niedziela, 17 listopada 2013

"Vademecum dla tych, którzy nie szukają drogi do nieba" cz. 2

Gdzieś w oddali słychać było uporczywy dźwięk, jakby popiskiwanie jakiegoś ptaka.
" - Ptaki w moim śnie..."- pierwsza senna myśl i od razu otrzeźwienie. - Jestem spóźniony! - zerwał się z łóżka i popatrzył na zegarek: 7:20 ! - Od dwudziestu minut powinienem już tkwić za biurkiem, słuchając nudnych interesantów!
Szybka toaleta i biegiem do samochodu. Brak śniadania zrekompensował sobie, zabierając z szafki tabliczkę czekolady.
Dotarł na miejsce tak szybko jak tylko mógł, szef już na niego czekał.
- Cholera...-zaklął półgłosem, mijając go. - Dzień dobry panu, jak się dziś czujemy?
Jego przełożony miał jednak kiepski dzień. Kazał mu niezwłocznie stawić się w swoim biurze na rozmowę.
Zapukał w drogie, mahoniowe drzwi z pozłacaną klamką.
- Proszę!
- Przepraszam za spóźnienie, to się już więcej nie powtórzy. - zaczął od progu. Szef zmierzył go twardym spojrzeniem i wycedził:
- Tak, nie powtórzy się panie Clamerr, ponieważ zwalniam pana!
- Przecież to moje pierwsze spóźnienie...- próbował jakoś załagodzić sytuację.
Mężczyzna nie słuchał go. Siedział w wygodnym fotelu jak na tronie i chełpił się swoją władzą.
- Co z tego, że to pańskie pierwsze spóźnienie? Będzie to przykład dla innych, jeśli komuś przyjdzie ochota żeby powtórzyć pański błąd!
- Mój błąd? - czuł przypływ energii. - Wiem na czym polegał mój błąd! - krzyknął. - Polegał na tym, że bardzo chciałem u pana pracować  i robiłem to rzetelnie przez 20 lat! Do widzenia!
Trzask drzwi wyjściowych słychać było chyba w całym budynku.

- Co ja pocznę? Bez pracy i środków do życia? Potrzebuję gotówki na już...! - przemawiał sam do siebie. Nie widział dla siebie przyszłości.
W domu przypomniał sobie "Vademecum", zakupiony poprzedniego dnia.
- Gdyby ta książka nie była wybrakowana, sprzedałbym ją zaraz, choćby za kilka dolarów...-podszedł do szafki i sięgnął po pokaźny tom. Odwrócił go i raz jeszcze przeczytał adnotację anonimowego autora. Zdecydował się otworzyć książkę.
Na pierwszej stronie widniało zdjęcie... Poznał na nim siebie i ze zdziwienia upuścił vademecum na podłogę. Strony po wpływem wstrząsu przerzuciło a na następnych mógł także zobaczyć sceny z zajścia u swojego pracodawcy aż do momentu powrotu...
- Co jest grane? - zastanowił się. Uklęknął przed otwartą księgą, bojąc się podnieść ją z ziemi. Teraz obejrzał wszystko, zdjęcia i podpisy pod nimi. Nawet rozpoznał swoje pismo, chociaż wiedział, że nie był w stanie rano nic napisać ani też zrobić zdjęć podczas kłótni ze swoim byłym szefem. A już na pewno nie wkleił ich do tej dziwnej księgi. Fotka na pierwszej kartce przedstawiała jego, budzącego się ze snu...
- Kto u licha bawi się moim kosztem? - zapytał na głos sam siebie. Nikt mu nie odpowiedział, tylko stronice poruszyły się lekko, odsłaniając wyraźny tekst za fotografiami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...