poniedziałek, 18 listopada 2013

"Vademecum dla tych, którzy nie szukają drogi do nieba" cz. 5

- Na miłość boską, coś ty zrobił?! - kierujący akcją omal nie zszedł na atak serca, widząc narzucony koc na to, co zostało z człowieka.
- Ja nic nie zrobiłem! - bronił się przed oskarżeniem kolegi. - Nie mam zamiaru oglądać rozwalonych zwłok!
- Może, w ogóle nie powinieneś być gliną! - rzucił wściekły dowódca.
Także koroner przybyły na miejsce był zdenerwowany. W końcu zabrano narzutę, ciało i zaczęto zwykłą, żmudną procedurę zbierania odcisków palców i śladów.
Nie był już potrzebny. Wrócił na posterunek, wiedząc, że nagrabił sobie przez to co zrobił. Usiadł za swoim biurkiem i poczuł ucisk na plecach.
"- Książka!"- wyciągnął ją z ukrycia, i otworzył.
- Co...??? - zachłysnął się, widząc zdjęcie, na którym był on w pokoju zamordowanego. - To głupi żart! - krzyknął, rzuciwszy vademecum na podłogę. - Myślicie, że dam się tak traktować?
Patrzyli na niego, co niektórzy ośmielili się puknąć palcem w czoło. Jeden z jego nielicznych kolegów, podszedł do niego i zapytał:
- O co ci chodzi?
- Ktoś zrobił mi kompromitujące zdjęcie i wkleił je do tej książki! - wskazał niebieski tom walający się po kafelkach.
Mężczyzna podniósł go i przewracał stronę po stronie, nic nie mówiąc. Po przekonaniu się, iż nie ma w tej książce nic o czym mówił jego kolega, oddał mu ją.
- Tu nic nie ma... Nawet nie jest zapisana jak zwykła książka... Musiałeś się zdrzemnąć i ci się po prostu przyśniło.
- Jak to? Było moje zdjęcie!!! Przysięgam!!! - machał tomem, wskazując miejsce, gdzie chwilę wcześniej odkrył fotografię.
Jego przyjaciel polecił mu, by wziął parę dni wolnego i odszedł do swoich spraw.
Posłuchał jego rady, kilka dni wolnego na pewno mu nie zaszkodzi. Przy drzwiach wyjściowych, wrzucił vademecum do kosza na śmieci i wyszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...