Po nieprzespanej nocy Danny nie mógł skupić się na tym, co dzieje się na zajęciach. Wszystko przez to, co o sobie opowiedziała mu Tess. Wciąż rozważał możliwość powiedzenia o wszystkim ojcu, nie był jednak dostatecznie o takim rozwiązaniu przekonany. Z niecierpliwością, ukradkiem spoglądał na zegar, czekając na ostatni dzwonek, jednak czas był dla niego nieubłagany.
Na przerwie dojrzał ją w towarzystwie koleżanki, rozmawiały o czymś nad otwartą książką.
- Hej. - trącił dziewczynę w łokieć. - Możesz na moment?
- Tak, a o co chodzi?
Przestąpił z nogi na nogę, chcąc przedłużyć chwilę, kiedy będzie musiał powiedzieć Tess o tym co chciał zrobić.
- Tess, ja... ja powiem o tym wszystkim mojemu ojcu...
Przestraszyła się. Widział tę reakcję w jej oczach. Z dezaprobatą pokręciła głową.
- Proszę nie...
- Wybacz, jeśli uważasz, że źle robię, ale wiem, że milcząc, dasz temu zboczeńcowi pozwolenie by nadal robił ci krzywdę... Skoro twoja matka nie chce się tym zająć, ja to załatwię!
- Ta kobieta nie jest moją matką!!! Rozumiesz? Ona wiedziała o wszystkim i pozwalała by odwiedzał mnie kiedy tylko będzie chciał!
Patrzył na czubki swoich adidasów, starając się powstrzymać narastający gniew... Tess mówiła dalej, nie siląc się na powstrzymanie płynących łez.
- Powiedziałam ci o sobie, bo nie mam już siły... Dan... on będzie ojcem...
Chciał jak najszybciej uciec, nie słuchać więcej o tym co mu mówiła w największej tajemnicy. Zdruzgotany ostatnią wiadomością, nie odezwał się.
Po lekcjach, postanowił przejść się. Musiał sobie ułożyć szczegółowy plan... To czy powie ojcu o kłopotach swojej przyjaciółki, pozostało pod znakiem zapytania...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz