niedziela, 1 grudnia 2013

Przyjaciel... cz.9

Ranek zaczął nieśmiało zdzierać zasłonę mroku. Na wschodzie pojawiły się pierwsze jaśniejsze chmury. Anioł odszedł...
Jezus dźwignął się z kolan. Otarł twarz, wyprostował się i skierował swe kroki do wyjścia.
Jego Apostołowie jeszcze spali.
- Śpicie jeszcze i odpoczywacie? - dotknął ramienia Jana. Zbudził się ale nie miał zamiaru się podnieść. Dwaj pozostali, też nie kwapili się do tak wczesnego wstawania. Yeshua podał rękę Jakubowi, mężczyzna wstał, przeczesał palcami włosy, przygładził ubranie. Szturchnął swoich przyjaciół.
- Hej, pobudka! - nachylił się nad Piotrem.
- Wstańcie, chodźmy! - pospieszył ich Pan. - Zbliża się mój zdrajca! - dodał, wysuwając się na przód, przed Apostołów.
Dostrzegli zapalone pochodnie i sporą grupę żołnierzy, a pośród nich...
W Piotrze zawrzała krew, Jan z Jakubem bladzi z przerażenia, stanęli po dwóch stronach Nauczyciela, by w razie niebezpieczeństwa móc Go ochronić, chociaż sami trzęśli się ze strachu.
- Judasz...-syknął wściekle Piotr. Zdrajca minął go bez słowa i zbliżył się do Yeshuy. Drogę zastąpili mu bracia. Zatrzymał się, ale nie cofnął. Jezus odezwał się:
- Kogo szukacie?
Żołdacy nabrali pewności siebie, widząc czterech nieuzbrojonych ludzi. Podeszli za Judaszem dość blisko. Któryś z nich odpowiedział na pytanie:
- Yeshua z Nazaretu.
Rabbi wyszedł zza osłaniających Go przyjaciół.
- To ja jestem.
Słysząc, że wymawia imię Boga, słudzy świątynni, pokłonili się do ziemi. Wtedy Judasz zrobił coś dziwnego... Stojąc blisko Pana, ucałował Jego policzek, i natychmiast wmieszał się w tłum kohorty. Piotr, obserwował go. Po kryjomu wydobył miecz, zamierzył się na Iskariotę, ale ten był szybszy. Zanim miecz na niego opadł, zdążył pchnąć pod obnażoną klingę jakiegoś człowieka. Ostrze musnęło głowę nieszczęśnika, pozbawiając ucha. Nieludzki krzyk rozdarł poranną ciszę.
- Szymonie! Schowaj miecz! - usłyszał, niemal brzmiące jak rozkaz słowa Jezusa.
- Zbliż się Malchosie. - przywołał rannego do siebie. Kiedy podszedł, Mistrz wziąwszy leżące w pyle ścieżki ucho, przyłożył je na zranione miejsce, uzdrawiając go. Następnie odezwał się do przybyłych:
- Powiedziałem, ja jestem Jezus, którego szukacie, pozwólcie odejść moim Apostołom...
Nie zwracali uwagi ani na Jego prośbę, ani też na trzech towarzyszy Nauczyciela. Brutalnie zarzucili Mu pętlę na szyję, potem związali tym samym powrozem ręce. Koniec sznura pozostał długi aby mogli ciągnąć Go za sobą. Potrafili okazać pogardę, sprawiało im to nieludzką satysfakcję. Bezradni Apostołowie widzieli jak potraktowano Pana, ale ich własny strach sparaliżował skutecznie wszelkie chęci pomocy ukochanemu Nauczycielowi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...