Następnego dnia, nie przyszedł do pracy. Nagła choroba zatrzymała go w łóżku. Był tak słaby, że codzienne czynności były trudne do wykonania. Poczłapał do kuchni, aby zrobić sobie chociaż kubek gorącej herbaty. Usiadł przy kuchennym stole, bojąc się wędrówki z wrzątkiem do pokoju. Zamyślił się.
"- Muszę koniecznie zadzwonić do pastora... Jean musi zobaczyć to vademecum..."
Sączył napar małymi łyczkami. Ciepło rozchodzące się po jego spracowanym ciele, dodało mu trochę sił i odprężyło. Włożył puste naczynie do zlewu i podniósł do ucha słuchawkę. Wystukał dwie pierwsze cyfry numeru duchownego, kiedy poczuł w piersiach dławiący ból. Osunął się na kolana, ale nie wypuścił z dłoni słuchawki. Dokończył numer, a słysząc głos pastora, zdołał tylko wydusić z siebie:
- Jean, przy...dź... t... j...a, Fra..k...
Zobaczył kto do niego dzwoni. Lubił rozmawiać z Frankiem, odebrał połączenie i już miał zagadnąć przyjaciela o samopoczucie, gdy dobiegł go chrapliwy dźwięk.
- Hallo, Frank! Co się stało?
Brak odpowiedzi przy nie odłożonej słuchawce, zastanowił go. W drodze do wyjścia, zagadnęła go Helen - jego żona:
- Zaraz obiad, gdzie ty znów jedziesz?
- Frankie ma kłopoty...
- Jadę z tobą! - chwyciła torebkę.
- OK.
Na szczęście drzwi domu starszego mężczyzny były otwarte. Weszli i ujrzeli leżącego na podłodze przyjaciela. Jean zadzwonił po karetkę. Helen sprawdziła choremu puls, poluźniła pasek w spodniach i rozpięła koszulę pod szyją. Gdy jej mąż skończył rozmawiać przez telefon, poprosiła, aby przenieśli Frankie'go do pokoju i położyli, podpierając mu plecy.
I wtedy właśnie zobaczyła ją... Zwróciła uwagę na część tytułu widoczną spod przykrywającej książkę serwetki. Nawet zajmując się nieprzytomnym przyjacielem, nie mogła zapomnieć tej granatowej okładki.
Pogotowie zabrało starego woźnego do szpitala. Kiedy zostali sami, kobieta wzięła poradnik i z zaciekawieniem obejrzała.
- Widzę, że masz ochotę pożyczyć ją od Franka, czy tak?
Kiwnęła głową.
- W takim razie, pożycz ją a ja, jak tylko Frank dojdzie do siebie, powiem mu o tym.
Pocałowała męża w policzek, schowała vademecum do torby i zajęła się pakowaniem różnych drobiazgów, które były niezbędne staruszkowi w szpitalu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz