niedziela, 17 listopada 2013

"Vademecum dla tych, którzy nie szukają drogi do nieba" cz. 3

Przeczytał jednym tchem wszystko co było napisane w podręczniku. Treść ostatniej strony podobna była do jakiejś umowy, którą można było podpisać  odciskając krwawy ślad kciuka. Autor nie żądał imiennego podpisu tylko śladu palca na dole kartki, pod tekstem. Zadowolony, z praktycznych porad - co ma zrobić by wzbogacić się w trzy dni, naciął skórę palca i złożył osobliwy podpis...
Ostanie zdanie było mniej więcej takiej treści:
"Kiedy przyjdzie pora, będzie moją dusza twoja." "A co mi tam!" - pomyślał. "- Grunt, żebym miał za co żyć...Teraz wystarczy abym pamiętał co radzi autor mojego drogiego "Vademecum"!"

Dzień pierwszy...

Był jak zwykle na zakupach. Mógł sobie na nie pozwolić, gdyż miał małe oszczędności na koncie. Zrobił sobie skromny obiad i uszykował się do wyjścia do pobliskiego kasyna. Czuł dziwną siłę w sobie i odwagę. Przed utratą pracy, nigdy by nawet nie pomyślał o takiej możliwości zdobycia pieniędzy. Teraz nie miał nic do stracenia.
Stojąc przed lustrem, widział w nim odbicie ciemnoniebieskiej obwoluty i co jakiś czas, przypominając sobie dokładnie jak ma postępować, uśmiechał się do książki, jakby była żywą osobą. Przed wyjściem, dotknął jej "na szczęście", szepcząc:
- Życz mi powodzenia...

Gra szła mu bardzo dobrze. Karty jakby lgnęły do niego, gotówka leżała przed nim, ku zazdrości współtowarzyszy. Po północy coś się zaczęło dziać .. Tracił dużo, a próby odegrania kończyły się fiaskiem.
"- To wszystko przez tego młokosa, co usiadł przy moim stole! Jak się tylko zjawił, karta przestała mi iść... Teraz on ma moje pieniądze!" - myślał z rozpaczą. Kontynuował grę, starając się nie stracić wszystkich pieniędzy. Ranek już mu się jawił w czarnych chmurach.
Los chciał inaczej. Przegrał nawet telewizor... Wracał do domu w kiepskim nastroju. W pamięci miał widok, jak jego zwycięzca z triumfem w oczach zagarniał wygraną do czarnej walizki. Pamiętał jeszcze coś...
Następne wydarzenia toczyły się jakby poza jego świadomością. Mógł wszystko widzieć, słyszeć błaganie o życie i czuć rozbryzgującą się na wszystkie strony krew, ale nie był sobą. Coś nim kierowało, nakazywało zabić w okrutny sposób mężczyznę i odebrać swoją własność.

Dzień drugi...

Wyścigi konne, ustawienie gonitw i wygrana. Cieszył się jak dziecko, odbierając pliki banknotów w okienku kasy. Późna pora i imponująca majętność sprawiły, że skierował swoje kroki do domu publicznego. Dziewczyna widząc go płacącego za pokój i jej usługi, dostała ślinotoku. Na odchodnym, mrugnęła porozumiewawczo do recepcjonisty.
Po skończonych igraszkach, zasnął snem sprawiedliwego. Nie miał pojęcia o kradzieży dokonanej przez dwoje młodych ludzi. Jego wygrana zmieniła na jakiś czas właściciela.

Dzień trzeci...

Szarpali się oboje, próbując wyrwać z więzów. Niestety, tak ich związał jak było opisane w książce. Wiedząc, że nie podołają sznurowi, zostawił dziewczynę i chłopaka w płonącym samochodzie.
- Widzicie moi drodzy? Cudza własność nie popłaca! - zawołał, unosząc walizkę z pieniędzmi, w geście zwycięzcy, nad głowę.
Odszedł, nim auto eksplodowało, uśmiercając młodocianych złodziejaszków.
Po południu znów był w swoim ulubionym sklepie. Wybierał drogie produkty, nie musiał patrzeć specjalnie na ceny, pozwalał sobie na to co lubił. Czuł się z tym znakomicie. Przy kolejce do kasy stał kloszard i prosił o datek, chciał uzbierać na chleb. Nikt z kupujących nie wpadł na pomysł by po prostu kupić człowiekowi bochenek czy dwa. Panowała ogólna znieczulica. Postanowił, że nie będzie na niego zwracać uwagi i bezdomny nie powinien go nagabywać. Zrobi jak wszyscy.
Przyszła jego kolej do wyłożenia sprawunków na taśmociąg kasy, gdy raptem obok niego zjawił się brudny, starszy wiekiem mężczyzna.
- Panie... ma pan tak wiele, niech się pan zlituje nade mną...- sięgnął po paczkę ciastek, ale Clamerr był szybszy, uderzył kloszarda po ręce i herbatniki pozostały na swoim miejscu.
- Jesteś bez serca!- usłyszał czyjś głos za sobą. Nie przejął się tym.
Zapłacił za kupione rzeczy i ruszył do swojego nowego auta. Pojechał prosto do domu, nie myśląc za wiele o biednym człowieku z supermarketu.
W domu poczuł się bezpiecznie. Wypakował wszystko i mógł zasiąść w nowym fotelu przed telewizorem... Znudzony programem, zasnął.
Obudził go mocny chwyt za gardło. Dusił się. Przestraszony, zobaczył, że to własnie ten ubogi stara się go pozbawić życia. Spróbował wszelkich sposobów aby obronić się przed napastnikiem, lecz nie dał rady.
Przed śmiercią usłyszał jak morderca mówi:
- Kiedy przyjdzie pora będzie moją dusza twoja...-po tych słowach oczy Clamerra zamknęły się na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...