Po kilkunastu sekundach on też pędził z innymi, mijając osobówki, zwalniające na sygnały ich wozów. Dotarli na miejsce dość szybko.
W mieszkaniu panował zaduch, smród ciała i rozkładającej się krwi był porażający. Widząc tych, którzy już na schodach wyczuli odór, jak zakrywają usilnie usta i nos by nie zanieczyścić klatki schodowej, wpadł na pewien pomysł. Poprosił jakiegoś sąsiada ofiary, by mógł opłukać się chłodną wodą i poprosił o rozcieńczenie łyżki stołowej octu z dwoma łyżkami wody. Nasączył roztworem spory ręcznik i dopiero przyłożył go sobie szczelnie do twarzy. Wszedł do pomieszczeń, które wynajmował zabity mężczyzna. Rozejrzał się i ruszył na przeszukiwanie pokoi. Zwłoki były w jednym z trzech, posadzone przed włączonym telewizorem. Chwycił kapę z łóżka i delikatnie przykrył zmarłego. Stojąc nadal przy fotelu nieboszczyka, zobaczył na szafce gruby ciemnogranatowy tom. Zainteresował się nim. Przeczytał tytuł i obejrzał spodnią okładkę, powiódł wzrokiem po streszczeniu i nie otwierając jej nawet, ukrył książkę pod koszulą na plecach. Z zewnątrz nikt się raczej nie domyśli, iż wyniósł coś z mieszkania ofiary morderstwa...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz