Ratownicy medyczni wynosili nosze, Mark wysiadł z samochodu i podbiegł do nich.
-Czy możecie odsłonić ciało? -zaczepił jednego z nich.
Uczynił o co go poprosił. Chłopak odwrócił się, nie wiedząc jak ma postąpić. Wzbierała w nim bezsilna złość na Dorothy, na Iana i Cathy. Wrócił do przyjaciela i powstrzymując chęć wyładowania na nim swego gniewu, powiedział tylko:
-Spóźniliśmy się...
-Co się stało? Mark, co się stało?! -Ian spróbował sam wydostać się na ulicę. Kiedy wstał, słabe jeszcze nogi, nie utrzymały jego ciężaru, upadł, uderzając się o drzwiczki auta. Ze sporej rany na czole natychmiast popłynęła krew.
-Kurwa...-wymknęło mu się. Podnosił się mozolnie.
Yōuxiù, już przy nim był. Podał mu rękę i podciągnął do pozycji pionowej. Ausdauer z jego pomocą mógł zrobić kilka kroków.
-Ratownik! -krzyknął Mark.
Ktoś podszedł do przyjaciół, pomógł doprowadzić mężczyznę do ambulansu. Zaopatrzono rozbitą głowę.
-Co tu się wydarzyło? -spytał ratownika.
-Pan wybaczy, nie udzielam takich wiadomości postronnym...
Ian, chwycił tamtego za odzież i przyciągnął do siebie.
-Gadaj, albo rozwalę ci gębę! Do twojej wiadomości, jestem... byłem narzeczonym tej dziewczyny! -puścił przestraszonego chłopaka.
-Z tego, co zastałem z kolegą w środku, wskazuje na to, że popełniła samobójstwo...-poinformował aktora.
-Jak? Nie mogliście jej uratować?
-Nie. -uciął krótko pielęgniarz. -Wypiła silnie żrącą substancję...zastaliśmy ją, konającą, nic nie dało się zrobić...Przykro mi...
Wysiadł z ambulansu. Ausdauer zaczął płakać. W takim stanie zastał go Mark.
-Jedźmy z powrotem do szpitala. Nic tu po nas. - zwrócił się do gwiazdora.
-Nie, jedziemy do Cathy. Muszę jej o wszystkim powiedzieć. Ja...-zaciął się w sobie, po chwili wykrzyczał na całe gardło: -Miałeś rację! Nienawidzę jej!!!
***
Nie pojechał, tak jak go o to prosił Ian, do domu tamtej dziewczyny. Będąc z powrotem w szpitalu, mężczyzna, ochłonął trochę a i Mark nie czuł ucisku w gardle. Nikt ich jednak nie uprzedził, że od kilku godzin, w sali aktora, ktoś czeka.
W pokoju Ausdauera, zastali Catherine. Aktor widząc kobietę, nie zapanował nad sobą. To co usłyszała od niego, nie było przyjacielskim powitaniem.
-Wynoś się stąd natychmiast!!! -wrzasnął na nią.
Zamarła, widziała swego ukochanego, po raz pierwszy tak rozzłoszczonego. Nie rozumiała tylko, czemu akurat w ten sposób odzywa się do niej.
-Ian, to przecież ja, Cathy...-chciała podejść do mężczyzny, ale widząc jak bardzo nie chce jej tu, zrezygnowała.
Przesiadł się na łóżko i zaczął zdejmować ubranie.
-Mark, zabierz tą panią do domu. -nie patrzył nawet na dziewczynę. -I przekaż jej, że już nie będzie musiała do mnie przyjeżdżać Tu, są pieniądze za fatygę, zapłać ile zażąda i niech już więcej nie wraca. -wcisnął w dłoń przyjaciela zwitek banknotów.
-Ian! Ian! -Yōuxiù, szarpnął tamtego za ramię. -Nie rób tego. Pogarszasz tylko sytuację...
-Kochany, o czym ty mówisz? Ja nie chcę pieniędzy. Chcę być z tobą, Ian! Jak kiedyś...-odezwała się Catherine.
Rzucił w nią koszulą, którą właśnie ściągnął.
-WYNOCHA!!! -krzyknął z rozpaczą. -Nie wracaj tu, rozumiesz?! Nigdy nie byliśmy razem, wymyśliłaś to sobie sama i próbowałaś zrobić mi wodę z mózgu! A teraz nie żyje kobieta, którą kochałem!!! -zalany łzami, opadł na pościel.
Cathy wyszła z pokoju, nic nie mówiąc...
***
Po trzech miesiącach, wrócił wreszcie na plan. Wznowiono pracę i wszystko odbywało się zgodnie z założeniami reżysera i producentów.
Na kilka tygodni przed kręceniem ostatnich ujęć spotkał przypadkiem na ulicy rodzinę Myslowskych. Zagadnęli go o zdrowie i poprosili o autograf.
-Przepraszam, że zapytam, ale gdzie jest Cathy?
Madeleine odpowiedziała za męża:
-W szpitalu psychiatrycznym...jest z nią bardzo źle. Przepraszamy za to, że pozwoliliśmy, aby się do pana zbliżyła.
-Madeleine, nie przepraszaj. -wtrącił Ian. -To moja wina. Ktoś mnie ostrzegał, że nie powinienem tak postępować. Zachowałem się jak ostatni głupiec! Proszę mi wybaczyć.
-Nie żywimy do pana urazu. -dodał Robert.
-Czy mogę odwiedzić Cathy w zakładzie? -spytał.
Niezręczne milczenie małżeństwa, było dla Ausdauera jasną odpowiedzią. Ze zrozumieniem pokiwał głową.
***
-Maaatheew... Matheeww...lalala...-nuciła Catherine, rozczesując palcami włosy. -i będziemy żyć długo i szczęśliwie, jak w bajce...lalala...
-Panno Myslowsky, lekarstwa! -siostra z tacą w dłoni podeszła do dziewczyny. Podała plastykowy kieliszek z tabletkami i poczekała, aż je przyjmie.
-Dziś jest panienka o wiele weselsza, niż parę dni temu...-zagadała do chorej.
-Bo dziś spotkam mojego ukochanego Matta! -odpowiedziała Catherine z uśmiechem.
-O, to goście będą u panienki, to ładnie, że odwiedzi cię ukochany...-pielęgniarka pogładziła dziewczynę po głowie i poszła do innych pacjentów.
O 4:30 nad ranem, Robert został powiadomiony telefonicznie, że jego siostra nie żyje. Popełniła samobójstwo, wieszając się w toalecie...
Ian Ausdauer nigdy się o tym nie dowiedział...
Koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz