Zacheusz był bardzo hojny, oddał majątek biednym i tak jak stał poszedł z Jezusem. Jego przyjaciele byli wielce zbulwersowani i nie omieszkali rozpowiedzieć rodakom, co takiego zrobił. Całe Jerycho trzęsło się od plotek. On nie przejmował się wcale, całkowicie zaufał Nauczycielowi. Joshua był pod wielkim wrażeniem tak śmiałego postępowania. Polubił nowego ucznia.
Nim doszli do Jeruzalem, Pan zatrzymał się by nauczać. Tłum był dokoła nich, a wszyscy cisnęli się aby dotknąć szat, a nawet znaleźć się w cieniu Yeshuy, wierząc w Jego moc uzdrawiania.
Mistrz zapytał otaczający ich lud:
- Jak myślicie, Królestwo Boże nastanie wraz z godnością królewską, którą tak bardzo chcecie mi nadać? Otóż przyjaciele, posłuchajcie tej przypowieści... Był pewien szlachcic, wielce zamożny. Któregoś dnia przywołał swoje sługi i rzekł im: "- Daję wam dziesięć min, niech każdy z was pomnoży je według swego uznania. Zwrócicie mi je kiedy wrócę jako wasz król." Lecz pomimo tak wielkiego zaufania do swoich podwładnych, jego słudzy a nawet współobywatele, nienawidzili swego zwierzchnika. Gdy wyjechał, posłano za szlachcicem człowieka z oświadczeniem: " Nie chcemy, aby ten panował nad nami." Szlachcic otrzymał godność królewską i powrócił do swego miasta. Sprawiedliwie rozsądził swoich służących. A ludzi, którzy byli przeciw temu, by został władcą, rozkazał ściąć...
Tłum słysząc zakończenie nauki, począł szeptać... Nie słyszano bowiem, tak mocnych słów z ust Pana. A Jezus przeszedł pośpiesznie między ludźmi i sam szedł w kierunku Jerozolimy. Zdziwienie ogarnęło Apostołów i uczniów, pobiegli za Nim, dorównując Mu kroku.
W Jeruzalem.
Przed miastem, Yeshua poprosił Jonatana i Joshuę o przyprowadzenie osiołka.
- Tu nie ma żadnych osłów Mistrzu...- powiedział Jonatan zdziwiony.
- Pójdźcie do wsi, tam nieopodal bramy wjazdowej będzie mała zagroda. W niej pasą się dwa osły. Przyprowadzicie młodego osiołka, a jeśli jego właściciel upomni was, odpowiedzcie: "- Pan go potrzebuje."
Mężczyźni poszli i zastali wszystko to, o czym mówił Mistrz. Przyprowadzili oślę i okryli je swoimi płaszczami. Pan dosiadł go i ruszyli do Jerozolimy. Joshua czuł ogromną radość w sercu, zaczął śpiewać a do niego przyłączyli się pozostali:
- Błogosławiony Król,
który przychodzi w imię Pańskie!
Pokój w niebie
i chwała na wysokościach! Błogosławiony nasz Pan i Król!!!
Donośne głosy grupy uczniów i Apostołów niosły się daleko. Zaciekawiło to faryzeuszy stojących na drodze wiodącej na szczyt Góry Oliwnej. Dotarły do nich słowa pieśni i nagle, pełni oburzenia, wstrzymali przechodzących.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął jeden z odważniejszych przedstawicieli żydowskich, stając po środku przejścia. - Czemu Twoi uczniowie bluźnią? Zabroń im tego śpiewu! Tak się nie godzi zachowywać przed murami świętego miasta!
Mistrz nie zsiadł z oślęcia, poczekał spokojnie kiedy faryzeusz skończy swoje krzyki i odezwał się uprzejmie:
- Jeżeli każę im umilknąć, zaczną śpiewać kamienie leżące na drodze...- delikatnie spiął boki wierzchowca, nie wdając się w dyskusje.
Posiwiały nauczyciel kipiał w środku z bezsilnej złości.
- Jak On śmie! Nie wie z kim rozmawiał? - podszedł do swoich przyjaciół, uskarżając się na brak szacunku ze strony Młodego Kaznodziei z Nazaretu...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz