięczał jej w uszach. Stanęła w progu.
Mężczyzna przyskoczył do Alex i zadał jej kilka ciosów nożem w klatkę piersiową. Chciała krzyknąć ale tylko zacharczała...Wydawało jej się, że zapada się w białe światło."
-Mamy ją!-dotarły do Alexandry obce głosy. Szarpnęła się, przynajmniej tak jej się zdawało. Nie odróżniała snu od rzeczywistości. Jad grzechotnika, wciąż dokonywał zniszczeń w jej ciele.
Po dotarciu do szpitala, McMillan trafiła na intensywną terapię, gdzie podjęto dalsza walkę o jej życie.
Stan kobiety był bardzo poważny. Traciła i odzyskiwała przytomność. Lekarze robili co mogli aby ustabilizować funkcje organizmu.
Brat dziewczyny, postarał się o zgodę sędziego na to, by mógł być przy niej na oddziale.
Po tygodniu dostrzeżono postęp w leczeniu. Alex powoli zaczęła wracać do zdrowia. Miesięczna rehabilitacja odniosła sukces, kobieta w pełni odzyskała władzę w członkach. Wszyscy byli przekonani, że powrót wdowy po bogatym Mackenziem, do Estrella, to tylko kwestia czasu.
Szła korytarzem do swojej sali, była w sklepie szpitalnym po zimny napój. Pociemniało jej przed oczami. Myślała, że to przejściowe, odszukała krzesło i usiadła. Oddychała głęboko, chcąc zapanować nad ogarniającym przerażeniem.
-Pani McMillan?Proszę wrócić już do siebie, strażniczka się denerwuje.-pielęgniarka podeszła do Alexandry. -Wszystko w porządku?-dotknęła kobiety.
-Nie...nie jest w porządku.-odezwała się więźniarka. -Ja...oślepłam.-dodała.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz