Coś przyciągało ludzi na brzeg tej rzeki. Ich ojciec też lubił tam zachodzić po ciężkim dniu pracy na polu. Któregoś dnia poszli razem z nim, przekonać się, co takiego ciekawego jest w słuchaniu jednego człowieka.
- Ojcze, twierdzisz, że ten mężczyzna ma dar wymowy? Przecież słuchasz wielu mówców, ale żaden nie miał u ciebie takiego posłuchania jak ten prostak z nad rzeki... To dziwne. - Jonatan podrapał się w głowę.
Sophia była innego zdania niż brat.
- A ja uważam, że warto posłuchać co ma do powiedzenia, i dlaczego każdego dnia przychodzą do niego rzesze. Może to jakiś święty?
- Eee tam, zaraz święty! - przerwał ich dialog stary Joshua. - On ma swój trochę nie typowy pogląd na życie, ot i cała filozofia! Zresztą zaraz sami się przekonacie. Jesteśmy na miejscu.
Widok był co najmniej dziwny. Po pas w wodach Jordanu stał biednie ubrany człowiek a wokół niego mnóstwo ludzi wchodzących i wychodzących z nurtów.
- Co oni robią ojcze? - zapytał Jonatan.
Joshua nie wiedział, to było coś nowego. Postanowił zagadnąć jednego ze znajomych, który akurat próbował osuszyć swoje ubranie.
- Co się stało? Czemu wszyscy moczą się w wodzie?
- To chrzest... Jan powiedział, że kto chce przygotować się na przyjście Pomazańca Bożego, musi się ochrzcić...
- I stąd, całe to zamieszanie? - zdziwił się. Zobaczył jak jego córka zbiega do rzeki.
- Sophia! Co ty wyrabiasz?! - krzyknął, ale była zbyt daleko by go słyszeć. Jakby tego było mało, Jonatan poszedł w ślad za starszą siostrą. Zagadnięty mężczyzna, patrzył chwilę na to co się działo, niespodziewanie zapytał ojca rodzeństwa:
- A ty?
- Co, ja? Nieee... ja nie dam się ogłupić jakiejś nauce, kogoś, kto ubiera się jak łachmaniarz! Oni są młodzi i głupi, dlatego tam polecieli, ale wierz mi, jutro nawet nie będą pamiętać, że ten nauczyciel dał im chrzest! - pożegnał się i ruszył w stronę tłumów.
Kiedy Sophia i Jonatan podeszli do ojca, mokrzy, ale dziwnie szczęśliwi, jakieś nowe wydarzenie poruszyło ludność. Oto przyszedł samotny człowiek, nie był bogaczem ani też wysokiej rangi urzędnikiem państwowym, ale i tak oczy wszystkich skierowały się na niego. Jan ujrzawszy go, chciał przypaść mu do kolan, ale tamten powstrzymał go.
- Chcę tylko, żebyś mnie ochrzcił...-powiedział na powitanie.
- Nie mogę...- Jan zmieszany, nie wiedział jak ma postąpić. - Ty ochrzcij mnie...- poprosił przybysza.
- Wiesz, że musisz wykonać swoją powinność wobec mnie, nie traćmy zatem czasu...- upomniał łagodnie Jana.
Nie mógł odmówić. Weszli obaj do Jordanu, gdzie udzielił nieznajomemu sakramentu.
Wracali do domu rozpamiętując to, czego doświadczyli i przywołując z pamięci wszystkie szczegóły związane z pojawieniem się tego mężczyzny, jego rozmowę z Chrzcicielem i chrzest. Tylko ojciec nie brał tym razem udziału w rozmowie swych dzieci. Nie mógł zapomnieć momentu, kiedy młody przybysz spojrzał na niego po raz pierwszy...
sobota, 23 listopada 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz