Nawet obecność Bożego posłańca nie ukoiła rozdzierającego bólu, jaki przeżywał Jezus... Bladą twarz pokrywały strugi krwi, ciało drżało w przeczuciu niebezpieczeństwa. Apostołowie spali, choć ich zapewnienia, że wytrwają z Nim do końca, były bardzo żarliwe i wypowiedziane od serca.
Joshua i jego syn poszli szukać Judasza. Rozglądali się czy nie napotkają go przypadkiem na drodze do Jerozolimy, ale nikogo nie było widać. Już w mieście, ośmielili się zapytać dwóch rabbich, stojących na ulicy, czy nie widzieli samotnego mężczyzny. Jeden z nich odparł, iż mijał go ktoś, podobny do opisywanego, wskazał kierunek w którym poszukiwany się udał. Jonatan i jego ojciec podziękowali i udali się za Apostołem.
- Ojcze, co Judasz chce zrobić? Jest noc, nigdy nie mięliśmy aż tak pilnych spraw, by załatwiać je późną porą...
- Jonatanie, któregoś razu, byłem na rynku z Judaszem. Podszedł do mnie i powiedział, że ma sprawę do arcykapłanów, którzy byli obecni przy przepędzaniu handlarzy ze świątyni. Wspominał coś, że chce im wszystko wyjaśnić, czy jakoś tak... Wtedy, prawdę mówiąc, nie miałem pojęcia, iż te spotkania mogą mieć inne przyczyny. Gdy jednak nasz ukochany Rabbuni, powiedział, że ktoś z nas Go zdradzi, przyszedł mi do głowy właśnie on... Chodźmy, może nie jest za późno!- Joshua przyspieszył kroku.
Uczniowie weszli do przedsionka pałacu arcykapłana Kajfasza. Dobiegły ich strzępy głośnej rozmowy.
- To on!!! - zbyt głośno powiedział chłopak.
Straszy mężczyzna położył palec na ustach. Przemknęli za gruby filar, potem za następny. Strażnicy pałacowi byli rozstawieni w dość dużej odległości od siebie. Niezauważenie przedostali się do sali głównej. Usłyszeli dialog:
- ...szedł do Ogrodu Getsemani, są tam trzej moi bracia.
- Jesteś pewien, że tylko trzej? - upewnił się dowódca.
- Eee... - zająknął się zdrajca. - Chyba, chyba poszedł tam też taki starzec... - dodał niepewnie.
Joshua nie wytrzymał. Wyszedł z ukrycia i podszedł do Judasza.
- Mylisz się Judaszu! Jestem tu!
Apostoł wystraszył się. Tuż za nim stał Jonatan. Iskariota obejrzał się i zasłonił przedramieniem przed nagłym ciosem młodzieńca. Kajfasz z wojskowym chwycili chłopaka za ręce i boleśnie wykręcili do tyłu.
- Straż! Zabrać obydwu do lochów! - krzyknął szanowny gospodarz.
- Nie! Zostawcie mojego ojca, nic złego nie zrobił! - na próżno usiłował oswobodzić się z silnego uchwytu. - Tato, obiecaj, że nie powiesz co tu widziałeś i słyszałeś, muszą cię wypuścić!
- Milcz! Po czyjej stronie jesteś?! - zganił syna Joshua. Jego też pochwycono. Słudzy zabrali obu do ciemnych lochów pod pałacem.
W sali kontynuowano spisek...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz